Rayo Vallecano wyrosło w tym sezonie na postrach polskich klubów. Najpierw na własnym stadionie pokonało 3:2 Lecha Poznań, chociaż przegrywało 0:2. A w czwartkowy wieczór piłkarze z przedmieść Madrytu pokonali Jagiellonię Białystok 2:1 w meczu piątej kolejki rozgrywek Ligi Konferencji. Szkoda, bo drużyna Adriana Siemieńca robiła, co mogła, żeby wyszarpać nawet ten jeden punkt. Nie udało się.
"Szkoda. Nawet 3 punkty były tu możliwe. Te szanse na początku 2. połowy, strzał życia Pachy. Z drugiej strony rywal miał jakość" - ocenił komentator Rafał Wolski.
Zobacz więcej: Grosicki dostał ofertę! To tam zagra w kolejnym sezonie?
"Szkoda, zabrakło bardzo niewiele do remisu, ale to był najlepszy mecz Jagiellonii od mniej więcej dwóch miesięcy. Ale to, jak się tu zachowywało Rayo, drużyna remisująca z Barceloną i Realem, jak się kładło, grało na czas, jak się cieszyło ze zwycięstwa, niech pokaże, w jakim miejscu jest obecnie Jagiellonia. Grająca jak równy z równym z kolejną ekipą La Liga. Pierwsza porażka w europejskich pucharach (bez eliminacji) przy Słonecznej w historii. Ale tę sportową złość należy pokazać w Lublinie" - ocenił Jakub Seweryn.
"Ale pech Jagi teraz. Polska szkoła centrostrzału. Od własnej broni zginąć" - stwierdził za to Marcin Gazda, odnosząc się do drugiej bramki Rayo Vallecano.
"Jaga zrobiła dużo, żeby z Rayo nie przegrać. Gdy złapała dobry rytm, stwarzała sytuacje, to dostała przypadkowego gola po centrostrzale. Zostało tylko dobre wrażenie na tle ekipy z La Liga, ale 4 mecze bez zwycięstwa uwierają jak kamień w bucie" - ocenił Krzysztof Marciniak.
Ostatni mecz w fazie ligowej LK Jagiellonia Białystok rozegra w czwartek 18 grudnia na wyjeździe z AZ Alkmaar.