Dziwny przypadek PSG. Tabele i boisko mówią dwie różne rzeczy. Winny, jak zwykle, okaże się trener?

Paris Saint-Germain to przypadek wymykający się logice. Z jednej strony, wyniki ma świetne. Z drugiej, jego piłkarze i trener są regularnie krytykowani. I nie da się tej krytyki kwestionować.

Co może pójść nie tak, kiedy masz w drużynie Kyliana Mbappe, Neymara i Leo Messiego? – zastanawiali się przed sezonem eksperci, stawiając Paris Saint-Germain w roli głównego faworyta do wszystkich trofeów. Rzucamy okiem na tabelę – w transmitowanej przez CANAL+ Ligue 1 zespół Mauricio Pochettino ma jedenaście punktów przewagi nad wiceliderem z Rennes, a przez fazę grupową Champions League ekipa z Parc des Princes przeszła bez większych problemów. A zatem, skoro jest przynajmniej nieźle, to dlaczego w stolicy Francji mówi się o zmianie trenera czy potrzebie głębszych zmian kadrowych?

Przede wszystkim, PSG miało być hegemonem, którym się nie okazało. W Ligue 1, kolokwialnie mówiąc, mnóstwo meczów przepycha kolanem. Wymęczało punkty w meczach z Lyonem, Metz czy Lens zdobywając bramki w doliczonym czasie gry, stając się przy okazji specjalistą od odrabiania strat. W ten sposób w lidze zapewnili sobie aż 16 z 42 zdobytych oczek, niespełna 40 procent! Drużyna, która pod każdym względem przebija rywali we francuskiej ekstraklasie, nie jest w stanie pokazać swojej jakości. I można zrzucać to na karb nieskuteczności, szczególnie tej Leo Messiego (ma najgorsze statystyki w Europie – jeden gol na czterdzieści strzałów), ale wydaje się, że Mauricio Pochettino ma kłopoty z dotarciem do zawodników i z odpowiednim zbalansowaniem składu.

Widać to szczególnie w Lidze Mistrzów. PSG z drugiego miejsca zakwalifikowało się do 1/8 finału, ale nie przekonało swoją grą. Jasne – ograło Manchester City (2:0) i wymęczyło triumf nad RB Lipsk (3:2), ale na Parc des Princes oczekiwano znacznie więcej, szczególnie, że w rundzie rewanżowej Anglicy pokazali Francuzom miejsce w szeregu i zwyciężyli 2:1, a mogli znacznie wyżej. – W Ligue 1 takie coś jeszcze przejdzie, ale w Lidze Mistrzów po prostu nie możesz bronić siedmioma zawodnikami – grzmiał legendarny Thierry Henry.

W Paryżu zbudowano najbardziej utalentowany skład w historii futbolu, w którym tzw. choroby wieku dziecięcego dziwić nie mogą, szczególnie, że do zdrowia dojść nie może np. Sergio Ramos. Spodziewaliśmy się, że w stolicy Francji będziemy oglądać cyrk na kółkach i tak też się dzieje, tym bardziej, że w najbardziej politycznym z klubów piłkarskich Pochettino ma związane ręce. Z jednej strony, nie może zdjąć z boiska Messiego, Mbappe i Neymara, bo w szatni rządzi nie trener, a ego. Z drugiej, z nimi na murawie trudno jest zachować balans między atakiem a obroną. Rozwiązaniem, które może krótkoterminowo pomóc załatwić kłopoty PSG, mogła okazać się kontuzja Brazylijczyka, którego nie zobaczymy m.in. w niedzielnym meczu z AS Monaco (transmisja w CANAL+ Sport od 20:40). Ale co w sytuacji, gdy wróci on na murawę?

Francuskie media przekonują, że przyszłość Pochettino jest już przesądzona. Argentyńczyk ma być zbyt elastyczny i dyplomatyczny, podczas gdy w szatni pełnej gwiazd i ego – jak przekonywał Henry – potrzebna jest osoba stanowcza, zero-jedynkowa i darzona dużym respektem. Kimś takim miałby być Zinedine Zidane, który co prawda nie lubi się z dyrektorem sportowym PSG Leonardo, ale z którym rozmawiać mają bezpośrednio przedstawiciele katarskich właścicieli klubu. Być może Zizou, który panował nad ego w Realu Madryt, udałoby się ujarzmić szatnię Paris Saint-Germain. Bez tego, Francuzom trudno będzie rywalizować o europejskie trofea, niezależnie od tego, ile wydadzą pieniędzy na wzmocnienia.