Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

W Koninie było dziesięć meczów kobiecej Ligi Mistrzów. "Prezes Boniek ani razu się u nas nie pojawił. PZPN-owi nie zawsze jest po drodze z kobietami"

Jak poprawić poziom kobiecej piłki w Polsce? - Spowodować, by do zarządzania kobiecą piłką nie przychodzili ludzie, którzy nie mają o niej pojęcia, bo nigdy nawet nie byli na meczu. Ciągle w wydziale są takie osoby - mówi Roman Jaszczak, trener i prezes Medyka Konin, wicemistrza Polski kobiet.

"Klubowy raport" to cykl autorstwa dziennikarzy Sport.pl dotykający problemów, z którymi przyszło się teraz mierzyć polskim klubom piłkarskim. I tym dużym - z ekstraklasy, i tym mniejszym - z niższych lig. Codziennie o 8 na Sport.pl i Gazeta.pl.

Zobacz wideo Co słychać w klubach ekstraklasy? Cięcia, cięcia i stan uśpienia

Dawid Szymczak: Koronawirus zepsuł wam 35. urodziny klubu. Miał być mecz z Ajaksem Amsterdam, spotkanie byłych piłkarek z obecnymi, atrakcje dla kibiców. Odpuszczacie świętowanie czy przekładacie na inny termin?

Roman Jaszczak: Z Ajaksem mamy ustalone wstępne terminy na koniec lipca i początek sierpnia, ale kto to wie, jak będzie? Wszyscy czekamy, jak potoczy się sprawa z pandemią. Dzwonili z Europejskiego Stowarzyszenia Klubów do Agnieszki Skucińskiej, sekretarz generalnej naszego klubu z pytaniem, jakie mamy zdanie w sprawie dokończenia kobiecej Ligi Mistrzów. Pięć meczów zostało. Powiedzieliśmy, że muszą się wypowiedzieć kluby, które cały czas w niej grają, bo nie wiemy, jaka jest u nich sytuacja. U nas na razie grać by się nie dało, bo Amerykanka wróciła do Nebraski, Litwinka i Słowaczka też są już u siebie.

Trenujecie tylko indywidualnie?

Tak długo, jak przepisy związane z pandemią na to pozwalały, trenowaliśmy systemem mieszkaniowym, czyli jak dwie dziewczyny mieszkają razem, to przyjeżdżały razem na trening. Były już przebrane, bo nie mogliśmy korzystać z szatni. Kończyły trening i pojawiały się następne dwie czy trzy, które też mają wspólne mieszkanie. Ale teraz nie mamy ani obiektu do dyspozycji, bo MOSiR przysłał nam pismo, że do 23 maja obiekt jest zamknięty, ani nie możemy spotkać się w trzy osoby, więc wysyłamy dziewczynom rozpiski i trenują w domach. Dlatego nie wyobrażam sobie teraz rozpoczęcia rozgrywek, skoro od 29 lutego nie trenujemy normalnie. Jak PZPN da teraz sygnał, że na przykład 26 kwietnia mamy grać mecz, to nawet nie zdążymy zebrać z powrotem wszystkich piłkarek. One muszą wrócić z zagranicy, odbyć kwarantannę. A gdzie okres przygotowawczy? Powinien być przynajmniej trzytygodniowy.

Sami zdecydowaliście się puścić dziewczyny do domów?

Amerykanka dostała informację z ambasady, że wszystkim sportowcom podstawiają samolot czarterowy i mają wracać do Stanów. Ojciec jednej zawodniczki powiedział nam, że w tej sytuacji dla niego najważniejsze jest zdrowie córki i chce ją zabrać do domu. Córka ma dwadzieścia lat, umowę o pracę, ale tata zdecydował, że ma wracać i tyle. Ale trudno się dziwić, bo każdy rodzic jest przekonany, że w jego kraju będzie dziecku najlepiej. Poza tym patrzę na Czechów, że robią 25 tys. testów dziennie i nie mogę się z nim kłócić. Daliśmy więc pozostałym zawodniczkom wolną rękę i mogły wrócić do swoich domów.

A jak z pensjami? Dogadaliście się co do cięć?

Dzięki samorządowi i naszym sponsorom nie było żadnego problemu. Za marzec dziewczyny dostały sto procent wypłat. 31 marca miały pieniądze na kontach, jakby nic się nie wydarzyło.

W kwietniu też tak będzie?

Miasto nas poinformowało, że nie zamierza nam zmniejszać dotacji, ale w związku z zawieszeniem rozgrywek prosi o uaktualnienie dokumentacji finansowej, żeby nie tworzyć fikcji. Na następne rozmowy umówiliśmy się w maju i wtedy będziemy negocjować co dalej, bo dzisiaj nie wiemy, czy do tego czasu wrócimy do gry, czy nie. Sponsorzy też się na razie nie wycofują, więc mamy wielkie szczęście, że mogliśmy wypłacić zawodniczkom i pracownikom całość.

Jak pan podchodzi do tych scenariuszy zakończenia sezonu: czekamy i próbujemy dograć, uznajemy sezon za nieodbyty, czy utrzymujemy, że tabela po ostatniej rozegranej kolejce jest końcową?

Po wszystkich przemyśleniach, naradach, rozmowach z zawodniczkami, ich wyjazdach, powrotach, na ten moment uważam, że najlepiej zrobić tak, jak związek rugby, czyli unieważnić sezon. Zostanie decyzja, kto powinien grać w Champions League, ale myślę, że Górnik Łęczna ma taką przewagę [9 punktów red.], że i tak trudno byłoby nam ją odrobić. Jeszcze pół biedy jak zespół składa się z samych Polek. Wtedy się zbierają, trenują dwa, trzy tygodnie i mogą grać. Ale Medyk jest zespołem europejsko-światowym. Mamy dziewczyny z kilku europejskich krajów, z Kanady i z USA. Granice na razie są zamknięte, a nawet jak się otworzą, to zostanie jeszcze okres kwarantanny. Zostanie bardzo mało czasu.

W wywiadzie dla „Futbol News” powiedział pan, że Medyk rywalizuje nie tylko z przeciwnikami. Może pan rozwinąć tę myśl?

Przez cztery lata królowaliśmy na boiskach nie tylko seniorskich, ale we wszystkich kategoriach. W 2015 roku zdobyliśmy złote medale w każdej kategorii wiekowej i jeszcze Puchar Polski. Działacze i inne osoby, których wolałbym nie wymieniać trochę miały dosyć tych naszych sukcesów. Kiedyś Unia Racibórz też zdobywała mistrzostwo cztery lata z rzędu, ale nie miała tych sukcesów w juniorach. Miała wręcz problemy regulaminowe przez brak drużyn młodzieżowych. Górnik Łęczna też nie ma sukcesów poza seniorkami. A my byliśmy - nie wiem, czy to dobre słowo - klubem kompleksowym. Nie pomaga nam też to, że zawsze mówię prawdę.

Często krytykuje pan PZPN.

Mam to szczęście czy nieszczęście, że jestem i trenerem i prezesem. Od 25 lat jestem też delegatem na zjazdy PZPN-u, więc dostaję wszystkie te informacje, ile dostają piłkarze, a ile piłkarki. I nawet jeżeli UEFA też kobietom za udział w Champions League płaci mniej niż mężczyznom, to jednak te różnice są zdecydowanie mniejsze. W koszykówce, siatkówce i piłce ręcznej też nie ma takich dysproporcji w dzieleniu pieniędzy.

PZPN w związku z koronawirusem wspomógł kluby kwotą 116 milionów złotych. 7,6 mln przeznaczył na reorganizację rozgrywek, premie i nagrody w piłce kobiecej. To spore pieniądze.

Podawanie tej kwoty to manipulowanie prawdą. Dostaliśmy po 50 tys. na klub ekstraligi. Pozostałe wymienione tam kwoty już dawno były ustalone.

Czyli pan się nie obraża na samą kwotę, a sposób w jaki jest to przedstawiane?

Oczywiście. Cały czas manipuluje się prawdą, jeśli chodzi o kwoty, którymi wspierana jest kobieca piłka. Kiedyś prezes Boniek ogłosił na zjeździe PZPN, że przekazuje na rozwój piłki kobiecej 30 milionów złotych. Wyszedłem na środek po nim i zripostowałem, że zapomniał dodać „na pięć lat”. No i później się na mnie obrażają. W każdym razie tak to wychodzi: zamiast umówionych wcześniej 6 milionów dostaniemy 7,6. Czyli po prostu zamiast 50 tys. na klub ekstraligowy dostaniemy po 100 tys. Miło, ale czemu mówi się, że w związku z koronawirusem dostajemy po 100 tysięcy? Przecież w związku z koronawirusem dostajemy dodatkowe 50 tys.

Cieszy się pan, że Zbigniew Boniek przez następny rok będzie rządził PZPN-em?

Z czego tu się cieszyć? Na pewno jest doskonałym menadżerem. Pamiętam, że jak osiem lat temu byłem selekcjonerem kadry kobiet za Grzegorza Laty, to budżet związku wynosił 60 milionów złotych. Dzisiaj mamy 300 milionów. Gdyby ktoś inny był prezesem, to zapewne byłoby trochę mniej. Doceniam zdolności prezesa Bońka. Mówi on natomiast na zjeździe, że teraz przeznacza sześć milionów na piłkę kobiecą, a wcześniej było 2,5 miliona. Tak, ale jak zawsze zapomina wspomnieć, że budżet związku jest teraz pięć razy większy. Procentowo z budżetu na piłkę kobiecą idzie więc mniej niż wcześniej. To jak z emeryturami. Ktoś ma 5 tysięcy złotych, a ktoś 1,5 i podniosą o dwa procent, to kto dostanie więcej?

Ale większość dziewczyn w Medyku żyje z gry w piłkę, prawda?

Studentki tak, bo mają stypendia i za darmo pokój w mieszkaniu, które im wynajmujemy. Dobierają się w dwójki czy w trójki i tak mieszkają. Moja filozofia prowadzenia klubu zawsze zakładała, że piłka i nauka idą w parze, bo piłkarka, nawet bardzo dobra, nie utrzyma się tylko z gry w piłkę. Nie akceptowałem zawodniczek, które nie chciały się uczyć. U mnie połowa zespołu chodzi do liceum albo studiuje, albo już jest po studiach. I albo jest u mnie trenerem, albo fizjoterapeutką, albo nauczycielem w szkole. Rano uczą dzieciaki, popołudniami same trenują i mają podwójne pensje. Wtedy da się normalnie żyć. Oczywiście nie jak piłkarze, bo tam zdarza się, że nawet junior dostaje po 50 tysięcy miesięcznie. Najlepsza piłkarka w polskiej lidze zarabia wielokrotnie mniej. I to między innymi wasza wina.

Bo nie piszemy?

Oczywiście, w każdym wywiadzie to podkreślam. Będą teksty, relacje z meczów, to sponsorzy też się pojawią.Ostatni raz duże redakcje napisały o Medyku, jak w styczniu dziewczyny przegrały z juniorami Górnika Konin. Nawet byłe zawodniczki krytykowały rozgrywanie tego sparingu, bo poszedł po nim przekaz, że wicemistrzynie Polski przegrały 0:6 z szesnastolatkami.

Nie żałuje pan tego meczu?

Mieliśmy pecha co do terminu, bo chwilę później Górnik Łęczna przegrał z chłopcami jeszcze młodszymi 1:9 i nikt o tym nie pisał, bo wcześniej były już teksty o nas. Z drugiej strony - my mieliśmy reklamę za darmo.

Ale nie była to reklama wymarzona.

Jeden artykuł miał taki prześmiewczy wydźwięk, później powstało natomiast kilka rzeczowych, które udowadniały, że kobiety fizycznie nie mają wielkich szans z facetami. Tłumaczono w nich, że nikt nie oczekiwał od Agnieszki Radwańskiej, że będzie wygrywała z tenisistami. Przy okazji ludzie dowiedzieli się, że istnieje Medyk Konin. To cenne.

Co zrobić, żeby z kobiecą piłką w Polsce było lepiej?

Spowodować, by do zarządzania nią nie przychodzili ludzie, którzy nie mają o niej pojęcia, bo nigdy nawet nie byli na meczu. Ciągle w wydziale piłki kobiecej są takie osoby. Ja w tej dyscyplinie siedzę od 35 lat i nie znam niektórych osób będących w tym wydziale. Trafiają tam ludzie z nadania. Dopóki to się nie zmieni, to kobieca piłka będzie właśnie taka. Pisać się o niej będzie, jak Medyk przegra z chłopakami 0:6. Wzorem Ekstraklasy SA kobieca piłka powinna być samorządna. Nie chcę, żebyśmy się odłączali od PZPN-u, niech związek prowadzi reprezentację, ale za resztę muszą być odpowiedzialni działacze kobiecych klubów. W Koninie mieliśmy dziesięć meczów kobiecej Ligi Mistrzów i prezes Boniek ani razu się u nas nie pojawił. PZPN-owi nie zawsze jest po drodze z kobietami, taka jest prawda.

Przeczytaj także:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .