Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ponad ćwierć miliona ludzi straciło pracę z dnia na dzień. Sydney to "miasto duchów", ale nie na plażach

- Ponad ćwierć miliona zatrudnionych straciło pracę z dnia na dzień - mówi o sytuacji w Australii Bronisław Jasiczek, polski trener piłkarski, który mieszka tam od 1980 roku. Sydney to teraz "miasto duchów", które jednak wciąż żyje w szkołach i na plażach.

Koronawirus spowodował w Australii śmierć 18 osób (dane z 30.03). Pandemia ma dramatyczny wpływ na gospodarkę, rynek pracy, ale też sport. Firmy - w tym kluby sportowe - zaczynają masowo zwalniać pracowników, a australijski rząd przewiduje, że liczba bezrobotnych wzrośnie do dwóch milionów.

- Ponad ćwierć miliona zatrudnionych straciło pracę z dnia na dzień, a w Australii żyje około 25 milionów ludzi. Rząd obiecał pomoc. Ludzie, którzy zostali zwolnieni z powodu pandemii koronawirusa, będą otrzymywać od państwa pieniądze. Przez około pół roku, a co później? Tego nikt nie wie. Sytuacja wygląda fatalnie, bo Australia właściwie nie ma u siebie produkcji. Kiedyś produkowała samochody, lodówki, telewizory. Teraz nawet lody importuje z Hiszpanii - mówi Bronisław Jasiczek, polski trener, który mieszka w Australii od 1980 roku.

Zobacz wideo Mariusz Mowlik o sytuacji w Kuwejcie. Gigantyczna kara za złamanie kwarantanny!

"Lato kryzysu"

Koronawirus to dla australijskiej gospodarki kolejny wielki problem. Jeszcze kilka miesięcy temu kraj walczył z gigantycznymi pożarami. "Lato kryzysu" zdewastowało gospodarkę, środowisko i zdrowie Australijczyków. Pożary dotknęły bezpośrednio lub pośrednio prawie 80 proc. obywateli. Turystyka straciła ponad 4,5 mld dol.

- Nie wszyscy w Australii otrząsnęli się po pożarach, a teraz muszą walczyć z koronawirusem. Ludzie boją się o swoje życie, ale nie panikują. Wspierają się, apelują o pozostanie w domach i czekają. Głównie na decyzje rządu, ich pomoc, bo kryzys już jest olbrzymi - zamartwia się Jasiczek.

Sydney to teraz miasto duchów, ale nie szkoły i plaże

Życie w Sydney, gdzie mieszka polski trener, zamarło. - Kawiarnie, restauracje, siłownie i centra handlowe są pozamykane. Ludzie mogą się przemieszczać w dwuosobowych grupach, ale służby w Australii nie do końca potrafią to egzekwować. Działania rządu też nie są najlepsze. Właściwe ograniczają się do apeli o pozostanie w domach. Brakuje masek ochronnych, środków do dezynfekcji - zaznacza Bronisław Jasiczek.

I dodaje: Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że powinni zostać w domach. Służby wyganiają ludzi z plaż, najgorzej jest na słynnej Bondi, gdzie jest najwięcej ludzi. Oficjalnego zakazu wychodzenia z domów jeszcze nie ma, więc ludzie korzystają. Ale głównie wychodzą do parków, na plaże. Miasto jest puste. Sydney wygląd jak miasto duchów. Niemal wszystko jest zamknięte. Pracują banki i - co ciekawe - szkoły. Nauczyciele protestują, ludzie nie chcą wysyłać dzieci do szkół, ale na razie nie ma żadnych oficjalnych decyzji - dziwi się polski trener.

W Australii nie ma już żadnego sportu

Kryzys związany z pandemią koronawirusa mocno uderzył również w australijski sport. Kluby są w coraz gorszej kondycji finansowej, o czym przekonał się sam Jasiczek. - W Australii nie ma już żadnego sportu, nie ma piłki nożnej. Wszystkie rozgrywki są zawieszone, a większość klubów nie ma pieniędzy. Ludzie sportu tracą pracę. Ja też straciłem, bo sytuacja w klubach piłkarskich, zwłaszcza tych mniejszych, jest wyjątkowo zła. A w pierwszej kolejności zwalniani są członkowie sztabów szkoleniowych. Trenerzy bramkarzy - tacy jak ja - to w Australii rzadkość. Kluby nie mają pieniędzy na ich utrzymanie w normalnych warunkach, a co dopiero teraz. Tu kluby nie zarabiają wielkich pieniędzy na transferach. Zarabiają na sprzedanych biletach, więc jak nie ma meczów, nie ma pieniędzy.