Jak koronawirus wpłynie na ekstraklasę? "To jest rzecz, której najbardziej się boimy. Jest tylko jedno rozwiązanie"

Jaka będzie ekstraklasa, gdy już wróci? Piłkarze pracują, by utrzymać szybkość i wytrzymałość, ale indywidualne treningi nie rekompensują wszystkiego. Niespodziewana, wymuszona przerwa w grze może doprowadzić do plagi kontuzji. - Sytuacja jest wyjątkowa. Trudno cokolwiek zaplanować - podkreślają trenerzy i fizjolodzy.

Koronawirus zatrzymał już niemal wszystkie europejskie ligi. Euro zostało więc przełożone na przyszły rok, żeby dało się dokończyć trwające sezony. Prezesi martwią się o straty finansowe, trenerzy o ubytki w formie piłkarzy. Tradycyjnych treningów nie mają już od tygodnia, od kilku dni trenują indywidualnie w domu, by kompletnie nie stracić formy. Ale takie treningi wszystkiego nie zrekompensują.

- Nie wiadomo, ile potrwa przerwa. W optymistycznym wariancie, po dwóch czy trzech tygodniach, te ubytki w formie nie byłoby drastyczne, biorąc pod uwagę realizowane plany indywidualne. Ale zakładamy, że przerwa potrwa co najmniej cztery tygodnie. A wtedy będzie to miało dość duży wpływ na obniżenie zdolności wysiłkowych piłkarzy, zwłaszcza cech wytrzymałościowych. Odpowiednio ułożony plan ma za zadanie je podtrzymywać - mówi Łukasz Bortnik, szef przygotowania fizycznego w Legii Warszawa. Jej zawodnicy w zeszłym tygodniu dostali od klubu rowerki stacjonarne i indywidualne rozpiski treningowe. W innych zespołach jest podobnie i klubowe siłownie świecą pustkami, bo co się dało, piłkarze wzięli do domów. Technologia pozwala trenerom kontrolować ich poziom zmęczenia.

Zobacz wideo 5 lat więzienia i prawie 700 tysięcy złotych grzywny z złamanie kwarantanny w Kuwejcie. Mowlik o sytuacji nad Zatoką Perską

Piłkarze wrócą wolniejsi i mniej wytrzymali?

- Wiadomo, że w domach zawodnicy są ograniczeni: mają rowerki i mogą wykonywać na nich pracę tlenową, ale warunki oraz angażowane grupy mięśniowe są inne niż na boisku. W tym przypadku niestety zasada specyficzności wysiłków nie obowiązuje. Wykonują też treningi siłowe, żeby nie stracić cech nerwowo-mięśniowych takich jak siła i szybkość - tłumaczy Bortnik.

Gdyby nie koronawirus, ekstraklasa byłaby właśnie w połowie rundy wiosennej. Zawodnicy najpewniej byliby teraz w najwyższej formie, budowanej w styczniu na obozach. Ale wszystkie plany ułożone przez trenerów, wzięły w łeb. Nowe trudno przygotować, bo nikt nie wie, kiedy będzie można wrócić do gry i jak często będą odbywały się wówczas mecze. Czy rzeczywiście można się obawiać, że piłkarze wrócą na boiska wolniejsi i mniej wytrzymali?

- Nie można wykluczyć, że piłkarze przez ten czas pewne aspekty, jak właśnie szybkość i wytrzymałość, nawet poprawią. Maksymalny pobór tlenu czy inne wskaźniki fizjologiczne da się nawet zwiększyć, biegając na bieżni w domu. Ale wysiłek boiskowy zdecydowanie się różni. W obu przypadkach angażowane są inne grupy mięśniowe, inne są rodzaje napięcia, inne jest podłoże, czy też sama biomechanika ruchu. Z fizjologicznego punktu widzenia jest to zupełnie inny wysiłek, inne obciążenie nie tylko mięśni, ale i całego organizmu. Natomiast, dla niektórych zawodników to dobry czas, żeby niektóre urazy wyleczyć czy dać przeciążonym mięśniom odpocząć i jeszcze dodatkowo je wzmocnić - mówi dr Krzysztof Mizera, fizjolog sportu. - Do tego dochodzi też kwestia mentalna, bo zawodnicy zostali wybici z pewnego cyklu przygotowań i trenują indywidualnie bez wiedzy, kiedy i czy w ogóle wrócą w tym sezonie do gry, a to ma związek z samą fizjologią, bo wpływa na hormony - dodaje. 

- Podtrzymać formę jest łatwiej niż ją zbudować, wystarczy 30-40 proc. pracy. Przez pierwsze trzy tygodnie nietrenowania piłkarze stracą może 3 proc. tego, co wcześniej zbudowali. Dopiero później zaczyna się regresja, więc wystarczy trochę poćwiczyć, pobiegać i da się formę utrzymać. Siła w nogach zostaje. Gorzej z tymi elementami typowo piłkarskimi, jak czucie piłki - mówi Piotr "Gatuno" Kurek, trener przygotowania motorycznego, z którym współpracuje kilku reprezentantów Polski.

Dzięki wymyślonej przez niego akcji każdy może ćwiczyć ze znanymi piłkarzami. Pomysł jest prosty: Piotr na swoim Instagramie "gatuno_be_strong" dwa razy dziennie - o 11 i 19 - prowadzi treningi na żywo. - Siłownie są zamknięte, więc sam mam teraz więcej czasu. I pomyślałem, żeby transmitować na żywo treningi z domu, żeby ludzie mogli się przyłączać. Nie spodziewałem się takiej skali. Myślałem, że będzie to oglądać 15-20 osób, a nie 300 czy 400. Podłączyli się pod to piłkarze: Janek Bednarek, Karol Linetty, Filip Jagiełło, Łukasz Zwoliński, jeszcze kilku piłkarzy z ekstraklasy, Benjamin Verbić z Dynama Kijów. Rozpromowali to. Jest trudny czas, ludzie siedzą w domach, a z nami mogą się zintegrować, rozruszać i potrenować - mówi. - Nie potrzeba sprzętu, wystarczą chęci. Przed treningami piszę, że szykujemy np. dwie pełne 1,5-litrowe butelki wody, jedną pustą i długie, grube skarpety. Nie każdy ma w domu hantle czy gumy, a chodzi o to, żeby każdy mógł z nami ćwiczyć - tłumaczy ideę akcji.

- Wszystko jest uzależnione od tego, kiedy wrócimy do rozgrywek i czy będziemy mieli jakikolwiek czas na fazę przejściową z tych treningów indywidualnych do wysiłku meczowego - uważa Bortnik.

"Ryzyko odniesienia kontuzji mięśniowych będzie naprawdę duże"

- Pewnie nie będziemy normalnie trenować przez kilka tygodni, więc sami się z kolegami zastanawiamy, jak to będzie wyglądać, gdy już rozgrywki będą wznowione. Pewnie pojawi się parcie na to, żeby grać jak najszybciej i dokończyć sezon. Będziemy wszyscy wchodzić z marszu na wysokie obroty, więc ciekawe jak będzie z kontuzjami. Jeśli upchniemy te mecze tak, że będzie tylko rozruch i mecz, znowu rozruch i znowu mecz, to boję się, że tych kontuzji będzie mnóstwo. Ktoś będzie musiał podjąć bardzo trudne decyzje – twierdzi Damian Zbozień, piłkarz Arki Gdynia.

- Rzeczywiście, jeśli szybko wrócimy do rozgrywek i ten okres adaptacji będzie bardzo krótki, to zawodnicy szybciej będą się męczyli, a grając co 3-4 dni ryzyko odniesienia kontuzji mięśniowych będzie naprawdę duże. To jest rzecz, której na tę chwilę najbardziej się obawiamy i z którą będziemy musieli się zmierzyć - mówi Bortnik. - Staramy się przygotować na to piłkarzy i jakoś ich uodpornić właśnie tymi indywidualnymi treningami. To jedyne rozwiązanie. Jesteśmy uzależnieni od zaleceń i rozporządzeń, nie możemy sami decydować, kiedy wrócimy do wspólnych treningów. Sporo jest spekulacji, w sztabie dużo rozmawiamy i sami czekamy na decyzję ekstraklasy, kiedy rozgrywki zostaną wznowione. Ale dzisiaj nikt nie jest w stanie tego przewidzieć.

- Sytuacja jest wyjątkowa. Zawsze planuje się, żeby szczyt formy był od początku rundy do samego końca. Nam się udało bardzo dobrze wejść w tę rundę. Drużyna osiągnęła bardzo dobrą dyspozycję fizyczną i piłkarską, dlatego szkoda nam po prostu, że stało się to, co się stało. Ale to oczywiście nie jest dzisiaj najważniejsze - przyznaje trener przygotowania fizycznego Legii.

Więcej o: