Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa martwi się o pieniądze z praw TV. TVP na razie nie płaci, Mioduski apeluje do "premiera polskiej piłki"

Gdyby Ekstraklasa poczekała z zawieszeniem ligi do piątkowej reakcji rządu, dużo łatwiej byłoby jej uzyskać ostatnią transzę z kontraktu telewizyjnego. Ale nie poczekała i teraz martwi się o pieniądze. - Byłoby niegospodarnością ze strony TVP, gdyby zapłaciła ustaloną sumę, mimo że mecze nie zostały rozegrane - mówi szef TVP Sport Marek Szkolnikowski w Kanale Sportowym.

Ekstraklasa według umowy z Canal+ i TVP miała przez dwa sezony - 2019/2020 i 2020/2021 - dostać w sumie prawie pół miliarda złotych. Kontrakt przewiduje jednak płacenie tylko za rozegrane i transmitowane mecze. Pieniądze, które dla wielu klubów są kwestią natury egzystencjalnej - oznaczają dla nich być albo nie być - wpływają w transzach. A ostatnia transza za ten sezon - mówi się o kwocie nawet 85 mln zł, choć w rzeczywistoście jest to mniej: ok. 70 mln - nie została jeszcze zapłacona. To miało stać się w czerwcu - po rozegraniu jeszcze 88 spotkań - ale nie wiadomo, czy się stanie, bo nie ma pewności, czy obecny sezon w ogóle zostanie dokończony.

Zobacz wideo Mistrzostwa Europy przełożone! Konsekwencje koronawirusa w sporcie

"Na pewno nikt nie zostawi nikogo na lodzie". Ale dla klubów to poważne kłopoty

W umowach z telewizją jest co prawda zapis, że w nadzwyczajnych sytuacjach, a taką jest epidemia, pieniądze zostaną wypłacone w całości. Tylko że tu pojawia się pewien problem, bo Ekstraklasa sama przerwała rozgrywki. Nie poczekała do piątku aż rząd wprowadzi ograniczenia. - Wtedy sytuacja byłaby klarowna, ale skoro sami przerwaliśmy sezon, telewizja, czyli przede wszystkim Canal+, ma prawo nie wypłacić w czerwcu ostatniej transzy. I pewnie tak zrobi - słyszymy z otoczenia Ekstraklasy.

- Nie komentujemy szczegółów naszych kontraktów biznesowych - mówi Piotr Kaniowski, rzecznik prasowy Canal+. Ale choć to Canal+ jest głównym nadawcą Ekstraklasy, kontrakt podpisany jest też z TVP, która w każdej kolejce pokazuje jedno spotkanie i też płaci lidze za to pieniądze. - Na pewno nikt nie zostawi nikogo na lodzie i nie powie klubom: koronawirus to jest wasz problem, radźcie sobie sami. Ale byłoby niegospodarnością ze strony TVP, gdyby zapłaciła ustaloną sumę, mimo że mecze nie zostały rozegrane. Sytuacja jest trudna i bezprecedensowa, dlatego na pewno czekają nas rozmowy. Z Ekstraklasą, ale także z platformą Canal+ - przyznał szef TVP Sport Marek Szkolnikowski na antenie Kanału Sportowego.

Dla wielu klubów brak pieniędzy z kontraktu oznacza poważne kłopoty. - Spodziewam się, że teraz każdy będzie dbał o swoje interesy, również nadawcy. Ale rozmawiamy o kwestiach egzystencjalnych, bo jak nie uda się dograć sezonu, to dla większości klubów może być to powód do składania wniosków o bankructwo - powiedział Dariusz Mioduski w niedzielnym "Cafe Futbol".

Prezes Legii zaapelował o współpracę. Także z PZPN. - Prezes Zbigniew Boniek jest dziś premierem polskiej piłki. I nie przerzucam odpowiedzialności, sam będę robił wszystko, co się da. Ale jest PZPN, z pokaźnym budżetem 300 mln złotych i prezes w ostatnich miesiącach będzie miał przed sobą ważne decyzje. Ważne będą kwestie licencyjne i co zrobić z kontraktami zawodników.

PZPN pomoże klubom w renegocjacji kontraktów?

Wiadomo, że kluby chciałyby prawa do renegocjacji kontraktów. Tak stało się w 2002 roku, kiedy Canal+ - motywując to ogólnoświatową recesją - o 40 procent zmniejszył opłatę za transmisję. Wtedy PZPN pozwolił na negocjacje z piłkarzami. Pojawiły się uchwały, na podstawie których były redukowane kontrakty zawodnicze. Teraz takich uchwał nie ma, ale "Gazeta Wyborcza" donosi, że PZPN ma pomysł, jak wesprzeć kluby w obecnej sytuacji.

W ciągu kilku tygodni związek chce powołać Piłkarski Sąd Polubowny, który zajmie się rozstrzyganiem sporów między klubami i piłkarzami, a więc renegocjacją kontraktów. W składzie PSP znajdą się przedstawiciele FIFPro [Międzynarodowa Federacja Piłkarzy Zawodowych], klubów Ekstraklasy, pierwszej i drugiej ligi (po siedmiu), PZPN-u i związków regionalnych. W sumie PSP ma liczyć 32 osoby, a jego decyzje mają być uznawane przez UEFA i FIFA. Co oznacza, że jeśli ten organ zgodzi się np. na obniżenie kontraktu, piłkarzowi pozostanie już tylko odwołanie do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie - czytamy w "Wyborczej".

Ekstraklasa zawieszona została do końca marca. Ale jest mało prawdopodobne, wręcz nierealne, by do tego czasu kryzys związany z pandemią koronawirusa został zażegnany. UEFA kupiła jednak ligom czas: przeniosła Euro 2020 na przyszły rok. Większość klubów ma nadzieję, że obecne rozgrywki uda się wznowić i zakończyć w maju lub w czerwcu. A jeśli nie wtedy, to może w lipcu albo później, ale to już będzie rodzić kolejne problemy. Bo spowoduje komplikacje wokół umów piłkarzy, które wygasają 30 czerwca.