Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Śmierć młodego sportowca wstrząsnęła krajem. Przetestują kolejny tysiąc osób

Ta śmierć wstrząsnęła Japonią. Kiyotaka Suetake (Shobushi) miał tylko 28-lat. Do tej pory osoby publiczne, które umierały w kraju z powodu koronawirusa, były starsze. Przypadek zapaśnika zapalił czerwoną lampkę władzom tamtejszego związku sumo. W kraju, który testuje oszczędnie, nagle ogłoszono, że badania na COVID będą musieli przejść wszyscy zarejestrowani zapaśnicy.

Sumo to nie tylko sport. W japońską kulturę wpisany jest w kilku obszarach: Religijny, bo walki wielkich ludzi były swoistą modlitwą do bóstw, mającą zapewnić dobre zbiory. Militarny - gdy zapaśnicze techniki były elementem szkolenia wojowników. Rozrywkowy - to właśnie zawodnicy sumo, brali udział w pierwszych turniejach, na które był płatny wstęp. Tego typu masowe, "biletowane" imprezy organizowano w Azji już w XII wieku, a oglądanie w akcji osiłków cieszyło się wielką popularnością. Popularne jest też teraz. Zapaśnicy obecnie przystępujący do rywalizacji na ringach (dohyo) uważani są za obdarzonych niezwykłą siłą. To kolosy, które jednocześnie zachwycają też sprawnością. W walce z koronawirusem nie ma jednak nietykalnych, o czym Japonia dobitnie przekonała się po śmierci 28-letniego Kiyotaka Suetake, znanego jako Shobushi. Los sprawił, że to właśnie silny zapaśnik został pierwszą osobą poniżej 30 roku życia, która w Japonii przegrała walkę z COVID-em.

W kraju, w którym koronawirusem zainfekowało się nieco ponad 16 200 osób, a zmarło 700, przypadek sportowca dobrze uzmysłowił, że COVID, to nie tylko problem ludzi starszych.

Delikatny lockdown, a zgonów mało

Wydawało się, że Japończycy nawet pod koniec marca strachu przed koronawirusem nie czuli. Rządowy lockdown wprowadzony dopiero w połowie kwietnia, uważany był za zbyt delikatny. Japońskie władze nie nakazały zamknięcia instytucji, lokali gastronomicznych, nie ograniczyły obywatelom swobody poruszania się.

Przyjęto tam model podobny do szwedzkiego. Zaapelowano do Japończyków o rozwagę i ograniczenie kontaktów. Kar za ryzykowne zachowania nie było. Siedem tysięcy testów dziennie przy 125-milionowym narodzie do tej pory wywołuje zdziwienie. Dla porównania w Polsce ostatnio robiło się ich średnio ok. 15 tysięcy, w Niemczech 100 tysięcy.

Do tego trwało olimpijskie przeciąganie liny. Rząd Japonii wspólnie z MKOl-em odwlekał decyzję o przełożeniu igrzysk w Tokio. Po drodze wydał wiele sprzecznych komunikatów. Japonia, mimo że na początku marca zawiesiła rozgrywki ligowe (m.in. w piłce nożnej), jeszcze 22 marca była centrum uwagi fanów kickboxingu. W Saitamie zorganizowano turniej K1 Word GP 2020 K'Festa 3. Choć władze miasta uznały to za zły pomysł i poprosiły organizatorów, by anulować tę imprezę, ci jedynie ograniczyli liczbę widzów do 10 tysięcy i rozdali fanom maseczki, zapraszając ich na niemal 8-godzinny spektakl.

Japonia jednak smutnych liczb odnotowanych przez Szwedów nie powtórzyła. Współczynnik śmiertelności cały czas jest w Japonii bardzo niski, obecnie wynosi około 3%, czyli mniej niż w Niemczech. To wszystko w czasie, gdy w Szwecji umiera aż kilkanaście procent zainfekowanych.

Yoko Tsukamoto, profesor uniwersytetu medycznego z wyspy Hokkaido, analizując sytuację Japończyków, dla Bloomberga zasugerował, że jedną ze składowych tak dobrego wyniku może być niski wskaźnik otyłości Japończyków. Zwrócił też uwagę, że Japonia miała niską śmiertelność również w czasach epidemii hiszpanki. Tyle że zawodnicy sumo, to osoby, które wskaźnik średniej otyłości mocno w państwie podnoszą. Znaczna masa, która przy zapasach jest atutem, w starciu z koronawirusem może być zgubna. Szczególnie jeśli wiąże się z innymi problemami.

"Cukrzyca ograniczała jego zdolność do walki z wirusem"

Japońskie media przypomniały, że Shobushi miał cukrzycę. Zdaniem ekspertów u osób z tą chorobą wyższe jest ryzyko rozwoju ciężkich powikłań i zgonów spowodowanych COVID-em niż u osób zdrowych.

"Można zauważyć pewną zależność między liczbą chorób towarzyszących (np. cukrzyca, choroba serca) i ryzykiem rozwoju ciężkich powikłań COVID-19 (im więcej chorób, tym to ryzyko jest wyższe)" - zaznaczało w swym komunikacie już pod koniec marca Polskie Towarzystwo Diabetyków. Angielska służba zdrowia (NHS England) opublikowała właśnie konkretne dane dotyczące chorób współistniejących u osób, które zmarły po zakażeniu koronawirusem. Więcej niż jedna czwarta z nich (dokładnie 26% procent) miało cukrzycę typu 1 lub 2. To ona była na czele brytyjskiego zestawienia. Inne problemy takie jak przewlekła choroba płuc wystąpiła u 15 procent zmarłych, a przewlekła choroba nerek u 14 procent. Shobushi prowadził zatem nierówną walkę.

"Cukrzyca prawdopodobnie ograniczała jego zdolność do walki z wirusem. Stan Shobushiego pogorszył się podczas intensywnej terapii" - informował w swym tekście dziennik "Asahi Shimbun". "Nikkan Sports" opisywał natomiast to, co działo się z zawodnikiem w ostatnim miesiącu. 4 i 5 kwietnia Shobushi miał ponad 38 stopni Celsjusza i zaczął szukać pomocy u specjalistów. Telefoniczne konsultacje kończyły się jednak na przekierowaniach. Po kilku dniach zapaśnik zdecydował się wezwać karetkę, bo jego temperatura nie malała, a przy kaszlu pojawiła się krwawa wydzielina. Służby medyczne chwile zastanawiały się gdzie go przyjąć, ale w końcu wieczorem przewieziono go do Szpitala Uniwersyteckiego w Tokio. Pierwszy prosty test na koronawirusa dał wynik negatywny. 9 kwietnia stan sportowca się pogorszył, więc został przetransportowany do kolejnego szpitala uniwersyteckiego.

Test genetyczny na COVID dał wynik pozytywny. 19 kwietnia sportowiec leżał już na oddziale intensywnej terapii. Walkę o życie przegrał 13 maja. Japońskie media oddały mu cześć. Zapaśnik trafił na okładki gazet i czołówki serwisów telewizyjnych. Informacja o śmierci wstrząsnęła nie tylko kibicami, którym jego nazwisko coś mówiło, ale całym społeczeństwem. Tym bardziej że na każdym kroku podkreślano młody wiek Shobushiego. Dotychczas informacje o śmierci publicznych osób dotyczyły w Japonii ludzi starszych: m.in. 70-letniego Kena Shimury, popularnego komika oraz Kumiko Okay, 63-letniej aktorki i prezenterki telewizyjnej. Informacje o zainfekowanych sportowcach też były - COVID-em zaraził się choćby piłkarz Gotoku Sakai, który grał kiedyś w HSV (obecnie jest graczem Vissel Kobe) oraz jeszcze jeden zapaśnik, ale z poważnymi problemami się to nie łączyło.

Potem okazało się, że w sumie 5 kolejnych zawodników sumo też miało pozytywny wynik testu na koronawirusa. Na szczęście wszyscy odczuwali jedynie lekkie objawy. Bardziej martwiło, że infekcji doznała grupa osób.

Kontaktowy sport i testy dla wszystkich

W dniu śmierci Shobushiego Japoński Związek Sumo postanowił działać. Ogłosił, że wprowadzi testy na przeciwciała koronawirusa, które pokażą, czy jakiś zawodnik jest chory, lub niepostrzeżenie już przeszedł chorobę. Mają je przejść wszyscy członkowie stowarzyszenia. To około tysiąc osób, wśród nich najliczniejsi są zawodnicy, trenerzy oraz sędziowie. Proces badań powinien zakończyć się w czerwcu i wtedy będą znane kompletne wyniki. To pierwsze zakrojone na tak szeroką skalę badania na koronawirusa w japońskim sporcie. Ma pomóc w bezpiecznym rozegraniu letniego turnieju w sumo. Ten z kwietnia był przeniesiony na maj, a teraz jest planowany najwcześniej w lipcu, bez publiczności.

Testy mają być też rodzajem wyroczni. Zobrazować sytuację, jaka panuje w narodowym sporcie Japończyków. Treningi zapaśników zakładają przecież bliski kontakt z innymi osobami i starcie głowa w głowę. Choć zawody w zapasach zostały poprzekładane, to samych treningów, w kraju który właśnie wychodzi z lekkiego lockdownu, nikt im nie zakazał. To może oznaczać, że w czerwcu skala koronawirusowych problemów jeszcze raz Japończyków zaskoczy.

Przeczytaj też: