Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Z ekstraklasy do B klasy, potem trzy awanse. Ewenement. "Dla nas to nie jest realna pomoc"

- To, co klubom z niższych lig zaproponował PZPN, to nie jest realna pomoc. Pieniądze, których nie musimy płacić za udział w czwartej lidze, to dla nas oszczędność w wysokości 1300 złotych - mówi prezes Zawiszy Bydgoszcz, Krzysztof Bess.

"Klubowy raport" to cykl autorstwa dziennikarzy Sport.pl dotykający problemów, z którymi przyszło się teraz mierzyć polskim klubom piłkarskim. I tym dużym - z ekstraklasy, i tym mniejszym - z niższych lig. Codziennie o 8 na Sport.pl i Gazeta.pl.

Zobacz wideo Mroczek: Normalne rodziny nie zarabiają takich pieniędzy, ale piłkarze działali w innej rzeczywistości

Pandemia koronawirusa spotkała Zawiszę Bydgoszcz w czasie jego powrotu na szczebel centralny polskiej piłki. Klub, który w 2016 roku nie otrzymał licencji na grę w ekstraklasie i został zdegradowany do B Klasy, wywalczył trzy awanse z rzędu i dziś gra w czwartej lidze. W niej, po 17 kolejkach, zajmuje 13. miejsce z dorobkiem 21 punktów.

Jak przy zawieszonych rozgrywkach radzi sobie klub, który niespełna sześć lat temu sięgał po Puchar i Superpuchar Polski? - Na razie nie możemy mówić o wielkich problemach. Największym z nich jest niewiedza. Nie wiemy, jak długo to wszystko potrwa, jakie będą ostateczne decyzje PZPN i rozstrzygnięcia w rozgrywkach. Od nich wiele zależy, ale z wiadomych przyczyn, nikt w tej chwili nie jest w stanie nic powiedzieć - mówi prezes klubu Krzysztof Bess.

I dodaje: - Niewiedza powoduje problemy z wyliczeniem strat. Przez to, że nie odbywają się mecze, nie mamy wpływów do budżetu. Nie zarabiamy pieniędzy na biletach, nie mamy też środków od sponsorów. Pod znakiem zapytania stoją również różne dotacje, bo nie wiem, jak mielibyśmy je rozliczyć. Wszystko przez to, że ich otrzymanie oraz wysokość, uzależnione są od osiągniętych celów sportowych. To tyczy się zarówno drużyny seniorów, jak i zespołów z akademii. Chcielibyśmy, by to wszystko wyjaśniło się jak najszybciej, ale nie wiemy, jak długo potrwa pandemia, więc na razie to po prostu niemożliwe.

 - Wiarygodną wysokość strat poznamy dopiero po zakończeniu wszystkich problemów. Na dzisiaj, zakładając, że odpada nam połowa rundy, możemy mówić o kwocie w wysokości 200 - 400 tysięcy złotych. To wszystko jednak wyliczenia mocno szacunkowe, bo trudno określić, jakie mielibyśmy wpływy z biletów, a jakie od sponsorów. Dla nas to bardzo ważne, bo niektórzy ze sponsorów są z nami tylko na wybranych meczach - podkreśla Bess.

Zawisza, w przeciwieństwie do niemal wszystkich klubów w czwartej lidze, utrzymuje piłkarzy na zawodowych kontraktach. Dla klubu, który nie ma obecnie dochodów, to kwestia wyjątkowo trudna, bo mimo przerwy w rozgrywkach, zawodnikom pieniądze się należą. - Rozmawialiśmy z piłkarzami na temat wypłat w tym trudnym czasie. To nie były łatwe decyzje, bo część zawodników u nas tylko dorabia, ale część żyje tylko z tych pieniędzy. Pod koniec marca otrzymałem jednak pozytywną opinię drużyny, która zgodziła się na nasze propozycje. Cieszę się, że piłkarze zrozumieli, że w trudnej sytuacji znaleźli się nie tylko oni, ale też cały klub - opowiada Bess.

- Chcieliśmy profesjonalnych kontraktów dla zawodników, by się rozwijać i by zapewniać piłkarzom przyszłość. Najważniejszym celem przyświecającym nam w trakcie odbudowy Zawiszy, jest możliwie jak najszybsze wprowadzenie klubu na najwyższy poziom. Chcemy być coraz bardziej profesjonalni, stąd m.in. profesjonalne kontrakty dla zawodników - tłumaczy prezes Zawiszy.

I dodaje: - My ciągle się uczymy i zbieramy niezbędne doświadczenie. Uważam, że po trzech awansach z rzędu, czwarta liga jest do tego odpowiednim miejscem w każdym aspekcie. Ciągle spotykam się z opiniami, że na tym poziomie piłkarze powinni grać za darmo, ale my chcemy iść do przodu. Nie interesuje nas pozostanie na dłużej w czwartej lidze, stąd już wprowadziliśmy standardy na tym poziomie rzadko spotykane.

To, co zaproponował PZPN, to nie jest realna pomoc

Jak mówi prezes Zawiszy, klub wraz z kibicami, zostali pozostawieni niemal sami sobie. - To, co klubom z niższych lig zaproponował PZPN, to nie jest realna pomoc. Pieniądze, których nie musimy płacić za udział w czwartej lidze, to dla nas oszczędność w wysokości 1300 złotych. Brakuje nam pomocy z zewnątrz, ale znowu odbijamy się od argumentu, że na tym poziomie nie powinno być mowy o pieniądzach. Kto jednak trochę działa w tym środowisku, to wie, że nawet tutaj potrzebne są wcale niemałe środki. Tylko w zeszłym roku mieliśmy 46 osób objętych wynagrodzeniem na podstawie PIT-u. To pokazuje skalę potrzeb w skali roku co do zatrudnionych ludzi, a do tego należy dodać przecież m.in. podatki czy opłaty do ZUS-u - opowiada Bess.

Co zatem czeka klub w najbliższych miesiącach? - Jestem w stanie zapewnić kibiców, że Zawisza przetrwa tę trudną sytuację, bo to właśnie oni są naszym motorem napędowym. W każdej chwili są w stanie się zorganizować i pomóc klubowi. Tak jak teraz, gdy na jednym z portali internetowych zbierają dla niego pieniądze. Wsparcie fanów oraz zaprzyjaźnionych osób i firm oceniłbym na 40 procent wysokości budżetu Zawiszy. Przy takiej sile sobie poradzimy. Nie zazdroszczę jednak mniejszym klubom, które nie mają takiego wsparcia. Im na pewno będzie nieporównywalnie trudniej - kończy prezes Zawiszy.