Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Klub z I ligi podgląda wielki Liverpool. Ma specjalne opaski. "Mam nadzieję, że nie zakładają ich psom"

Trenują zdalnie, z elektronicznymi opaskami. I podglądają najlepszych, bo oprócz własnych analiz, dostają też filmy z nagraniami meczów Liverpoolu. - Jak się uczyć, to od najlepszych - mówi trener GKS-u Tychy, pierwszoligowego klubu, który namawia też kibiców na kupno biletów na zbliżające się spotkanie ze Stalą Mielec. Zamiast na trybuny, wejściówka otwiera drogę, by zaistnieć na meczowej koszulce.

"Klubowy raport" to cykl autorstwa dziennikarzy Sport.pl dotykający problemów, z którymi przyszło się teraz mierzyć polskim klubom piłkarskim. I tym dużym - z ekstraklasy, i tym mniejszym - z niższych lig. Codziennie o 8 na Sport.pl i Gazeta.pl.

Zobacz wideo Kilka klubów ekstraklasy nie będzie chciało grać? Prezes Lecha: Nie wyobrażam sobie tego

W rolę nauczyciela jako pierwszy wcielił się Sebastian Steblecki, jeden z bardziej rozpoznawalnych zawodników GKS-u Tychy. - Trzeba powtórzyć trick, który zaprezentuję. Ci, którzy to zrobią najlepiej, mogą liczyć na nagrodę - mówi. Na nagraniu zamieszczonym na Facebooku widać, jak żongluje, podrzuca piłkę wyżej, przeskakuje nad nią jedną nogą i w powietrzu podbija drugą. Ci z chłopców trenujących w klubowej akademii, którzy tę i kolejne sztuczki powtórzą najlepiej, będą mogli załapać się na trening z pierwszą drużyną. Oczywiście jak świat sportu wróci do normalności. Na razie filmy, które spływają od dzieciaków, nagrywane są w domowych pokojach, gdzieś między ścianą a stołem. Wirus, choć wyrzucił młodych z treningowych boisk, piłki im nie zabrał. A klub wspierając akcję "zostań w domu", prosi młodych, by czerpali jak najwięcej radości przede wszystkim z siedzenia w domach: własnych ogródkach lub czterech ścianach. Nowe zadania zamieszcza w internecie cyklicznie. Oprócz tego trenerzy wysyłają własne programy treningowe. Podobnie działa to w pierwszej drużynie.

Zdalne treningi. "Postanowiliśmy to uatrakcyjnić"

- Od momentu zawieszenia treningów w grupach młodzieżowych, co zbiegło się z zamknięciem szkół, przystąpiliśmy do "zdalnych" treningów - mówi nam prezes klubu Leszek Bartnicki. - Trenerzy poszczególnych grup w porozumieniu z koordynatorem przygotowują konspekty na kolejne tygodnie. Są w stałym kontakcie ze swoimi podopiecznymi i regularnie przekazują im ćwiczenia do wykonania, demonstrują na specjalnie przygotowanych nagraniach. Postanowiliśmy jednak dodatkowo uatrakcyjnić ten nietypowy czas, stąd akcja na Facebooku - dodaje.

Kluby na szkolenia dostają też dotację, więc robią wszystko, by również w czasach epidemii, z tych programów szkoleniowych się wywiązywać. Tym bardziej że jak wyliczyli działacze, pierwsza liga przez niedokończenie sezonu może stracić nawet 30 mln złotych. Co gorsze: około 3/4 tej kwoty to pieniądze, które już do klubów wpłynęły, choćby z umów z partnerami ligi i samorządami. Zapewne część tych kwot trzeba będzie zwrócić. W Tychach i w całej Polsce kluby szukają zatem alternatywnego źródła finansowania. Każdy pomysł jest dobry.

Bilet na mecz, którego nie będzie

Chociaż 1. liga nie gra od kilku tygodni i nie pogra co najmniej do 26 kwietnia, kibice w Tychach mogą kupić sobie bilet na mecz ze Stalą Mielec. Ten planowano na 30 marca. Na klubowej stronie można wybrać sobie dowolne, niezajęte miejsce na stadionie, wydrukować wejściówkę i w ten sposób pomóc drużynie. Akcja przebiega pod hasłem "kupuj wirtualnie, pomagaj realnie", bo 30 złotych z jednego biletu w tych trudnych czasach na pewno się przyda. Liczy się każda złotówka.

- Smutno jest, kiedy patrzymy na puste trybuny i boiska. Choć doskonale rozumiemy powagę sytuacji, to chcemy pokazać, że trójkolorowa społeczność GKS Tychy nie zapadła się pod ziemię. Że choćby wirtualnie, wciąż o sobie myślimy. Jednocześnie prosimy naszych wiernych kibiców o wsparcie w tym niełatwym okresie. Jednocześnie podkreślając, że gdy już wrócimy do gry, to o tym wsparciu i pomocy nie zapomnimy - opowiada nam Bartnicki. Nawet jeśli z akcji uda się pozyskać kilka, może kilkanaście tysięcy złotych, będzie bardzo zadowolony. Poza tym bilet na mecz ze Stalą będzie miał nie tylko wymiar pamiątkowy. Dzięki niemu nazwisko nabywcy trafi na przód przyszłorocznej koszulki meczowej GKS-u.

- Być może te nazwiska będą w trzech kolorach, tak by się układały w klubowe barwy, mamy nadzieję, że będzie ich dużo - dodaje Bartnicki. Na razie wirtualny bilet kupiło około dwustu kibiców. Podobne oryginalne akcje biletowe prowadzone są też w innych klubach ekstraklasy czy 1. ligi, choć chyba tylko w Tychach kupując taką wejściówkę, można trafić na klubową koszulkę. W niektórych miastach już sprzedawane są natomiast wejściówki na wybrane przyszłe, bliżej niekreślone sportowe wydarzenie - to tzw. "bilety wsparcia".

Elektroniczne opaski i nagrania Liverpoolu

Kiedy piłkarze wrócą do rywalizacji? Tego nikt nie wie, ale w Tychach po kilku dniach, które zawodnicy dostali na odpoczynek, powrócono do aktywności. Nieco pomaga w tym internet, elektronika i telefon. - Staramy się oczywiście jak najwięcej wiedzieć i widzieć - mówi Ryszard Komornicki, który na początku marca został tymczasowym trenerem GKS-u.

- Zawodnicy mają konkretny plan z rozpiską co i jak muszą robić. Ich obciążenia są podobne do tych, które mieliby podczas przygotowań do meczów. Oprócz biegania mają wpisane też ćwiczenia z piłką. Używamy też elektronicznych opasek, które mierzą ich aktywność. Mam nadzieję, że nie zakładają ich psom czy nie dają sąsiadowi - uśmiecha się trener. - Pewne zaufanie do zawodowców trzeba mieć. Oni zresztą wiedzą, że jakby siedzieli i nic nie robili, to zaszkodzą przede wszystkim sobie. Staramy się z nimi też dużo rozmawiać przez telefon. Teraz tego dzwonienia jest tyle, że czasem aż ucho boli - dodaje były reprezentant Polski. Szkoleniowiec, korzystając z tego, że zawodnicy większość czasu spędzają w domach, wysyła im więcej materiałów multimedialnych. Podczas naszej rozmowy oglądał akurat jeden z meczów Barcelony, ale w nagraniach, które wraz ze swymi asystentami przygotowywał ostatnio swoim piłkarzom, częściej pojawiali się gracze Liverpoolu, a więc obecnie najlepszego klubu Premier League.

- Wysyłamy zawodnikom filmy z analizą ich meczów, ale też podsyłamy analizę, jak na pozycji danego piłkarza zachowują się np. gracze Liverpoolu - zdradza Komornicki. - Bo jak się uczyć, to od najlepszych! Nie chodzi o to, by kopiować Mane czy Salaha, ale by przypatrywać się zachowaniom taktycznym w obronie, ataku, czy kontrpressingu, który Liverpool stosuje znakomicie - tłumaczy trener.

Choć przerwa od gry wywołana epidemią jest dla wszystkich trudną, wręcz męczącą sytuacją, zdaniem Komornickiego może mieć jeden pozytywny efekt. - Myślę, że ta sytuacja może sprawić, że zawodnicy znów przypomną sobie, że gra w piłkę to coś pięknego. W Polsce brakuje mi takiej zwykłej radości z futbolu. Za dużo jest słowa "musimy", a za dużo spięcia. Mylę, że zawodnicy po tej przerwie, bardziej docenią proste rzeczy - to, że mogą biegać po zielonej trawie i kopać piłkę, a kogoś to jeszcze interesuje. Zawsze staram się im uświadamiać, że my mamy naprawdę fajne życie i fajną pracę - puentuje trener.

Zresztą zawodnikom brak funkcjonowania w grupie już doskwiera. Sami umawiają się, by po kilka osób pokopać sobie piłkę, czy pobiegać po lesie z dawno niewidzianym kolegą.