Pierwsze dwa mecze ułożyły się po myśli polskich kibiców. Raków w fantastyczny sposób zagrał z Rapidem Wiedeń, pokonując rywali aż 4:1. Mniej okazałe było zwycięstwo Lecha, jednak 2:0 nad Lausanne Sports to również niezwykle cenny rezultat. O 21:00 rozpoczęły się kolejne spotkania - Legia zmierzyła się ze Spartą Praga, a Jagiellonia z KuPS.
Legia mogła rewelacyjnie rozpocząć mecz ze Spartą. Urbański nie wykorzystał jednak cudownego podania od Piątkowskiego. Wojskowi tworzyli sobie więcej sytuacji, ale skuteczniejsi byli rywale. W 41. minucie Tobiasza pokonał Preciado.
Niestety, po przerwie Legia była kompletnie zagubiona. Czesi kontrolowali przebieg spotkania i nie pozwalali na stworzenie gospodarzom jakiejkolwiek groźnej sytuacji. W końcówce Wojskowi rzucili się do rozpaczliwych ataków. Nie udało się jednak odwrócić losów spotkania. Legia przegrała ze Spartą 0:1.
Jagiellonia na początku meczu kompletnie zdominowała swojego rywala. Świeżo upieczeni mistrzowie Finlandii byli tłem dla drużyny Adriana Siemieńca, ale po 45 minutach na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis. Przełamanie przyszło na tuż po przerwie. Bramkarz KuPS wybił piłkę wprost pod nogi Afimico Pululu, a on takich okazji nie zwykł marnować.
Od tego momentu mecz stał się wręcz nużący. Jagiellonia często traciła piłkę, a goście nie potrafili tego wykorzystać. W doliczonym czasie gry gospodarzom poważnie zagroził Piotr Parzyszek - całe szczęście strzał zza pola karnego przeleciał obok bramki. Jagiellonia wygrała, ale błysku w grze białostoczan nie było.
Jagiellonia, podobnie jak Raków dwie godziny wcześniej, awansowała do czołówki Ligi Konferencji. Szkoda jedynie, że mecz, w którym białostoczanie stworzyli sobie tak wiele świetnych sytuacji, nie skończył się bardziej zdecydowanym zwycięstwem. Legia z kolei zakopuje się w dalszych rejonach tabeli. Do miejsca dającego grę w fazie pucharowej traci już dwa punkty. By grać na wiosnę w LK, Wojskowi muszą zdobyć minimum cztery punkty w ostatnich dwóch meczach.