Wywiad

Jeden atak, jeden dom, 10 zabitych. "Świat zapomina o Ukrainie"

Filip Macuda
Andrij Piatow
shakhtar.com

- Mam w klubie dwóch bramkarzy - jeden na wojnie stracił ojca, a drugi braci. Rozumiem, jak jest im ciężko. Wspieram ich także jako ludzi. Wiem, jak wygląda rzeczywistość. Np. dziś w nocy w Charkowie rakieta uderzyła w dom, zginęło 10 osób, w tym matka z dwójką dzieci - opowiada Sport.pl Andrij Pjatow, 102-krotny reprezentant Ukrainy, a dziś trener bramkarzy Szachtara Donieck.

Ukraińskie kluby od czterech lat, czyli od rozpoczęcia przez Rosję pełnoskalowej wojny, rozgrywają domowe mecze europejskich pucharów z dala od domu. Szachtar Donieck, klub z okupowanego przez Rosję Donbasu, podczas domowych meczów europejskich pucharów korzysta w tym sezonie z gościnności Krakowa. W 1/8 finału Ligi Konferencji zmierzy się z Lechem Poznań. 

Andrij Pjatow jest dziś trenerem bramkarzy Szachtara, ale to legenda tego klubu – grał w nim przez 16 lat (2007-23).

Zobacz wideo Kosecki o decyzji Królewskiego: Dziwię się jego decyzji, Wiśle może zabraknąć punktów w walce o Ekstraklasę

Filip Macuda: Pamięta pan, co stało się 11 czerwca 2022 roku?

Andrij Pjatow: Rozegrałem ostatni mecz w reprezentacji, wygraliśmy 3:0 z Armenią.

To był wasz pierwszy mecz po wybuchu pełnoskalowej wojny...

- Nie, nie, graliśmy wcześniej ze Szkocją i Walią w eliminacjach do mistrzostw świata, potem jeszcze w Lidze Narodów w Irlandii.

Pierwszy mecz po wojnie w roli gospodarza.

- W roli gospodarza - tak. Graliśmy w Łodzi. Bardzo doceniłem to, co zrobił dla mnie trener Ołeksandr Petrakow. Pozwolił mi zagrać w tym meczu, choć trzy dni wcześniej miałem jeszcze kontuzję. Podziękowałem naszym medykom, bo to ich zasługa, że z Armenią w ogóle zagrałem. To był wyjątkowy mecz dla Ukrainy.

Jak dziś, cztery lata po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny, wygląda Ukraina?

- Cóż, piłka nożna nadal żyje. Musimy ją rozwijać w trudnych warunkach, ale jesteśmy ludźmi o silnej woli i wielokrotnie pokazywaliśmy, że nawet w takich okolicznościach nigdy się nie poddajemy. Przez te cztery lata widziałem tylko pracę.

A temat wojny w szatni istnieje? Czy staracie się od niego odciąć?

- Każdego dnia o tym rozmawiamy. Każdy ma przyjaciela albo krewnego, który zginął w wojnie. Mam w klubie dwóch bramkarzy – jeden stracił ojca, a drugi braci. Rozumiem, jak jest im ciężko. Wspieram ich także jako ludzi. Widzimy na co dzień, że wojna trwa.

Nie macie wrażenia, że świat zapomina, że w Ukrainie cały czas trwa wojna?

- Nie jestem politykiem, nie wiem, jak wygląda komunikacja na najwyższym szczeblu. Wiem, jak wygląda rzeczywistość. Np. dziś w nocy w dom w Charkowie uderzyła rakieta. Zginęła mama i dwójka dzieci, a łącznie 10 osób. Może dla nas, Ukraińców, w końcu coś się zmieni, ale dziś walczymy z agresorem.

Rozpoczęły się igrzyska paralimpijskie. Rosyjscy i białoruscy sportowcy mogą występować pod własnymi flagami. Nie boi się pan, że to początek odmrażania rosyjskiego sportu na arenie międzynarodowej i że tak samo wkrótce będzie w piłce nożnej?

- Wszystko zmierza do tego. Świat zapomina o Ukrainie, a sport nie jest wyjątkiem. Mówi się, że pieniądze rządzą naszym światem. Komitet Paralimpijski pozwolił tym ludziom występować pod flagą morderców i pokazał tym samym swój stosunek do tych spraw.

Pamiętam moją rozmowę z piłkarzem Szachtara, Mykołą Matwijenko. Wyczułem w nim wielkie przywiązanie do Doniecka. Mówił, że serce klubu zawsze będzie w ukraińskim Doniecku, dziś okupowanym przez Rosję. Czy podobne emocje towarzyszą panu?

- W pełni popieram to, co mówił Mykoła. Donieck jest wyjątkowy. To dla mnie najpiękniejsze, najważniejsze miejsce na świecie. Tak było, jest i tak będzie. Trzeba jednak zachować chłodną głowę – wiemy, że powrót dziś jest niemożliwy. Żyjemy rzeczywistością. Marzymy, ale koncentrujemy się na tym, co jest.

Rozmawiamy przed waszym dwumeczem z Lechem Poznań. To będzie kolejne starcie Szachtara z polskim zespołem w tym sezonie. Wcześniej przegraliście z Legią. Jakie są wasze nastroje i oczekiwania przed najbliższą rundą Ligi Konferencji?

- Zacznę od tego, że śledzę polską ligę, bo gra tam wielu Ukraińców. Bardzo lubię Ekstraklasę,jest bardzo zacięta. Oglądam np. Lechię Gdańsk, której piłkarzem jest Bogdan Sarnawskij [w latach 2014-16 był w składzie Szachtara]. Wiem, że na początku sezonu zabrali im pięć punktów. Jakby nie dostali tej kary, byliby teraz niedaleko pierwszego miejsca!

Trener Igor Jovicević, którego też zna pan z Szachtara, nie poradził sobie w Widzewie, odsunięto go od pracy z zespołem. Jaki to człowiek? Jak wspomina pan pracę z nim w Szachtarze?

- Mogę mówić tylko pozytywnie: to bardzo dobry i uczciwy człowiek. Zrobił dla nas dużo dobrego w trudnym czasie, bo pracował w Szachtarze na początku wojny [w sezonie 2022-23]. Pomagał piłkarzom zwłaszcza w aspekcie psychologicznym. Dzięki niemu dobrze wypadliśmy w Lidze Mistrzów [choć ostatecznie Szachtarowi nie udało się wyjść z grupy], sprzedaliśmy też Mychajło Mudryka za rekordowe pieniądze [70 mln euro, plus 30 mln ewentualnych premii]. Jovicević ma wielkie serce do piłki. A że nie wyszło w Widzewie? Taka to praca. Życzę mu powodzenia w przyszłości. To naprawdę dobry trener i świetny człowiek.

Czy to prawda, że kiedyś w Szachtarze zrobił wam odprawę przedmeczmową w schronie?

- To był początek wojny, kiedy działo się wiele strasznych rzeczy. Różne zdarzały się sytuacje i bezpieczeństwo było najważniejsze.

Zbliżają się baraże o awans na mistrzostwa świata. Jeśli Polska wygra z Albanią, a Ukraina ze Szwecją, w finale zagramy ze sobą. Kto według pana jest faworytem naszej ścieżki baraży?

- Nie lubię prognozować, ale uważam, że Polacy są silniejsi od Albanii. A Ukraina? Wierzę w nasz zespół. Będzie, jak będzie! Finał z Polską byłby ciekawym meczem.

Co jest największą siłą reprezentacji Ukrainy, a gdzie możemy znaleźć jej problemy?

- U nas największą siłą jest zespół. W pierwszym meczu zabraknie dwóch liderów: Rusłana Malinowskiego i Juchyma Konoplii. Ołeksandr Zinczenko przeszedł operację i życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia. To wielkie straty, ale wierzę w tych, którzy ich zastąpią. Nie chciałbym nikogo wyróżniać. Najważniejszy jest duch drużyny - tak powiem.

W karierze rozegrał pan pięć meczów przeciwko reprezentacji Polski. Który zapadł w pamięci najbardziej?

- Rzeczywiście, aż pięć razy zagrałem przeciwko Polsce. To były ciekawe mecze. Nigdy nie byliście gigantem europejskiej piłki, ale zawsze mieliście dobrych zawodników. A ten jeden mecz? Proste, wygrana 3:1 w Warszawie. Ograliśmy was w eliminacjach do mistrzostw świata. (śmiech)

Dwa szybkie gole: Andrija Jarmołenki i Olega Gusiewa.

- Tak, i potem Romana Zozulii.

Widział Pan mecz Benfica – Real w ostatniej kolejce fazy ligowej Ligi Mistrzów? W ostatniej minucie bramkarz klubu z Lizbony Anatolij Trubin, który do 2023 r. grał w Szachtarze, strzelił Realowi gola.

- Napisałem do niego od razu, byłem w szoku! Bramkarze zawsze są najciekawsi, kiedy strzelają gole. Sam kiedyś wywalczyłem rzut karny. I strzeliłem bramkę, ale nie została uznana z powodu spalonego. Trubin musi przede wszystkim kontynuować swoją bramkarską robotę – to jest najważniejsze, ale bardzo się cieszę, że udało mu się strzelić gola w Lidze Mistrzów.

Kto ma lepszych bramkarzy, Polska czy Ukraina?

- Ukraina, oczywiście. (śmiech)

A jak wspomina pan Mariusza Lewandowskiego? Graliście razem w Szachtarze.

- Nadal mam z nim kontakt, widujemy się na obozach treningowych. Przyjeżdża też na nasze mecze w Polsce. Przyjaźnimy się od czasów gry w Doniecku. To była dobra drużyna, którą wtedy tworzyliśmy. Życzę Mariuszowi i jego rodzinie wszystkiego najlepszego. To wspaniały człowiek.

Co chciałby pan powiedzieć polskim kibicom, którzy pojawią się na meczu w Krakowie?

- Przychodzi mi do głowy jedno słowo: wdzięczność. Gramy dla siebie, ale też dla nich – dla kibiców, którzy pojawią się w Krakowie. Chcemy tak podziękować ludziom w Polsce, którzy zawsze przy nas byli. Wiem, że przyjdą też na mecz z Lechem. Dlatego zapraszamy wszystkich do Krakowa. To będzie święto piłki dwóch godnych siebie drużyn.

Mecze Szachtara z Lechem w ramach 1/8 finału Ligi Konferencji odbędą się 12 marca w Poznaniu i 19 marca w Krakowie.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...