Bernd Schuster broni dopingu dla "szybszej regeneracji"

Trener Malagi Bernd Schuster zajął dość kontrowersyjne stanowisko w sprawie dopingu w sporcie, wypowiadając się na ten temat na łamach magazynu "Bild". - Tak długo, jak będzie on służył wyłącznie szybszej regeneracji, nie będę miał z tym problemu - powiedział Schuster, który przyznał, że sam za swoich czasów przyjmował od lekarzy "różne rzeczy".

- Jeżeli dzięki takim środkom gracze mogą po kontuzji dojść do pełnej sprawności dwa-trzy tygodnie szybciej niż normalnie, to wtedy ma to jakiś sens - powiedział "Bildowi" Schuster, dodając jednocześnie, że jest przeciwny stosowaniu substancji w celu poprawienia swoich osiągów. - Powinno się je przyjmować tylko po to, aby jak najszybciej dojść do swojego optymalnego poziomu - tłumaczy.

Zdaniem Niemca stosowanie różnych leków jest w dzisiejszym futbolu powszechnym zjawiskiem. Problem w tym, że trudno rozróżnić, które z nich są legalne, a które nie. - Wielu zawodników nosi w swoich torbach więcej pastylek i lekarstw niż dezodorantów i perfum. Są przewrażliwieni i muszą mieć coś na wszystko. Znaczna część jest dobrze zorientowana, ale zdarzają się przypadki, że niektórzy przyjmą nawet zwykłą glukozę, jeśli powie im się, że to sprawi, że będą lepsi - przyznał.

Mistrz Europy z 1980 roku wspomniał również o czasach, w których on był piłkarzem, a o dopingu nie mówiło się prawie w ogóle. - Wszyscy coś braliśmy. Nie były to klasyczne odżywki. Jeśli przed meczem czuliśmy się gorzej lub doskwierał nam jakiś ból, lekarze i fizjoterapeuci zawsze mieli coś w zanadrzu. Zazwyczaj podawali nam to rano lub przed samym meczem. Nigdy nie pytaliśmy, co nam aplikują - zdradza Schuster.

53-letni Schuster to były reprezentant Niemiec. Po zakończeniu kariery piłkarskiej w 1996 roku zasiadł na ławce trenerskiej. W ostatnich latach prowadził hiszpańskie kluby: Levante, Getafe i Real. Po krótkiej przygodzie z tureckim Besiktasem w tym roku wrócił do Primera Division, gdzie trenuje Malagę.

Więcej o: