Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Turcy dostali 1,5 godziny na zrobienie zakupów. Rozkradzione sklepy, tłumy w kolejkach, bójki o chleb

Tureckie władze zaskoczyły w piątkowy wieczór obywateli, wprowadzając od północy zakaz wychodzenia z domów na cały weekend. Wybuchła panika, rozkradano sklepy. Powstały gigantyczne tłumy do sklepów spożywczych, obserwowano bijatyki o chleb. - Jestem ciekaw, jak to wpłynie na rozprzestrzenianie się wirusa - mówi Bartłomiej Pawłowski, piłkarz tureckiego Gaziantep FK, w rozmowie ze Sport.pl.

Walka z pandemią koronawirusa w Turcji jest coraz trudniejsza. W kraju jest już ponad 52 tys. zachorowań, a blisko 1100 osób poniosło śmierć. Brytyjski "Guardian" przeanalizował, że to w Turcji najszybciej na świecie przybywa dziś nowych przypadków - każdego dnia ponad trzy tysiące. W piątek rząd turecki wprowadził zakaz opuszczania domów przez najbliższe 48 godzin dla mieszkańców 31 z 81 prowincji. Zakaz obejmował m.in. największe miasta - Stambuł i Ankarę. Regulacja obowiązuje od północy w piątek do północy w niedzielę. Sposób jej ogłoszenia wywołał chaos.

Rozkradzione sklepy, bijatyki na ulicach, kolejki po kilkaset metrów

- Dostaliśmy w piątek informację od klubu o godzinie 22:34, że od północy wprowadzona będzie godzina policyjna i wszyscy są zobowiązani, by zostać w domu. Wszystko jest zamknięte, nie wolno pokazywać się na ulicy. Z racji późnej godziny wiele osób nie miało zrobionych zakupów na weekend i stąd ta lekka panika. Ludzie wyszli na ulice i szukali jakichkolwiek czynnych sklepów. Kolejki do sklepów spożywczych sięgały kilkuset metrów. Zdarzały się bijatyki - opowiada w rozmowie ze Sport.pl Bartłomiej Pawłowski, piłkarz Gaziantep FK. - U mnie w bloku sklep jest czynny do 21:30, a o nowych regulacjach dowiedziałem się godzinę później. Dobrze, że wcześniej zdążyłem zrobić zakupy, bo również musiałbym lecieć po jedzenie. Wiele osób nie było na to przygotowanych - dodał.

Największa panika wybuchła w 16-milionowym Stambule. Kolejki, bijatyki (m.in. przed piekarniami), rozkradzione sklepy - widać to na filmach opublikowanych w internecie.

 

- Gdy późnym wieczorem pojawił się komunikat o nakazie siedzenia w domu, prawie cała Turcja wyszła po zakupy. Jestem ciekaw, jak to wpłynie na rozprzestrzenianie się wirusa - zauważył Pawłowski. Ludzie nie zachowywali dwumetrowego odstępu, w tłumie nie wszyscy mieli maski.

Turcy jak Hiszpanie i Włosi - nie potraktowali poważnie zagrożenia

Jak podały tureckie media, rządzący bali się, że z powodu pięknej wiosennej pogody w ten weekend obywatele nie zastosują się do zaleceń, by pozostać w domach. Dlatego zdecydowano się na tak radykalny krok, jak godzina policyjna na 48 godzin. Pawłowski ma swoją teorię na ten temat. - Z moich obserwacji wynika, że w Turcji nie było dyscypliny wśród obywateli. Czytałem i wiem od rodziny, że w Polsce ludzie wzięli sobie do serca kolejne obostrzenia. W Turcji po zamknięciu szkół, urzędów i innych miejsc spotkań młodzież ruszyła do parków i lasów, organizując wielkiego ogólnokrajowego grilla. Inni chodzili do zoo, na spacery. Mało kto traktował poważnie to zagrożenie i dlatego wirus zaczął się szybko rozprzestrzeniać - opowiada polski piłkarz.

Trzy tygodnie temu Sport.pl rozmawiał z naszym innym zawodnikiem występującym w lidze tureckiej - Radosławem Murawskim z Denizlisporu. - Jest stosunkowo mało przypadków w porównaniu do innych państw - mówił Murawski. Dziś Turcja jest już w dziesiątce krajów z największą liczbą zakażonych na świecie. - Widziałem, że Hiszpanie i Włosi po wprowadzeniu kwarantanny początkowo wyjechali sobie na wakacje. To samo miało miejsce tutaj. Turcy nie wzięli na poważnie zaleceń od władz - twierdzi Pawłowski.

Zobacz wideo Radosław Murawski o sytuacji w Turcji: Ludzie patrzyli na mnie, jakbym był chory. Śmiali się

Prezydent wysyła paczki seniorom

W Turcji stopniowo wprowadzono kolejne obostrzenia. Szkoły, uniwersytety, restauracje, kawiarnie i meczety są zamknięte. Międzynarodowy ruch lotniczy jest zawieszony, nie można przemieszczać się samochodem między miastami. Osobom powyżej 65. roku życia i poniżej 20. zaleca się pozostanie w domach. Wiele firm i urzędów jednak nadal pracuje. Prezydent Recep Erdogan wysyła do seniorów specjalny pakiet: maseczka, turecka woda kolońska na bazie alkoholu (Turcy dezynfekują nią ręce) oraz list. Wszystko w torebce z prezydenckim logo.

W piłkę grali prawie najdłużej

Rozgrywki ligi tureckiej zostały zawieszone 19 marca, jako jedne z ostatnich na świecie. Piłkarze domagali się już wcześniej przerwania sezonu, ale władze ligi pozostawały głuche na te apele.- Życie to coś więcej niż piłka nożna. W tej sytuacji nie czuję się komfortowo i nie chcę grać. W tym krytycznym momencie każdy powinien być w domu z rodziną i bliskimi. Sezon powinien zostać zawieszony, bo czasy są niespokojne - napisał były piłkarz Chelsea John Obi Mikel na Instagramie. W odpowiedzi Trabzonspor rozwiązał z nim umowę. - Od dwóch tygodni obowiązuje postanowienie, że wracamy do treningów 5 maja. Wydaje się to dziś mało prawdopodobne. Wszystko zależy od skali zachorowań. Ale nie ukrywam, że głód gry i piłki jest spory. Chciałoby się wyjść już na murawę - przyznaje Pawłowski.

Kluby będą bankrutować?

Choć w Turcji liga jest o wiele bogatsza niż w Polsce, przerwa w rozgrywkach może zachwiać także rozgrywkami Super Lig. - Z tego co wiem, to w Turcji kluby są o wiele bardziej zależne od pieniędzy z praw telewizyjnych niż u nas. Właściciele inwestują w swoje kluby, ale pieniądze z telewizji też są bardzo istotne. Słyszałem, że jeden wygrany mecz w Turcji to kilkaset tysięcy euro dla zespołu, które trafia od telewizji - mówi Pawłowski.

Jak zdradza nasz rozmówca, "futbol w Turcji traktowany jest jak religia". Każdy ma dekoder i ogląda mecze. - Jak w weekend przejdziesz się po naszym mieście, to co druga osoba jest w koszulce Fenerbahce, Besiktasu lub innego zespołu. Jestem zadowolony z przenosin do Turcji i gry tutaj. Poziom jest naprawdę wysoki, piłka nożna jest tu traktowana bardzo, bardzo poważnie - dodaje.

Po 26. kolejkach na prowadzeniu w tabeli jest Trabzonspor. Zespół Pawłowskiego jest na 9. miejscu. Polak uważa, że sezon powinien zostać wznowiony, ale trzeba poczekać, bo teraz jest zbyt niebezpiecznie. - To ruszy, ale po dłuższej przerwie piłkarze będą narażeni na kontuzje. Teraz nie możemy normalnie trenować i po powrocie może się pojawić fala urazów. Ćwiczymy w domach, ale to nie to samo. Będziemy potrzebować czasu, aby przygotować nasze organizmy do rozgrywania meczów - wskazuje.

Turcy też chcą skoszarować piłkarzy

W ekstraklasie właściciel Rakowa Częstochowa Michał Świerczewski miał pomysł na dokończenie sezonu. Proponował odizolowanie drużyn na osiem tygodni oraz grę na czterech-pięciu stadionach w północno-zachodniej Polsce. Podobny plan rozważany był także w Anglii.

Pawłowski zdradził, że Turcy również rozważają takie rozwiązanie. - Słyszałem, że pojawił się pomysł na dokończenie sezonu w postaci rozegrania turnieju w regionie Antalyi, bo tam jest najlepsza pogoda i zlokalizowanych jest wiele boisk. Piłkarze mieliby być skoszarowani. Ma to sens, ale jest wiele pytań, jak to zorganizować z logistycznego punktu widzenia - zakończył.

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .