Bayern wywołał burzę w Niemczech. Klub zachowuje się, jakby miał specjalne prawa

Bayern to mistrz pandemicznego futbolu, ale też koronawirusowych gaf. Działacze Bayernu a to szukają spisków przeciw klubowi, a to wzywają do pierwszeństwa dla piłkarzy przy szczepionkach. Nawet trener Hansi Flick pozwolił sobie na skrytykowanie ekspertów od pandemii. To dzieli opinię publiczną: Niemcy są w lockdownie, w niektórych landach zamknięte są wszystkie szkoły, większość sklepów, a najlepszy niemiecki klub zachowuje się tak, jakby miał być z urzędu na specjalnych prawach.

W tej historii futbol jest tak naprawdę tylko pretekstem. Paliwem gorącej dyskusji o koronawirusie w Niemczech, o obostrzeniach, które u zwykłych obywateli wywołują coraz większą nerwowość. Jaki przykład dostali ostatnio ci obywatele np. od Hansiego Flicka? Trener Bayernu złościł się na "tak zwanych ekspertów", choć swoje zarzuty kierował do epidemiologa po Harvardzie, wzywał, by wreszcie opracować porządny plan wyjścia z lockdownu, choć akurat ludzie futbolu mogą swój zawód wykonywać w miarę normalnie, a wiele innych branż wpadło w gigantyczne kłopoty. Przynajmniej do końca lutego szkoły w Niemczech będą zamknięte, kto może, będzie pracował zdalnie, nieczynne pozostaną sklepy bez podstawowego asortymentu i restauracje. Zniecierpliwienie narasta, a prezes Bayernu Karl-Heinz Rummennige proponuje, by przed lekarzami i seniorami zaszczepić piłkarzy.

Bayernowi Monachium zabrakło trzech minut. "Skandal jakich mało!" 

Ostatnie tygodnie Bayernu Monachium to kumulacja organizacyjnych komplikacji i nieprzemyślanych wypowiedzi. Zaczęło się od opóźnionego wylotu na klubowe mistrzostwa świata. Wszystko się wtedy, 5 lutego, sprzysięgło przeciw Bayernowi. Po meczu z Herthą, toczonym przy silnie padającym śniegu, piłkarze Bayernu musieli się błyskawicznie spakować i już po kilkunastu minutach czekać w autobusie. Mieli natychmiast ruszać na lotnisko Schoenefeld, leżące kilkadziesiąt kilometrów od stolicy. Mecz skończył się o 21:55, a o 23:15 samolot miał odlecieć do Dauhy. Piłkarze wyrobili się błyskawicznie, ale po drodze były korki, Bayern zdążył na samolot w ostatniej chwili. 

Piłkarze rozsiedli się w fotelach, ale maszyna nie ruszała. Trzeba było jeszcze usunąć z niej śnieg i lód. Czas płynął. Wreszcie - trzy minuty po północy - pilot zgłosił gotowość do startu. Nie dostał jednak zgody - spóźnił się o trzy minuty. To dlatego, że to lotnisko jest objęte ciszą nocna i samoloty nie latają tu między północą a piątą rano. Wyjątki oczywiście się zdarzają, jeśli zachodzi "znaczący interes społeczny". Bayern próbował przekonywać, że tutaj ten interes jest, Bayern przecież leci do Kataru reprezentować Niemcy - ba, nawet całą Europę - w starciu z najlepszymi drużynami z innych kontynentów. Ale to nie wystarczyło. Pilot nie dostał zgody na start. Piłkarze spędzili sześć godzin w samolocie. Nie było im źle - biznes klasa Airbusa Qatar Airways nie należy do najbardziej niewygodnych miejsc. Można było się położyć, przeciągnąć i przespać. A jednak szefowie Bayernu ruszyli do ataku.

Hansi Flick zdradził, jak odmienił Bayern. Hansi Flick zdradził, jak odmienił Bayern. "Dokonaliśmy jedynie kilku poprawek"

- Ktoś w Brandenburgii bardzo nie lubi Bayernu. Chyba komuś tutaj przeszkadzaliśmy. Czuję, jakby ze mnie zakpiono. Ktoś, kto wydał tę decyzję o uziemieniu, nie wie co zrobił piłkarzom - stwierdził prezes Karl-Heinz Rummenigge. Uli Hoeness, były prezes, dodał, że to skandal jakich mało. Padły jeszcze takie określenia jak "bzdury", "bezczelność" i "niewdzięczność". 

Przez Niemcy przetoczyła się dyskusja, czy branży piłkarskiej, uprzywilejowanej na tle reszty, nie brakuje pokory. Dlaczego oczekuje specjalnych przywilejów. Zabrakło trzech minut? Pech. Ale prawo jest prawem. W takich okolicznościach normalnych obywateli obsługa najpewniej wyprosiłaby z samolotu i kazała przeczekać noc na niewygodnych lotniskowych ławkach. Piłkarze nie dość, że mieli lepiej, to i tak narzekali. 

Politycy różnych partii zaczęli mówić o "złym sygnale" jaki piłka nożna wysyła innym obywatelom. W czasach obostrzeń dla podróżujących, Bayern poleciał do Kataru, w przyszłym tygodniu zagra w Rzymie, a RB Lipsk i Borussia Moenchengladbach będą w Budapeszcie. Kluby szukają obejścia przepisów, byle piłka toczyła się dalej. Dogadują się z władzami swoich landów, by dopasować prawo pod rozgrywanie meczów. Na przykład w Saksonii i Bawarii nie obowiązuje tradycyjna kwarantanna dla osób biorących udział "w międzynarodowych imprezach sportowych".

Piłkarze pierwsi do szczepienia, by dać dobry przykład. "Są inne sposoby - na przykład mogliby zrezygnować z udziału w turniejach, które są bezwartościowe pod względem sportowym, a wymagają podróżowania po całym świecie" 

Gdy Bayern był już w Katarze, Thomas Mueller dostał pozytywny wynik testu na Covid-19. Klub postanowił, że wróci do domu. I wszystko zorganizował: piłkarz wypełnił protokół kwarantanny, włożył ochronny kombinezon, specjalną maskę, buty ochronne i wsiadł do odrzutowca medycznego. Po wylądowaniu w Niemczech przesiadł się do podstawionej furgonetki, która zawiozła go do domu, w którym odbędzie dziesięciodniową kwarantannę. 

Wtedy do gry wszedł Karl Lauterbach, ekspert ds. zdrowia z partii SPD. Skrytykował podróż Muellera do Niemiec. - Profesjonalni piłkarze powinni być wzorem do naśladowania, a jednak zachowują się zupełnie inaczej. Chociaż bezpieczeństwo rozgrywek Bundesligi spełniło najwyższe normy, to należy przyznać, że dodatkowe mecze z wyjazdami do krajów, w których pandemia nie jest tak naprawdę kontrolowana, nie są odpowiedzialne. Słusznie odradzamy wszelkie niepotrzebne podróże za granicę, a drużyny piłkarskie po prostu ignorują te zasady. [...] Normalnie podróż z pozytywnym wynikiem testu na koronawirusa byłaby oczywiście nie do pomyślenia. Jeśli testy PCR zostały wykonane na krótko przed meczem, ryzyko jest niskie. Mimo tego jest to druzgocącą wiadomością - powiedział Lauterbach w rozmowie z portalem "sport1.de".

Robert Lewandowski przebija Gerda Muellera. Ekspresowe tempo!Robert Lewandowski przebija Gerda Muellera. Ekspresowe tempo!

W międzyczasie Karl-Heinz Rummenigge, który od dawna ma duży talent do mówienia niewłaściwych rzeczy w niewłaściwym czasie, stwierdził, że piłkarze powinni zostać zaszczepieni w pierwszej kolejności, bo pomoże to zbudować większe zaufanie społeczeństwa do szczepionek. Mówił to, mimo że w Niemczech chętnych do zaszczepienia jest więcej niż szczepionek. - Na razie mamy oczywiście za mało szczepionek, ale część populacji jest krytyczna wobec szczepień z obawy przed skutkami ubocznymi. A przecież wiemy, czym dla piłkarza jest jego ciało: wszystkim! Nie chcemy się wciskać w kolejkę, ale piłkarze mogliby być wzorem do naśladowania dla innych - przekonywał. A Niemcy wytykali mu to "ale". Uważają bowiem, że ludzie z branży piłkarskiej zawsze mają jakieś "ale". Rummennige się nie zgadza. - To w dużej mierze uprzedzenie, że piłka nożna cieszy się niezasłużonymi przywilejami pośród ograniczeń związanych z pandemią - stwierdził prezes Bayernu.

Szybko odpowiedział mu Andreas Bovenschulte, burmistrz Bremy. - To co szczególnie zdumiało mnie, że pan Rummenigge próbuje wcisnąć piłkarzy w kolejkę do szczepień, po czym stara się to sprzedać jako dobry uczynek. Chce zaszczepić piłkarzy przed nauczycielami, personelem medycznym, policjantami, by dać przykład. Przychodzi mi do głowy kilka innych sposobów, w jaki zawodnicy mogą sprostać swojej roli społecznej jako wzorów do naśladowania podczas pandemii. Na przykład mogliby zrezygnować z udziału w turniejach, które są bezwartościowe pod względem sportowym, a wymagają podróżowania po całym świecie.

Hansi Flick: "Politycy potrafią doskonale wykorzystywać piłkę nożną, żeby odwrócić uwagę od własnych porażek"

Bayern wygrał klubowe mistrzostwa świata i jako druga drużyna w historii zdobył sześć najważniejszych trofeów w jednym sezonie. Puchar ten ma jednak nieporównywalnie mniejszą wartość niż Liga Mistrzów czy mistrzostwo Niemiec, więc i radość nie trwała zbyt długo. Hansi Flick przed poniedziałkowym meczem z Arminią Bielefeld wytoczył najcięższe działa. Postanowił odpowiedzieć na krytykę Karla Lauterbacha. 

- Pan Lauterbach zawsze ma coś do powiedzenia, a ja już nie mogę słuchać tych tak zwanych ekspertów. Politycy powinni zebrać się razem i wreszcie opracować strategię, abyśmy w pewnym momencie mogli znów zobaczyć światełko w tunelu. To jest obecnie zbyt mało dla ludzi, dla obywateli, którzy nie są w takiej sytuacji jak my, piłkarze. Wszyscy czekają na coś pozytywnego - powiedział.

Michael Jordan na torze NASCAR w 2010 rokuMichael Jordan wdarł się na teren, gdzie nie widziano Afroamerykanina od prawie 50 lat! Nowa rola

- Każdy patrzy tylko na to, żeby na tej sytuacji zarobić kilka punktów procentowych więcej w następnych wyborach. Politycy potrafią doskonale wykorzystywać piłkę nożną, żeby odwrócić uwagę od własnych porażek. Tak, mamy specjalny status. Jesteśmy często testowani, ja sam byłem poddany testom blisko sto razy, a w dodatku przebywamy w bańce. To prawda, że mieliśmy trzy zarażenia w zeszłym tygodniu, ale to nieuniknione. Wszyscy gracze są bardzo sumienni, ale na przykład Javi Martinez ma dzieci w wieku szkolnym, więc zawsze może wydarzyć się coś nieoczekiwanego. Wyjazd do Kataru też był naszą pracą. Musieliśmy tam polecieć - wyjaśniał Flick.

Lauterbach, polityk, który studiował medycynę i ekonomię zdrowia ze specjalnością epidemiologia na Harvardzie, odpowiedział na Twitterze: - "Tak zwani eksperci" zabierają głos, ponieważ dziennikarze proszą ich o opinię.  

Flick ostatecznie załagodził sytuację. Rozmawiali z Lauterbachem, wyjaśnili sobie wszystko. Trener tłumaczył, że na konferencji przed meczem z Arminią mówił nie jako trener, ale jako obywatel, ojciec, dziadek i były przedsiębiorca. Bo zanim został trenerem Bayernu, przez 22 lata prowadził sklep sportowy "Hansi Flick Sport und Freizeit". - Potrafię się więc wczuć w to, jak czują się teraz przedsiębiorcy, których firmy są zamknięte. Pandemia jest szalonym ciężarem dla nas wszystkich. Męczy nas wszystkich, wiele osób cierpi i odczuwa skrajny niepokój. Trzymam się więc tego, co powiedziałem na poprzedniej konferencji, choć jedno lub drugie zdanie mogłem sformułować inaczej - stwierdził.

Krytycy Flicka sugerują mu, żeby zastanowił się następnym razem, jak donośny jest głos trenera Bayernu i czy ktokolwiek będzie się zastanawiał, czy teraz Flick mówi do niego jako trener, czy jako przedsiębiorca, czy dziadek. 

Po wymianie zdań Flick i Lauterbach zaczęli otrzymywać w mediach społecznościowych nienawistne wiadomości, ale też pogróżki. Lauterbacha atakowali kibice, Flicka zwolennicy polityka SPD. - Po konferencji dostałem kilka bardzo złych wiadomości. To ekstremalne doświadczenie, ale muszę z tym żyć i myślę, że dobrze sobie z tym radzę - powiedział trener. - Znowu fala nienawiści dopadła mnie w Internecie, z groźbami śmierci i obelgami, które są trudne do zniesienia - napisał na Twitterze Lauterbach.

Objawili się dwaj geniusze piłki. Niepotrzebny strach o futbol po erze Messiego i RonaldoObjawili się dwaj geniusze piłki. Niepotrzebny strach o futbol po erze Messiego i Ronaldo

Rozmowa obu panów wyciszyła emocje wokół tego sporu. Ale koronawirusowe perypetie Bayernu trwają. W czwartek okazało się, że Benjamin Pavard, prawy obrońca, jest kolejnym zarażonym piłkarzem z tego zespołu.

Więcej o: