Historyczne wydarzenia w półfinałach PGE Ekstraligi? Stal i Unia przeciwstawiają się losowi

Pierwsze, półfinałowe mecze PGE Ekstraligi przyniosły znakomite ściganie i kolosalne emocje. Ale czy tak samo będzie z rewanżami? Sparta i Motor wydają się być jedną nogą w finale.

Fakty są brutalne. W XXI wieku siedem razy zdarzyło się, by goście wygrali pierwsze starcie półfinałowe. W rewanżu przegranej drużynie nigdy nie udało się odwrócić rywalizacji. Samo to sprawia, że Stal Gorzów i Unia Leszno znajdują się pod ścianą. A sytuacji nie poprawia fakt, że Sparta Wrocław i Motor Lublin to jedyne niepokonane u siebie drużyny w PGE Ekstralidze. Pozamiatane?

– Walka trwa dalej. Przegraliśmy bitwę, ale ciągle pozostajemy w grze. W rewanżu wszystko się może zdarzyć. Musimy się od nowa przygotować i pojechać z jak najlepszym nastawieniem – przekonywał na antenie Eleven Sports Bartosz Zmarzlik. Lider gorzowian jak zwykle nie zawiódł, wygrał wszystkich sześć wyścigów w których startował, ale to było za mało. Na wysokości zadania nie stanęli jego partnerzy. I, jak przekonują eksperci, trudno spodziewać się, by w rewanżowym meczu sytuację udało się odwrócić. – W Stali pięćdziesiąt procent zespołu stanowi Bartosz Zmarzlik, ale on sam nie wystarczy, żeby odrobić straty – przekonywał Jan Krzystyniak, były żużlowiec, w rozmowie z „Przeglądem Sportowym".

Stal wstrzymały problemy problemy zdrowotne. Martin Vaculik i Szymon Woźniak długo byli znakomitymi partnerami dla Zmarzlika, ale po kontuzjach są cieniami samych siebie. Polak w pierwszym meczu z Motorem przywiózł ledwie sześć punktów z pięciu biegów, startujący w Grand Prix Vaculik miał jeszcze gorszy wynik – pięć punktów w pięciu startach. Powrót do formy po kontuzjach zajmuje sporo czasu, dlatego też na dziś Stal wydaje się być nie tylko pewniakiem do odpadnięcia w półfinałach, ale też pod znakiem zapytania stają jej szanse w starciu o brąz. Jeżeli Vaculik i Woźniak szybko nie odnajdą formy i nie zaczną regularnie przywozić dziesięciu punktów, trudno być optymistą.

W meczu o trzecie miejsce rywalem Stali będzie prawdopodobnie Unia. Leszczynianie przekombinowali z ustawieniami toru na mecz na własnym stadionie i ponieśli bolesną porażkę ze Spartą, której gwiazdor, Maciej Janowski, doskonale trafił z przygotowaniem motoru na twardą nawierzchnię. Unia jeszcze po dwunastym biegu miała ledwie dwa punkty straty do Sparty, ale kolejnych dwóch biegach goście wygrali 5:1 i 4:2 i było pozamiatane. Ale Janowski deklaruje, że to jeszcze nie czas na otwieranie szampanów. – Za nami dopiero połowa drogi do finałów. Następny krok musimy wykonać w domu – przekonywał żużlowiec.

Warto dodać, że w rundzie zasadniczej gospodarze rewanżowych meczów wygrywali mecze ze swoimi rywalami. Sparta ograła Unię (47:43), natomiast Motor pokonał Stal 46:43. Na domiar złego, gorzowianie i leszczynianie swoje mecze muszą wygrać różnicą dziesięciu punktów, bo w przypadku remisu po dwóch spotkaniach decyduje miejsce w tabeli sezonu zasadniczego. – Walczymy do końca. Łatwo nie będzie, ale sport nie takie rzeczy widział – zapewnia Piotr Pawlicki, kapitan Unii.

Więcej informacji na temat sportowej oferty platformy CANAL+ znajdziesz TUTAJ.