Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Legendarny niemiecki klub ucierpiał przez manię wielkości. "Walka o przetrwanie"

Nieudolne zarządzanie klubowymi finansami sprawiło, że Schalke Gelsenkirchen znajduje się obecnie w bardzo trudnej sytuacji. - Możemy mówić nawet o walce o przetrwanie - powiedział członek zarządu klubu, Alexander Jobst.

200 milionów euro - niemal tyle wynosi obecny dług Schalke Gelsenkirchen. Klub, który jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa był w trudnej sytuacji finansowej, obecnie zmaga się z sytuacją, która powiększa jego problemy. - Jak każdy jestem bardzo zmartwiony sytuacją, w której się znaleźliśmy. Uświadomiliśmy sobie, że gdy futbol staje, zostajemy niemal z niczym - przyznał dyrektor wykonawczy klubu, Peter Peters.

Zobacz wideo Bundesliga chce wrócić do gry. Wichniarek: Piłkarze nie będą mieć obaw

"Możemy mówić o walce o przetrwanie"

O problemach finansowych Schalke mówiono jeszcze przed zawieszeniem meczów w Bundeslidze. - W połowie marca opublikowany został raport finansowy, z którego wynikało, że tylko w poprzednim roku klub stracił 26 milionów euro. Jeszcze przed wybuchem pandemii przewidywano, że ten rok również przyniesie Schalke kilkadziesiąt milionów euro straty. Z pewnością można założyć, że przez obecną sytuację, te straty będą dużo większe, niż początkowo zakładano - mówi nam Tomasz Urban, ekspert stacji Eleven Sports.

Brak meczów mocno pogorszył sytuację klubu. - Możemy mówić nawet o walce o przetrwanie - powiedział członek zarządu Schalke, Alexander Jobst. Na początku kwietnia wysłał on maile do właścicieli lóż na Veltins Arenie, prosząc, by ci nie domagali się zwrotu pieniędzy za pozostałe do rozegrania mecze, które odbędą się przy pustych trybunach. - Klub jest w bardzo trudnej sytuacji, dlatego teraz, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebuje komercyjnych dochodów - napisał, cytowany przez "Kickera".

- Bardzo obawiam się o Schalke. Przedwczesne zakończenie sezonu byłoby dla nas najczarniejszym scenariuszem - powiedział przewodniczący rady nadzorczej klubu, Clemens Toennies. 63-latkowi chodziło przede wszystkim o pieniądze od telewizji. W czwartek DFL ogłosiła porozumienie z nadawcami, na mocy którego kluby otrzymają od nich pieniądze za pozostałe mecze. Jeżeli jednak sezon nie zostanie dokończony, część z nich kluby będą musiały oddać. A to może powodować kolejne kłopoty. Zwłaszcza w Schalke, które pochodzące z praw telewizyjnych 16 milionów euro i tak będzie musiało od razu oddać wierzycielom.

- Dług Schalke trzeba podzielić. 80 milionów to kwota w ramach obowiązujących kredytów, które muszą spłacić do końca roku i zdaje się, że na to klub środki ma zabezpieczone. Większym problemem jest pozostałych 120 milionów euro - mówi Urban.

Mniejsze zarobki, ogromne wydatki

Z czego wzięła się bardzo trudna sytuacja klubu? - W ciągu ostatnich trzech lat Schalke dwukrotnie nie zakwalifikowało się do europejskich pucharów. Dla klubu to duża strata nie tylko z powodu braku pieniędzy od UEFA, ale też braku wpływów z dnia meczowego. Przeczytałem kiedyś, że Schalke musi rozegrać przynajmniej 25 meczów na własnym stadionie, by ten nie przyniósł strat w sezonie. Oznacza to osiem spotkań poza Bundesligą, więc bez dobrej gry w europejskich pucharach, ten cel jest niemożliwy do osiągnięcia - mówi Urban.

Chociaż Schalke w ostatnich latach zarabiało mniej, to nie bało się szastać pieniędzmi. - W ciągu ostatnich trzech sezonów klub stracił 65 milionów euro na samych transferach. Schalke kupowało piłkarzy za spore kwoty, a oddawało ich za grosze lub za darmo. W ostatnich latach w ten sposób odeszli m.in. Joel Matip, Leon Goretzka, Max Meyer czy Sead Kolasinac. Latem zrobi to Alexander Nuebel - wyjaśnia Urban. 

I dodaje: Ich problemem jest też struktura budżetu. Ponad 40 procent stanowią pensje zawodników. To bardzo dużo, jak na niemieckie warunki. W zeszłym sezonie klub wydał na pensje 123 miliony euro, kiedy jego całkowity budżet wynosił 275 milionów euro. Schalke cierpi przez swoją manię wielkości i chęć rywalizacji z Borussią Dortmund, której ostatnio idzie bardzo dobrze. Klub wydaje mnóstwo pieniędzy, jednak w żaden sposób nie przekłada się to na wyniki sportowe.

Mimo problemów, w końcówce marca Schalke było łączone z pozyskaniem Arkadiusza Milika. Teraz jednak wiemy już, że były to tylko plotki. - Od razu po pojawieniu się tej informacji, chciało mi się śmiać. To od razu brzmiało nierealnie - mówi Urban.

Walka o stabilizację

W Gelsenkirchen robią wszystko, by ustabilizować sytuację klubu i uspokoić kibiców, ale poczynione kroki nie przyniosą natychmiastowej poprawy. - Ostatnio Schalke pisało do swoich kibiców, by ci nie domagali się zwrotu pieniędzy za karnety i bilety na mecze, które odbędą się przy pustych trybunach. Zawodnicy zgodzili się zaś na cięcie pensji oraz premii o odpowiednio 30 i 33 procent - mówi Urban.

 - Sytuację mogłaby poprawić sprzedaż zawodników, ale w mojej opinii Schalke nie ma wielu piłkarzy, którzy mogliby zainteresować większe kluby. Klub może sporo zarobić na 20-letnim środkowym obrońcy, Ozanie Kabaku. Sporo wart mógłby być też 23-letni pomocnik Amine Harit, ale jego forma jest bardzo niestabilna, a do tego sprawia on kłopoty wychowawcze - dodaje.

Szansą dla Schalke mogłaby być też zmiana struktury i wpuszczenie do klubu inwestora. - Schalke jest jednym z nielicznych klubów w Bundeslidze, który nie ma wyodrębnionej sekcji piłkarskiej. Wyodrębnienie sekcji polega na tym, że staje się ona spółką, której akcje można sprzedać. Znalezienie inwestora dawałoby Schalke dużą szansę poprawienia sytuacji, ale trzeba pamiętać, że to specyficzny klub. Specyficzny, to znaczy nastawiony na tradycję i oddający dużą część władzy kibicom. Wejście kogoś z zewnątrz na pewno zmieniłoby sposób zarządzania klubem i to stanowiłoby pewien problem. Schalke pewnie będzie chciało się obejść bez tego, ale może się okazać, że nie będzie innego wyjścia - kończy Urban.

Schalke to siedmiokrotny mistrz Niemiec oraz pięciokrotny zdobywca krajowego pucharu. Po raz ostatni po tytuł mistrzowski klub z Gelsenkirchen sięgnął w 1958 roku. Po 25 kolejkach obecnego sezonu Schalke zajmuje szóste miejsce w tabeli. Do czwartej, dającej prawo gry w Lidze Mistrzów pozycji, zespół Davida Wagnera traci aż 12 punktów.

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .

Więcej o: