Warriors, rookies i płynność. Co wiemy po miesiącu od startu sezonu NBA?

Stara, amerykańska zasada mówi, by drużyny w NBA oceniać najwcześniej po rozegraniu dwudziestu meczów. Ale statystyki, których znaczenie często podkreśla John Hollinger, historycznie nie pozostawiają złudzeń: ten, kto ma problemy na starcie sezonu, zazwyczaj ma problemy i w jego końcówce. Zatem jakie wnioski możemy wyciągnąć po pierwszym miesiącu sezonu regularnego NBA?

1. Golden State Warriors są świetni, a będą tylko lepsi

Z dwudziestu meczów kończących poprzedni sezon regularny, Warriors wygrali piętnaście. I zdecydowanie nie był to przypadek, nawet mimo odpadnięcia Golden State w turnieju play-in. Obecne rozgrywki potwierdzają tę tezę, bo ekipa Steve’a Kerra ma najlepszy bilans w lidze, najlepszą obronę i trzeci najlepszy atak, a siłę GSW obejrzeliśmy we wtorkową noc, gdy zmiażdżyli na wyjeździe faworyta do tytułu, Brooklyn Nets. Steph Curry jest w wielkiej formie, Draymond Green gra na miarę najlepszego obrońcy w lidze, a do zespołu dołączyli zawodnicy z wysokim koszykarskim IQ, co pozwala Warriors maksymalizować atuty gwiazd. W San Francisco coraz częściej mówi się o powrocie do finałów NBA, a te nadzieje tylko podsyca fakt, że w tym sezonie nie oglądaliśmy jeszcze na parkiecie ani Jamesa Wisemana, drugiego wyboru ubiegłorocznego draftu, ani Klaya Thompsona, czyli jednego z najlepszych strzelców w historii ligi, który powinien wrócić na parkiet w okolicach świąt Bożego Narodzenia.

2. Tę ligę po prostu dobrze się ogląda

Przed startem sezonu w programie „Basket Office" w CANAL+  Monty McCutchen, szef rozwoju sędziów NBA, zapowiadał, że celem ligi jest poprawienie płynności gry. I tak też się stało. W związku ze zmianą interpretacji sędziowskich, pojawiło się przyzwolenie na bardziej fizyczną grę, a jednocześnie arbitrzy nie nabierają się już na próby wymuszania rzutów wolnych, które w ostatnich latach zakrawały o bezczelność. Jest mniej rzutów wolnych, gra jest szybsza, nie ma tylu analiz przy wykorzystaniu wideoweryfikacji, a obrońcy wreszcie są nagradzani za pracę. I oby tak dalej.

3. Rookies!

Każda klasa draftu jest zapowiadana jako „ta wyjątkowa". Tegoroczna, oczywiście, też była. Ale jako jedna z nielicznych „dowiozła". Cade Cunningham początkowo miał problemy zdrowotne, ale szybko wcielił się w rolę lidera Detroit Pistons. Jalen Green pokazuje przebłyski w Houston Rockets. Fenomenalnie do Cleveland Cavaliers wprowadził się Evan Mobley, a w Toronto Raptors ogromny potencjał pokazuje Scottie Barnes. Imponują też Franz Wagner (Orlando Magic), Josh Giddey (Oklahoma City Thunder) czy Chris Duarte (Indiana Pacers). Dawno nie było klasy draftu, która tak szybko odgrywałaby tak ważne role w swoich klubach.

 4. To, co dobre w NBA, jest dziś na Wschodzie

Po wieloletniej dominacji klubów z zachodniej części USA, teraz do głosu dochodzą ekipy ze wschodniego wybrzeża. Znajdziemy tam dwóch głównych kandydatów do mistrzostwa, Brooklyn Nets i Milwaukee Bucks, ale też mnóstwo ekip z potencjałem, by włączyć się do walki o tytuł. Wielki progres zrobili Chicago Bulls czy Miami Heat, po początkowych problemach coraz lepiej wyglądają Atlanta Hawks czy Boston Celtics, rewelacją sezonu są Washington Wizards, a Pbiladelphia 76ers będą walczyć o wygranie ligi, jeśli tylko rozwiążą problem z Benem Simmonsem. Na Wschodzie o play-offy walczy przynajmniej 12 drużyn, przez co poziom rozgrywek jest bardzo wyrównany.

19 listopada mija pierwszy miesiąc sezonu najlepszej koszykarskiej ligi świata NBA. Transmisje rozgrywek można oglądać w kanałach sportowych CANAL+ i za pośrednictwem serwisu CANAL+ Online.

Więcej o: