Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Przed światem pozują na nauczycieli. Teraz wracają do futbolu. Niedługo wpuszczą kibiców na stadiony

Korea Południowa na początku szła drogą Chin. Ale w porę zareagowała i wyhamowała rozwój epidemii. Od tygodnia notuje raptem po kilka nowych przypadków zakażeń, a w połowie kwietnia przeprowadziła tradycyjne wybory parlamentarne. Wzięła się też za piłkę nożną. Liga startuje już w piątek. "Kibice wrócą prędzej niż później" - piszą w gazetach.

Koreańczycy dobrze czują się w roli nauczycieli od radzenia sobie z koronawirusem. Prezes K-League opowiada dziennikarzom, jak to dzwonią do niego prezesi federacji z całego świata i pytają o szczegóły przepisu na powrót futbolu. Pierwszy mecz w Korei w piątek 8 maja. I chociaż już to robi wrażenie, w gazetach piszą jeszcze, że niedługo kibice wrócą na stadiony.

Ale tam nie budzi to tak wielkiego zdziwienia jak w Europie. Po pierwsze - statystyki: 10 810 potwierdzonych przypadków, 9 419 wyleczonych pacjentów, 256 zgonów. Od początku maja raptem 32 nowe zakażenia. Wszystkie przywiezione z innych krajów. Po drugie - tam izolacja wyglądała inaczej. Korea nie wprowadziła zakazu przemieszczania się, nie pozamykała nawet restauracji czy kawiarni. Za to konsekwentnie i na wielką skalę wykonywała testy. Już w pierwszych czterech tygodniach od pojawienia się "pacjenta zero" przeprowadziła ich 270 tys. Zakażeni byli izolowani, instalowali aplikację monitorującą ich położenie i musieli bardzo dokładnie zeznać, kogo przez ostatnie dni spotkali i w jakich okolicznościach. Wskazane osoby również były poddawane testom. Władze na własną rękę szukały kolejnych osób, z którymi zakażony mógł mieć przypadkowy kontakt. Jeśli na przykład zakażony był w sklepie, to na podstawie kart płatniczych sprawdzano, kto stał w kolejce obok niego. Te osoby też dostawały wezwanie na testy.

Zobacz wideo

Niedługo na stadiony wrócą też kibice

18 lutego w Korei Południowej rozegrano ostatni mecz. Ale nie o nim rozprawiały tego dnia media. Najważniejsza była "pacjentka 31", czyli 68-letnia członkini paramilitarnej sekty, której guru twierdzi, że jest wysłannikiem Jezusa Chrystusa. Mimo gorączki brała udział w nabożeństwach, stołowała się w restauracjach i szacuje się, że mogła zarazić ponad 30 osób. Przez to Korea szybko stała się drugim krajem najbardziej dotkniętym koronawirusem - zaraz po Chinach. To przyćmiło przyjazd do Korei Andresa Iniesty. Jego Vissel Kobe grało w Lidze Mistrzów Azji z Suwon Bluewings. Koreańczycy tak bardzo chcieli zobaczyć Hiszpana, że mimo niebezpieczeństwa zakażenia przyszli tego wieczora na stadion. Ze sporym wyprzedzeniem, żeby przed wejściem wypełnić ankietę zdrowotną, mieć zmierzoną temperaturę i zdezynfekowane ręce. W znacznych odstępach od siebie i z maseczkami na twarzach obejrzeli w akcji byłą gwiazdę FC Barcelony. 

Później epidemiolodzy dokładnie przyjrzeli się temu meczowi i stwierdzili, że z historią europejskiego "meczu zero" Atalanty z Valencią nie miał on nic wspólnego i nie przyczynił się do gwałtownego skoku zachorowań. Teraz doświadczenie z tamtego spotkania ma pomóc w stopniowym wprowadzaniu kibiców na stadiony. Pierwsze mecze zostaną jeszcze rozegrane za zamkniętymi drzwiami, ale według mediów kibice wrócą "prędzej niż później". Na razie krzesełka będą przykryte kibicami wydrukowanymi na plakatach. W oku kamery wygląda to lepiej niż puste trybuny. A to o tyle ważne, że liga będzie transmitowana w kilkunastu krajach na całym świecie - od Australii po Chorwację, co najlepiej pokazuje, jak bardzo ludzie stęsknili się za meczami. W lutym, przed planowym rozpoczęciem rozgrywek, nie udało się sprzedać praw do transmisji żadnemu innemu krajowi.  

A co do samego powrotu piłkarzy - regulacje są podobne do tych, które znamy z planów Bundesligi czy Ekstraklasy. Piłkarze też byli izolowani, też wracali stopniowo do treningów w większych grupach i oczywiście też byli poddawani testom. W tych przeprowadzonych tydzień przed rozpoczęciem rozgrywek wszyscy piłkarze, trenerzy, sędziowie i ludzie niezbędni do przeprowadzenia meczów okazali się zdrowi. Przebadano ponad tysiąc osób. Nikt nie narzekał, że testy są marnowane i bardziej przydałyby się chociażby lekarzom. Korea ma ich mnóstwo. Wręcz nadmiar, dlatego sprzedaje je innym krajom.

Przed meczami zawodnicy będą chodzić w maskach i rękawiczkach. Zdejmą je dopiero w szatni. Tam zostanie im jeszcze zmierzona temperatura, a tuż przed wyjściem przypomniane najważniejsze zasady: żadnego witania się z przeciwnikami czy sędziami, zakaz plucia na murawę, ograniczenie dyskusji podczas gry, picie tylko z bidonu podpisanego swoim numerem. Trenerzy i ich sztaby będą obowiązkowo w maseczkach, a po meczach porozmawiają z dziennikarzami na świeżym powietrzu i przy zachowaniu dystansu. Po meczach żadnych wspólnych kąpieli, znów maseczki na twarz i - w przypadku gości - próba zachowania dystansu w autobusie.

Dalej: za plucie i zbyt częstą dyskusję sędzia będzie mógł pokazać żółtą kartkę, a jeśli ktoś będzie to robił nagminnie, zajmie się nim komisja ligi. Ten punkt budzi na razie największe wątpliwości. - Rozumiem zakaz plucia, ale jak mamy ze sobą nie rozmawiać? To element gry w piłkę nożną. Czasami trzeba sobie coś wyjaśnić z kolegą, ustalić jakieś szczegóły tak, żeby nie słyszał tego przeciwnik. Będziemy za to oglądać żółte kartki? - dziwił się Kim Do-hyeok, kapitan Incheon United. Pytanie na razie pozostaje bez odpowiedzi. Nie wiadomo, jak drobiazgowi będą sędziowie.

Jeśli jakiś piłkarz będzie zakażony, wraz z całą drużyną trafi na dwutygodniową izolację. Ich ostatni rywal również. Reszta ma grać dalej według dostosowanego terminarza. W międzyczasie regularnie będą poddawani testom i będą mieli obowiązek raportowania o swoim stanie zdrowia przez aplikację na smartfony. Minister zdrowia liczy, że piłkarze podejdą odpowiedzialnie do tych obowiązków i będą równie skrupulatni jak całe społeczeństwo, które posłusznie nosiło maski, zachowywało odstępy w kolejkach i stosowało się do wszystkich innych zaleceń. To dzięki nim mogą tak szybko pojawić się na boiskach i pokazać się światu.

- To jasne, że w 37-letniej historii naszej ligi jeszcze nigdy nie cieszyła się takim zainteresowaniem. Ludzie na całym świecie są spragnieni futbolu, a wciąż nie ma go za dużo. Tajwan, Turkmenistan, Białoruś... U nas poziom jest wyższy. Mam nadzieję, że pokażemy się z dobrej strony i widzowie będą z nami, nawet jak zapomnimy już o koronawirusie - mówił magazynowi "Forbes" prezes K-League, Kwon Oh-gap. - Wiem, że będą też na nas spoglądać inne federacje, by zobaczyć, jak sobie radzimy. Dzwonią, pytają o szczegóły naszego planu, a my z przyjemnością współpracujemy i dzielimy się swoimi instrukcjami. Czas na sprawdzenie tego w praktyce - dodał.

Odbyły się wybory, a prezydent zyskał poparcie. Korea wraca do normalności

Rozpoczęcie rozgrywek to tylko jeden z kilku dowodów na to, że Korea wraca do normalności. - Tyle że będzie to normalność po koronawirusie. Nie ta, którą pamiętamy sprzed epidemii. Największym niebezpieczeństwem będzie uwierzenie, że wszystko jest już w porządku, ryzyka infekcji nie ma i można być mniej ostrożnym. Na to nie możemy sobie pozwolić - przestrzega prezydent Mun Jae-in, którego partia MPK wygrała kwietniowe wybory i zajmie 180 z 300 miejsc w parlamencie. 

Przeprowadzenie tych wyborów w tradycyjnej formie było zdecydowanie najgłośniejszym sygnałem, że Korea nauczyła się żyć z koronawirusem. Bo chociaż frekwencja była najwyższa od 28 lat (66,2 proc. - zagłosowało 29 milionów osób), to po trzech tygodniach wciąż nie przełożyło się to na wzrost zachorowań. - W ciągu 14 dni okresu inkubacji nie zgłoszono żadnego przypadku związanego z głosowaniem - ogłosił Yoon Tae-ho, dyrektor generalny ds. polityki zdrowia publicznego (KCDC). Sukces odtrąbił minister zdrowia. Powody do radości ma też sam prezydent. Mówiło się, że te wybory, choć do parlamentu, będą dla niego jak referendum. Okazało się, że chociaż poparcie dla jego rządów pod koniec ubiegłego roku spadło poniżej 30 procent, to obywatele docenili, jak sprawnie poradził sobie w czasie walki z koronawirusem i zagłosowali na jego partię. Co więcej, jego sondażowe poparcie skoczyło prawie dwukrotnie - niemal do 60 procent.

Teraz kraj wchodzi w etap tzw. "kwarantanny w życiu codziennym", który potrwać może nawet dwa lata - do czasu aż zostanie opracowana skuteczna szczepionka. - Od środy mieszkańcy mogą już uczestniczyć w zgromadzeniach, o ile zachowane zostaną środki ostrożności takie jak higiena osobista, noszenie maseczek ochronnych i utrzymywanie odległości co najmniej dwóch metrów od innych osób - podaje "Forbesowi" koreański minister zdrowia.

K-League zaczyna grać. Reszta mówi "sprawdzam"

- Dzięki reakcji władz i dobraniu odpowiedniej taktyki ludzie czują się już bezpiecznie. Piłkarze w ogóle byli na uprzywilejowanej pozycji, bo kilkanaście ostatnich dni spędzili w bezpiecznym środowisku, otoczeni świetną infrastrukturą. W ośrodku mieli wszystko, co potrzebne. Niewiele osób miało do niego wstęp, więc byliśmy bezpieczni i mogliśmy bardzo dużo trenować - uśmiechał się na konferencji prasowej Jose Morais, były asystent Jose Mourinho, obecnie trener Jeonbuk Motors.

Jego zespół wyjdzie na boisko jako pierwszy - w piątek o 12 polskiego czasu zagra z Suwon Bluewings, zwycięzcą ostatniego Pucharu Korei. W celu promocji rozgrywek mecz będzie można za darmo obejrzeć na kanale K-League na YouTube. - Nie, nie czujemy presji przez to, że świat będzie na nas patrzył. Mamy jakość i to pokażemy. Cieszę się, że wracamy do gry i mam nadzieję, że inne ligi też znajdą na to sposób. Wszyscy tęsknimy za futbolem - dodał.

Korea od piątku zacznie testować system powrotu do gry zbliżony do tych stosowanych w europejskich ligach. Odpowie na pytania, które nurtują wszystkich. Może pozwoli uczyć się na swoich błędach. Jeśli jej wyjdzie, reszta zyska wiarę. Trudno więc nie trzymać kciuków za powodzenie.

Więcej o:
Komentarze (1)
Przed światem pozują na nauczycieli. Teraz wracają do futbolu. Niedługo wpuszczą kibiców na stadiony
Zaloguj się
  • wujekdolf

    0

    nie trzeba być ekspertem wirusologiem żeby wywnioskować czym to się skończy - za wcześnie, rozumiem że ludzie już nie mogą wytrzymać, ale wytłumacz to temu wirusowi - druga fala "jesienna" nie dość że będzie drugą z... to jeszcze "silniejsza".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX