Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

W Hiszpanii mają dość. Pierwsza taka manifestacja w historii. "Tysiące ludzi zostało zabitych"

8 marca w Madrycie. Zdaniem wielu Hiszpanów to właśnie wtedy zaczęły się problemy, z których ich kraj nie może się wydostać do dzisiaj. - Rząd spóźnił się z reakcją, popełnił kilka błędów, ale społeczeństwo też dołożyło swoje - mówi Jan Urban, polski trener i były piłkarz, który od lat mieszka w Pampelunie, na północy Hiszpanii.

- Bezwzględna ambicja, brak skrupułów i brutalna władza, która ma nieograniczoną zdolność okłamywania ludności poprzez zmowę z mediami przekupionymi z publicznych pieniędzy. Rząd robi wszystko, by ukryć swoje zaniedbania. Nie mówi prawdy, ale Hiszpanie to widzą i mają już dość - to słowa Santiago Abascala, przewodniczącego skrajnie prawicowej partii Vox, a więc trzeciej siły w parlamencie hiszpańskim, które cytuje Libertad Digital.

Partia Abascala od dawna potępia działania premiera Pedro Sancheza, a teraz mobilizuje swoich zwolenników do protestowania. W środowej manifestacji online - nazywanej w Hiszpanii pierwszą tego typu manifestacją w historii - krytykującej socjalistyczny rząd Sancheza wzięło udział - według informacji hiszpańskich mediów - ponad 430 tysięcy osób. Ze strony opozycji padły w jej trakcie żądania natychmiastowej dymisji i powołania tymczasowego rządu, który miałby zostać utworzony ze specjalistów ponad podziałami, a więc składać się z osób reprezentujących różne siły polityczne.

Zobacz wideo Wszystko jest zakazane. Na autostradę trzeba specjalnego pozwolenia

"To nie służyłoby ocaleniu Hiszpanii"

Rząd na żądania skrajnej prawicy na razie nie odpowiedział, ale zaproponował partiom, organizacjom przedsiębiorców, związkom zawodowym oraz regionom autonomicznym pakt narodowy na rzecz odbudowy gospodarki. Na podobieństwo paktów z Moncloa zawartych w 1977 roku (dwa lata po śmierci dyktatora gen. Francisco Franco), które umożliwiły Hiszpanii pokojową transformację ustroju i gospodarki. Zresztą już teraz hiszpański rząd chwali się, że na walkę z ekonomicznymi skutkami epidemii przeznaczył rekordową kwotę 200 mld euro, a stworzenie nowego paktu jeszcze by to wsparcie nasiliło.

- Sanchez próbuje przejść do historii i przejdzie, ale nie tak, jakby chciał, bo zrobi to jako premier, którego nieodpowiedzialność i zaniedbania spowodowały największy kryzys zdrowotny od stu lat, w wyniku którego tysiące Hiszpanów zostało zabitych w ledwie kilka tygodni. W tych okolicznościach wznowienie paktów z Moncloa nie służyłoby ocaleniu Hiszpanii, tylko ocaleniu Sancheza i innych jego popleczników, którzy doprowadzili do obecnego stanu rzeczy - czytamy w opinii na Libertad Digital, która bezkrytycznie popiera działania skrajnej prawicy.

Manifestacja przeciwko rządowi Pedro SanchezaManifestacja przeciwko rządowi Pedro Sancheza twitter.com

To wtedy wszystko się zaczęło?

Wśród przeciwników hiszpańskiego rządu najczęściej wskazuje się konkretną datę: 8 marca. Sanchez jest krytykowany, że nie zablokował wtedy Madrytu i "z powodów ideologicznych" w Dniu Kobiet zachęcał do zgromadzenia. Według thelocal.es wzięło w nim udział 350-370 tysięcy ludzi, choć już wtedy było wiadomo, że z powodu epidemii wielkich zbiorowisk należało unikać. A to właśnie Madryt był miastem, w którym wirus rozprzestrzeniał się najszybciej.

- Rząd spóźnił się z reakcją, popełnił kilka błędów, ale społeczeństwo też dołożyło swoje. Bo styl życia Hiszpanów też przyczynił się do tragedii, którą teraz obserwujemy - mówi Jan Urban, były reprezentant Polski i zawodnik m.in. hiszpańskiej Osasuny, który na co dzień mieszka w Pampelunie.

- Hiszpanie już tak mają. Oni nienawidzą siedzieć w domu. Uwielbiają spotkania, spacery, rozmowy, wieczorne wyjścia do restauracji, kawiarni. Dla nich inne życie po prostu nie istnieje. Zresztą to w ogóle cecha południowców, bo Włosi również uwielbiają towarzystwo, co teraz równie mocno odczuwają na własnej skórze, bo tam sytuacja też przecież jest dramatyczna - zauważa Urban.

Hiszpania przebiła Włochy

Jeszcze na początku kwietnia to Włochy były największym ogniskiem choroby w Europie. Ale od kilku dni jest nim Hiszpania, gdzie potwierdzono już ponad 160 tysięcy przypadków koronawirusa. Łączna liczba ofiar śmiertelnych przekroczyła 16 tysięcy, czyli tylko o dwa tysiące mniej niż w Stanach Zjednoczonych, gdzie zakażonych jest najwięcej ludzi na całym świecie (ponad pół miliona).

- Kiedy w Hiszpanii ta epidemia wybuchła na dobre, brakowało respiratorów. I nawet nikt tego specjalnie nie ukrywał. Rząd Katalonii mówił wprost, że dostają go ci, którzy mają największe szanse na przeżycie. Nie precyzował dokładnie, o kogo chodzi, ale wiadomo było, że respiratory trafiały z reguły do młodszych, bo sam słyszałem o przypadkach, że pacjenci z objawami powyżej 70. roku życia w ogóle nie byli przyjmowani do szpitali - mówi Urban.

W Hiszpanii stan wyjątkowy obowiązuje od 15 marca, właśnie został przedłużony o kolejne 15 dni: do 26 kwietnia. - Jeszcze w marcu wszyscy bagatelizowali sytuację, ale od momentu, kiedy zdano sobie sprawę, że to nie są żarty, wprowadzono większe obostrzenia niż w Polsce. Nie można było wychodzić z domu bez powodu, a ci, którzy wychodzili, od razu dostawali mandaty. Początkowo ludzie próbowali to jakoś obchodzić, ale od tygodnia, a może nawet dwóch zasady są bardzo przestrzegane. Sam mam wielu znajomych w Pampelunie, ale też córkę, która mieszka w Walencji i ona też mi mówi, że wszyscy mocno się pilnują, siedzą w domach - mówi Urban.

Hiszpański rząd podaje, że w ciągu ostatniej doby z powodu koronawirusa zmarło 605 osób, a bilans zgonów jest najmniejszy od 17 dni. - Widzimy światełko w tunelu - mówił już w czwartek Sanchez, ale opozycja i tak mu nie wierzy. Twierdzi, że hiszpańskie władze celowo zaniżają dane dotyczące ofiar epidemii. - Dziś wszystko w Hiszpanii odbywa się już tak, jak należy. Szkoda tylko, że tak późno. Ale choć obrywa za to rząd, to uważam, że samo społeczeństwo też mogło dać z siebie więcej - kończy Urban.

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .