Wojsko ratuje Beckhama w Wietnamie

Około tysiąc fanów byłego kapitana Manchester United nie chciało wypuścić go ze stadionu, całkowicie tarasując wyjście. Wizyty Davida Beckhama na stadionie w mieście Quan Khu na południu Wietnamu o mało nie zakończyły zamieszki.

Rozgorączkowany tłum skandujący nazwisko idola, zupełnie wymknął się spod kontroli policjantom i prywatnym ochroniarzom obiektu. Jako posiłki zawezwano oddział wojska z kałasznikowami. Napięcie rozładował sam Beckham, który w ulewnym deszczu bisował serią popisowych rzutów wolnych. Dopiero wtedy, konwojowany przez policję, piłkarz mógł pojechać na lotnisko, skąd prywatnym samolotem odleciał do Bangkoku.

Wizyta Beckhama w Wietnamie, w którym goście z zachodu nadal traktowani są nieufnie przez komunistyczny reżim, nabrała rangi wydarzenia narodowego, porównywalnego jedynie do wizyty prezydenta USA Billa Clintona w listopadzie 2000 roku.