Raków Częstochowa pokonał Zrinjski Mostar w meczu 5. kolejki fazy ligowej Ligi Konferencji. Strzelcem jedynego gola był Jonathan Brunes, który wykorzystał rzut karny w piątej minucie doliczonego czasu pierwszej połowy.
Dzięki temu Medaliki z dorobkiem 11 pkt są już pewne awansu do fazy play-off Ligi Konferencji. Aktualnie plasują się na trzecim miejscu w tabeli i jak wygrają w decydującym starciu, awansują bezpośrednio do 1/8 finału.
Po meczu na konferencji prasowej głos nt. tego meczu zabrał Marek Papszun, który - póki co - wciąż jest trenerem Rakowa Częstochowa. Dostał m.in. pytanie, czy nie żal mu opuszczać świetnie spisującej się drużyny.
- Oczywiście, że jest żal, ale takie jest życie. Na pewno będę kibicował Rakowowi, żeby zaszedł najdalej, jak to jest możliwe. Jak widać, ta drużyna nie ma limitu. W europejskich pucharach osiągnęliśmy kapitalny wynik, który pokazuje, że wszystko jest możliwe - powiedział Papszun.
Według niego Raków w Lidze Konferencji może osiągnąć świetny wynik.
- Raków może dojść bardzo daleko, bo ta drużyna jest kompleksowo przygotowana do różnych meczów. Potrafi wygrać zarówno z teoretycznie słabszym przeciwnikiem, jak i z dużo mocniejszym rywalem. Bez względu na losowanie są szanse na przejście każdego rywala, oczywiście przy optymalnej dyspozycji. Kluczowa będzie też dostępność kadry. Jeśli wszyscy najważniejsi zawodnicy będą do dyspozycji, to szanse mocno się zwiększają - dodał Papszun.
Szkoleniowiec zabrał też głos na temat swojego nowego pracodawcy - Legii Warszawa i jej aktualnych, fatalnych wyników.
- Czy to mnie szokuje? Nie, bo w futbolu trudno o zszokowanie, nie takie rzeczy się zdarzały. Rapid Wiedeń nie ma żadnego punktu, kto by się tego spodziewał. Na pewno wynik Legii to duża niespodzianka, przede wszystkim martwiąca dla polskiej piłki, bo była szansa na to, by cztery polskie zespoły będą grały wiosną w pucharach - przyznał dla Polsatu Sport.
Zobacz też: "Legia pośmiewiskiem polskiej piłki". Lawina komentarzy w sieci
Od jakiegoś czasu Marek Papszun jest łączony z Legią Warszawa. Trener sam powiedział o tym wprost, czym rozwścieczył władze klubu. Sytuacja eskalowała do tego stopnia, że nawet szkoleniowiec planował wydać komunikat, w którym chciał opowiedzieć o całej sytuacji z własnej perspektywy. Ostatecznie zaniechał tego pomysłu, co wytłumaczył na przedmeczowej konferencji prasowej. - Miałem taką myśl, by się wypowiedzieć i skomentować całą sytuację i przedstawić stanowisko, natomiast klub trochę zmienił podejście do mnie i przedstawił opcje rozwiązania sytuacji, dlatego załatwiamy to w swoim gronie, tak, jak powinno to się odbyć od początku. Niestety wcześniej tak nie było. Mimo wszystko gramy w jednej drużynie i dlatego wierzę w pozytywny efekt zakończenia tej sprawy - stwierdził.
- Pewne rzeczy się wydarzyły i się nie odstaną, ale być może zakończy się ta sprawa tak, jak powinna od początku. To tyle, jeśli chodzi o tę sytuację. Mamy ważne spotkanie przed nami i prośba o to, by zajmować się tym meczem, bo on jest istotny dla nas wszystkich - dodał.