Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Pięciomilionowa Norwegia ma sześć razy więcej zakażonych niż Polska. Polski piłkarz tłumaczy dlaczego

- Norwegów jest tylko 5 mln, a przypadków zakażeń stwierdzono już ponad 1800. Wykonuje się tutaj bardzo dużo testów - najwięcej w przeliczeniu na milion mieszkańców po Korei Południowej. Gdyby w Polsce robiono tyle testów, to nie byłoby 300 zakażonych, a pewnie 5-6 razy więcej - mówi Grzegorz Flasza, bramkarz trzecioligowego norweskiego zespołu Alta IF.

Dominik Senkowski: Jak Norwegia radzi sobie z koronawirusem? 

Grzegorz Flasza: Wiele sklepów, szkoły i ośrodki sportowe są zamknięte. Nie ma jednak takich odgórnych zaleceń, jak w Polsce, by siedzieć w domu. Widać ludzi na mieście, choć jest ich mniej. Galerie handlowe są otwarte. Akurat gdy rozmawiamy, jestem w jednej z nich.

Zobacz wideo Zobacz, jak koronawirus sparaliżował świat sportu:

Czy w społeczeństwie jest wyczuwalna panika?

- Na pewno wszyscy są dużo bardziej ostrożni, niż zwykle. Paniki nie ma, ale ludzie dbają o wyjątkowe środki bezpieczeństwa i higieny. Nie brakuje jednak produktów w sklepach spożywczych, co widziałem w internecie, że zdarza się w Polsce.

Norwegia jest w czołówce państw na świecie pod względem liczby zakażonych osób na milion mieszkańców. Dlaczego tak jest? 

- Norwegów jest tylko 5 mln, a przypadków zakażeń stwierdzono już ponad 1800 (zmarło 7 osób - przyp. red.). To wynika z tego, że Norwegia to tak bogaty kraj. Norwegowie bardzo dużo podróżują po różnych kontynentach i przywieźli tego wirusa. Ponadto wykonuje się tutaj bardzo dużo testów - najwięcej w przeliczeniu na milion mieszkańców po Korei Południowej. Gdyby w Polsce robiono tyle testów, to nie byłoby 300 zakażonych, a pewnie 5-6 razy więcej.

Co z rozgrywkami piłkarskimi w Norwegii?

- Ekstraklasa, pierwsza i druga liga zostały wstrzymane. W Norwegii gra się systemem wiosna - jesień. Sparingi przedsezonowe zostały odwołane, mój klub ma zakaz treningów. W środę dostaliśmy wiadomość, że co najmniej do 3 kwietnia nie możemy trenować. Wszystkie hale i siłownie są zamknięte. Zalecane jest zawodnikom, by siedzieli w domu i chodzili tylko po zakupy.

Bywają jednak wyjątki, bo wiem od znajomych z mojego poprzedniego klubu Egersund, że trenują na sztucznym boisku, ale tylko w trzyosobowych grupkach. Moja drużyna takiej możliwości nie ma, bo u nas boisko należy do miasta, a władze nie zgadzają się na żadne aktywności. Nasze klubowe boisko jest zaś totalnie zasypane. Tutaj na północy Norwegii śniegu jest ponad 2 metry. 

Kiedy sezon może ruszyć? 

- Z powodu koronawirusa rozgrywki na pewno nie rozpoczną się zgodnie z terminem. Miały ruszyć pod koniec marca, a wiemy już, że nie zostaną wznowione przed początkiem maja. Coraz więcej jest głosów, że cały sezon będzie stracony i liga nie ruszy w tym sezonie w ogóle. Inne rozwiązanie zakłada, że sezon wystartuje z opóźnieniem, będzie tylko jedna runda i obowiązywać będzie zasada, że nikt nie spadnie i nikt nie awansuje. Moim zdaniem to nie ma sensu, bo tylko ryzykujemy, a w zamian zagramy o nic. Idea sportu będzie w takiej sytuacji wypaczona, ale w grę wchodzą duże straty finansowe klubów z praw telewizyjnych, dlatego będzie nerwowo.

Rozważana jest także opcja, by zawiesić sezon do lata, a następnie zmienić system rozgrywek - przejść na jesień - wiosna, jak gra się w większości państw europejskich. To byłoby moim zdaniem najlepsze rozwiązanie. 

Czy wśród piłkarzy norweskich klubów są jakieś przypadki zakażonych?

 - Nie słyszałem o tym jeszcze. Ratuje nas to, że ligi nie ruszyły i rozgrywano tylko sparingi, zanim wszystko nie zostało wstrzymane. Aczkolwiek wiele klubów wyjechało na zgrupowania do Hiszpanii i teraz są w kwarantannie.