Kontrowersje w meczu Lecha. Trener nie wytrzymał. "To szaleństwo"

Lech Poznań zremisował 1:1 z Mainz w meczu fazy ligowej Ligi Konferencji. Jedynego gola dla mistrzów Polski strzelił Mikael Ishak, pokonując bramkarza rywali z rzutu karnego. Urs Fischer, trener Mainz przyznaje, że nie był zadowolony z tej decyzji sędziego. - Widzieliśmy to kilka razy i nie był to taki jasny rzut karny - komentował Fischer na pomeczowej konferencji prasowej.
Urs Fischer
Screen - YouTube/Kicker

- Na dziś Mainz mogłoby przyjechać do Poznania i dostać w trąbę - tak w 2020 r. Tymoteusz Puchacz wypowiadał się na temat FSV Mainz, a więc zespołu występującego w Bundeslidze. W czwartek ta teza mogła zostać zweryfikowana w spotkaniu fazy ligowej Ligi Konferencji. Mainz prowadziło 1:0 z Lechem Poznań od 28. minuty po golu Soty Kawasakiego, ale Lech doprowadził do wyrównania jeszcze przed końcem pierwszej połowy. Wtedy Mikael Ishak strzelił gola z rzutu karnego. Ostatecznie mecz przy Bułgarskiej zakończył się podziałem punktów.

Zobacz wideo Kto winny kryzysowi Legii? Kosecki: Za mało odpowiedzialności ponoszą piłkarze

Trener Mainz nie był zadowolony. "Nie mamy na to wpływu"

Po meczu na konferencji prasowej pojawili się trenerzy obu zespołów. Jako pierwszy na pytania dziennikarzy odpowiadał Urs Fischer, trener Mainz. Jak sam przyznaje, nie był zaskoczony tym, jak Lech się prezentował w tym spotkaniu.

- Trudno porównywać to, co było dziesięć lat temu. Lech mnie niczym nie zaskoczył - ma kilku znakomitych zawodników takich jak Palma i Ishak. Nie zaskoczyli mnie - zagrali tak, jak się spodziewałem. Atmosfera była bardzo dobra, gorący doping. Miałem trudności z udzielaniem wskazówek zawodnikom, bo one do nich nie dochodziły - powiedział.

Fischer przyznał też, że nie był zadowolony z przyznania rzutu karnego dla Lecha Poznań. - Nie byłem zadowolony z rzutu karnego, który dostał Lech. Widzieliśmy to kilka razy i nie był to taki jasny rzut karny, ale VAR to sprawdzał i sędziowie doszli do wniosku, że karny się należał. Co nam pozostaje, możemy tylko odhaczyć to, na co nie mamy wpływu - dodał szkoleniowiec Mainz.

Szwajcarski "Blick" pisał wprost, że Fischer był zirytowany po sytuacji z rzutem karnym, a także z tego powodu, że wcześniej sędziowie nie uznali gola Benedicta Hollerbacha na 2:0 ze względu na spalonego. "To szaleństwo - miał krzyczeć trener, wchodząc do szatni" - czytamy. Serwis spox.com pisał wręcz o "kontrowersyjnym rzucie karnym".

Zobacz też: Prowadził auto mimo zakazu. Policjanci szybko dostrzegli, kto siedzi za kierownicą

Frederiksen nie miał wątpliwości. "To rozczarowujące"

Później na konferencji pojawił się Niels Frederiksen, który przyznał wprost, że Lech mógł wygrać z Mainz.

- Zgadzam się, że mogliśmy wycisnąć więcej z tego meczu. Mogliśmy wygrać. Musimy jednak pamiętać, że graliśmy z zespołem z Bundesligi, co nie zdarza się często. Wiem, że na razie nie idzie im za dobrze w lidze, ale to cały czas bardzo dobry zespół. Myślę, że gdy obudzę się jutro, to będę zadowolony z jednego punktu, bo pomoże nam to zrealizować cel, jakim jest awans do fazy pucharowej - powiedział.

- Jestem w miarę zadowolony. Uważam, że rozegraliśmy dobry mecz, kontrolowaliśmy go i kreowaliśmy sytuacje, szczególnie w drugiej połowie. Grając jedenastu na dziesięciu było nam oczywiście łatwiej. Jest to rozczarowujące, że nie wykorzystaliśmy żadnej z tych okazji - dodał trener Lecha.

Aktualnie Lech zajmuje 20. miejsce w tabeli Ligi Konferencji z siedmioma punktami po pięciu meczach. Mainz znajduje się na ósmym miejscu z dziesięcioma punktami, co jest dobrą pozycją wyjściową przed ostatnią kolejką fazy ligowej. W niej Lech zmierzy się z Sigmą Ołomuniec, a Mainz będzie grało z Samsunsporem.

Więcej o: