Marek Papszun to nauczyciel. Kiedyś historii i wuefu, dzisiaj futbolu w Rakowie Częstochowa. W szkole i w klubie mówią o nim podobnie: wymagający, zorganizowany, profesjonalny. Po tym sezonie zakończy siedmioletnią pracę w Rakowie. Szukając w historii: zastał klub drewniany, zostawia murowany.
Siedem lat temu, gdy Papszun zaczynał, Raków był w drugiej lidze. Teraz w klubowej gablocie stoją dwa Puchary Polski i trzeba robić na kolejce trofea: może kolejny Puchar Polski, bo Raków znów zagra w finale, a niemal na pewno na puchar za mistrzostwo Polski. Na sześć kolejek przed końcem sezonu przewaga nad Legią Warszawa wynosi osiem punktów. Znając ambicję Papszuna, zechce pożegnać się dubletem, by spuentować te siedem lat. Decyzję o odejściu ogłosił wraz z właścicielem Michałem Świerczewskim w środę przed południem. Zaskoczenie było spore, porównywalne z obawami, co dalej: Papszun był trenerem, który jednak wpływał na niemal wszystko, co działo się w klubie. Następca jest już wybrany, ale jego nazwisko na razie pozostaje jednak tajne. Tak samo, jak przyszłość Papszuna.