Piłka nożna. Argentyna wreszcie wychodzi na prostą. I robi użytek z Messiego

Po szaleństwach Diego Maradony i nieudanych próbach naśladowania Barcelony Sergio Batisty reprezentacja Argentyny wreszcie wychodzi na prostą i zaczyna stwarzać zagrożenie dla największych potęg światowego futbolu.

W zeszłym roku o tej samej porze argentyńscy piłkarze zdawali się nieudolnie tańczyć wokół Leo Messiego, pozbawionego swojego barcelońskiego blasku. Po kompromitacji w Copa America 2011 kadrę przejął Alejandro Sabella i zmienił jej oblicze. Choć wciąż główną słabością Argentyny jest obrona, Sabella znalazł sposób by zmusić piłkarzy do dostarczania piłek Messiemu w jego ulubionej strefie 25 metrów od bramki, gdzie może siać spustoszenie w szeregach rywali. Argentyna wygrała pięć ostatnich spotkań, w środę pokonała Niemcy 3:1 mszcząc się za ćwierćfinały mistrzostw świata w 2006 i 2010 roku, a Messi strzelił w tych meczach 9 goli, w tym dwa hat-tricki.

Mimo, że przestrzelił karnego, Messi prowadził w środę ofensywę, stwarzał sytuacje bramkowe i strzelił gola.

- To bardzo ważne, że udało nam się wygrać kilka meczów pod rząd - mówił Messi argentyńskiej prasie po triumfie nad Niemcami - byliśmy drużyną chwiejną i nierówną przez ostatnie lata, ale teraz chyba w końcu wyszliśmy na prostą.

Argentyńska niestabilność zaczęła się po przegranym ćwierćfinale mundialu w Niemczech, gdy Jose Pekermana zastąpił Alfio Basile. Basile usiłował budować drużynę wokół Juana Romana Riquelme, ale krytykowany za staroświeckość i nieporozumienia z zawodnikami odszedł w 2008 roku, po serii remisów w meczach eliminacyjnych mistrzostw świata.

To otworzyło drzwi Maradonie, który został namaszczony na selekcjonera na fali żądań opinii publicznej. Boski Diego okazał się jednak szkoleniową katastrofą, dostarczającą raczej wrażeń rozrywkowych brukowej prasie niż sportowych emocji kibicom. Awans do finałów mistrzostw świata w RPA stał pod coraz większym znakiem zapytania. Ostatecznie Argentyńczykom udało się wywalczyć bilety do Afryki, ale w ćwierćfinale zostali zmiażdżeni przez Niemców 4:0. Maradona rezygnował w aurze skandalu, kłócąc się z federacją i swoimi własnym asystentami.

Na domiar złego, Messi w biało-błękitnej koszulce był zupełnie innym piłkarzem niż w trykocie Blaugrany - na fali krytyki oberwało się mocno i jemu, aż do zarzutów o kompletny brak patriotyzmu i zaangażowania. Nie pomógł mu następca Maradony Sergio Batista, mimo, że próbował stworzyć z reprezentacji kopię Barcelony. Po nieudanych eksperymentach mistrz świata z 1986 roku został bezceremonialnie zwolniony po ćwierćfinałowej porażce Argentyny w zeszłorocznym Copa America na własnym terenie.

Sabella zaczął od porażki 0:1 z Wenezuelą, ale od tamtej pory ustabilizował sytuację w drużynie. Postawił na Sergio Romero w bramce, zbudował defensywę opartą na duecie Fernandez - Garay, z ustawionymi przed nimi Javierem Mascherano i Fernando Gago. Nie jest to najsilniejsza defensywa świata, ale z ofensywnym bogactwem Argentyny nie musi taką być.

Przeciwko Niemcom lewonożny Di Maria szalał na prawym skrzydle, Gonzalo Higuain grał jak prawdziwa "dziewiątka", a Messi lekko z tyłu. Po przerwie Sabella wpuścił Sergio Aguero, Messi dominował na boisku, a Niemcy po prostu nie byli w stanie temu zaradzić.

- Po przerwie okazało się, że Messi świetnie współpracuje z Aguero, który stwarza mu więcej opcji - powiedział Sabella - Graliśmy jak drużyna. To nie zawsze było dla nas takie oczywiste w niedalekiej przeszłości - dodał argentyński szkoleniowiec.

Zobacz wideo