Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bohater z Wysp Owczych, dzięki któremu opanowali epidemię. "Zmieniłem trzy składowe z testu na wirusa u łososi"

Nazywa się Debes Christiansen. Jest naukowcem. Na czas epidemii koronawirusa nieco zmodyfikował swoje laboratorium badające łososie i nauczył się testować ludzi. To m.in. dzięki jego pracy maleńkie Wyspy Owcze z chorobą radzą sobie znakomicie, a piłkarze odliczają dni do wznowienia ligi.

Koronawirus na Wyspach Owczych pojawił się razem z turystami. Pierwszy przypadek stwierdzono tam 4 marca, czyli tak jak w Polsce. Mały kraj, więc działać było łatwiej. Szybko zamknięto szkoły, obiekty publiczne, jedyne w kraju lotnisko. Zarządzono izolację i zalecono pracę zdalną. Zawieszono też rozgrywki ligowe. Kluby jednak nie weszły w stan zupełnej hibernacji. Organizowały zajęcia dla swoich piłkarzy, choć w ograniczonej formule. Ćwiczenia odbywały się w małych grupach, na dworze i bez kontaktu. Było na to odgórne przyzwolenie, bo problem epidemii nie spędzał tu nikomu snu z powiek. Relacjonował to w rozmowie z katowicką "Gazetą Wyborczą" Łukasz Cieślewicz, który na Wyspach Owczych mieszka od niemal dekady. Obecnie gra w ekipie Vikingur.

- W sportowy sprzęt przebieram się już w domu. Po przyjeździe do klubu prosto z auta idę na boisko. Pracujemy w czwórkach. Dołączam więc do trzech kolegów i wykonujemy razem różne ćwiczenia i zagrania. Po wszystkim machamy sobie ręką na pożegnanie. Przepoceni, w ubłoconym sprzęcie wsiadamy do samochodów i wracamy do domów. Dopiero wtedy jest czas na prysznic, a potem przepranie stroju - opisywał napastnik.

Badał ryby, przerzucił się na koronawirusa

Wyspy Owcze wydawały się mieć koronawirusa pod kontrolą już czas temu, bo po pierwsze szybko podjęły działania prewencyjne, po drugie robiły bardzo dużo testów.

Gdyby nie te elementy, to 50-tysięczne państwo zależne od Danii pewnie miałoby problem i walczyło z wirusem po omacku. Być może na początku lub w przypadku masowych infekcji próbki od chorych musiałoby wysyłać do Kopenhagi i czekać na wyniki. To storpedowałoby skuteczną walkę z epidemią. Tak się jednak nie stało. Głównie dlatego, że Debes Christiansen przewidział możliwy problem już kiedy koronawirus nękał Chiny.

Człowiek, który na co dzień jest szefem krajowego laboratorium diagnozującego choroby ryb i zwierząt, w porozumieniu z miejscowymi władzami przerobił swoją placówkę tak, by można było w niej badać też próbki uzyskane od ludzi. W ten sposób zakład, który od 2003 roku służył głównie po to, by testować łososie pod kątem infekcji wirusowej (sprzedaż ryb stanowi 90 procent wartości eksportu Wysp Owczych) zamienił się w placówkę służącą bezpieczeństwu wszystkich Farerów.

-Ta adaptacja była prosta. Zmieniłem właściwie trzy składowe z testu na wirusa u ryb - opisywał Christiansen w rozmowie z "The Guardian". - Mogę robić 1000 testów na koronawirusa dziennie - dodawał.

"Ktoś poczuł się gorzej, to drugiego dnia miał test"

Nic dziwnego, że na małych Wyspach Owczych szybko wyśledzono drogi rozprzestrzeniania się wirusa i skutecznie je zablokowano. W sumie COVID-19 zaatakował tylko 184 osoby. Udało się je odizolować. Obecnie 157 osób jest już wyleczonych. W szpitalu z wirusem teraz przebywa tylko jeden pacjent. Wyspy Owcze są w Europie jednym z nielicznych miejsc, gdzie na COVID-19 nikt nie umarł. Ostatnio wszystkie wyniki badań są tam negatywne, a kraj może pochwalić się najwyższą liczbą testów na milion mieszkańców. Obecnie przebadano tam więcej niż 10 proc. populacji.

- Wystarczy, że ktoś poczuje się gorzej, zgłosi to, a już na drugi dzień ma zrobiony test. Na Wyspach Owczych przeziębienia to nasza codzienność - tłumaczył i chwalił to Cieślewicz.

Skuteczna walka małego państwa z koronawirusem i pomysłowość Christiansena sprawiła, że Wyspy Owcze niebawem chorobę powinny całkowicie przezwyciężyć. Premier Bardur a Steig Nielsen ogłosił niedawno, że 20 kwietnia otwarte mają zostać żłobki, przedszkola, podstawówki, a na lekcje wrócą też uczniowie ostatnich klas szkół średnich. 9 maja do gry powinni przystąpić natomiast piłkarze i szczypiorniści. Futbol i piłka ręczna to dwie najpopularniejsze tam dyscypliny. Mecze na razie mają się jednak odbywać bez udziału publiczności. W ograniczonej formie będą działać też kościoły (do 10 osób na mszy) i bary (zamykane o wcześniejszych porach) oraz transport publiczny (limitowana liczba pasażerów). Wyspy Owcze nie planują natomiast otwierać swych granic.

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .