Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Pomysł UEFA nie ma szans na realizację? "Walka z koronawirusem jeszcze potrwa"

- Jeśli spowolnimy sam proces zarażania, ale go nie zatrzymamy, to wirus będzie rozwijał się powoli - mówi Sport.pl dr hab. n. med. Ernest Kuchar. Pytany czy w maju lub czerwcu sportowcy będą mogli powrócić do normalnej rywalizacji kręci głową. - To bardzo optymistyczna prognoza - mówi i doradza jak trenować, by uniknąć choroby.

Dr hab. n. med. Ernest Kuchar kieruje Kliniką Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjno-Izolacyjnym na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Jest specjalistą od chorób zakaźnych i medycyny sportowej. Od 2018 r. jest prezesem Polskiego Towarzystwa Wakcynologii. 

Zobacz wideo Ekstraklasa a koronawirus:

Kacper Sosnowski: UEFA zaplanowała finał Ligi Mistrzów i Ligi Europy pod koniec czerwca. Chce by ligi wróciły do gry w kwietniu lub w maju. To optymistyczne czy realne plany?

Dr Ernest Kuchar: Zwalczenie koronawirusa do maja czy czerwca to bardzo optymistyczna prognoza, raczej myślenie życzeniowe. Epidemia ma charakter paraboli. Jest nagły wzrost zarażeń, a potem moment przesilenia i spadek. Gdybyśmy w żaden sposób chorobie nie przeciwdziałali, pewnie zaraziło by się 70, 80 proc. społeczeństwa. Zdecydowana większość by wyzdrowiała, dla kilku procent skończyłoby się to źle, a potem epidemia by samoistnie wygasła. To, że podejmujemy działania przerywające transmisję choroby, ma wpływ na to, że krzywa wznosząca postępuje wolniej, spłaszczamy ją. Liczba osób, które potencjalnie mogą się wirusem zarazić, jednak nie maleje. Jak skutecznie odizolujemy wszystkich chorych od zdrowych, to przerwiemy epidemię. Pod warunkiem, że z jakiejś strony nie przyjdzie nam nowy wirus. Jeśli spowolnimy sam proces zarażania, ale go nie zatrzymamy zupełnie, to wirus będzie się rozwijał tylko powoli. Zakażenia będą utrzymywać się dłużej.

Polska jest raczej na początku walki z koronawirusem.

- Uważam, że jesteśmy daleko od punktu przesilenia, codziennie chorych nam przybywa. Jeśli tak spojrzymy na tę sprawę, to nasza walka z koronawirusem przed czerwcem raczej się nie skończy. Dodajmy, że potem koronawirus może powrócić wczesną zimą. Epidemia grypy hiszpanki trwała 500 dni, a to było 100 lat temu, a nie w średniowieczu. To działa trochę jak ognisko. Pali się, póki jest paliwo.

W różnych krajach opanowanie choroby będzie następować w różnych momentach, co pewnie też utrudni międzynarodową rywalizację.

- Państwa postępują przy tej epidemii w różny sposób. W Szwecji i w Anglii uznano, że trzeba izolować osoby starsze i przewlekle chore, a reszta społeczeństwa jak się zarazi to pochoruje, wyzdrowieje i problem się szybciej rozwiąże. Ci, co przeszli chorobę już się na wirusa uodpornią. To prostsze działanie, mniej kosztowne, w tych krajach nie ma przecież wielkich obostrzeń. Nie wiem kto ma rację? Czas pokaże.

Co by pan radził polskim sportowcom? Trenowanie w domu na dłuższą metę może być trudne?

- Rywalizacja sportowa jest różna. Jeśli mówimy o kolarstwie górskim, to jakie ryzyko zakażenia ma kolarz wyruszający na trasę? Jedzie po dużym terenie. Odległości między zawodnikami są spore. On raczej nic nie ryzykuje. W sportach drużynowych ryzyko jest większe, ale przecież całą grupę zawodników też można przebadać. Lub potrzymać dwa tygodnie w odosobnieniu w kwarantannie i potem wysłać na mecz czy zawody. Jeśli przebadamy i przetrzymamy w kwarantannie także rywali, to mamy pewność, że podczas meczu nikt nikogo nie zarazi. Wszystko jest do zrobienia.

A kibice?

- Na stadionie odległość od zawodników jest na tyle duża, że nie ma raczej szans, by się od fanów czymś zarazili. Kibice oczywiście mogą przenosić wirusa między sobą, wiec to oni są w gorszej sytuacji.

Co poleca pan zawodnikom, którzy np. za dwa tygodnie zostaną wezwani na treningi?

- Uważam, że każdy z nich przez te dwa tygodnie powinien być w izolacji. Kto zachoruje i przechoruje, będzie trwale odporny, a przede wszystkim nie zarazi innych. Jeśli nikt nie przyjdzie na trening zainfekowany, to nie będzie się od kogo zarażać i wszyscy mogą spokojnie trenować. To są młodzi, zdrowi ludzie. W przypadku koronawirusa złych konsekwencji należy się spodziewać raczej u osób starszych i przewlekle chorych.

Czyli nie ma co tych sportowców nadmiernie straszyć?

- Sportowców dotyczą te same reguły, co każdego z nas. Trzeba unikać chorych, myć ręce, raczej się desocjalizować. Choć też zwrócę uwagę, że jeśli w Polsce jest nawet ponad 240 zarażonych to w 40-milionowym kraju, statystycznie spotkać kogoś takiego jest bardzo trudno. Kto przede wszystkim choruje na koronawirusa? Rodziny zainfekowanych i personel medyczny, który ich leczy. Oni mają bezpośredni kontakt z zakażonymi. Jak idziemy sobie chodnikiem i przejdziemy koło zakażonego, to zarazić się od niego będzie trudno. Musi upłynąć jakiś czas i być mała odległość, by wirus się przeniósł. Łatwiej to zrozumieć, gdy weźmiemy za przykład samolot, albo tramwaj. Jak usiądziemy w jednym rzędzie z chorym, to do tego zakażenia będą odpowiednie warunki. No, chyba że w tym tramwaju posiedzimy minutę. To znów będzie raczej za krótko. W chorobach zakaźnych jest jak przy truciznach. Jest potrzebna jakaś minimalna dawka czynnika zakaźnego, by coś się zadziało.

Sportowcy, którzy mają wytrenowane, mocne organizmy są odporniejsi na wirusa?

- Odporność to coś, co łatwo zepsuć, trudniej naprawić, a jeszcze trudniej podregulować. Jeśli ktoś śpi 6 godzin pewnie ma obniżoną odporność, ale jak ktoś śpi 12 godzin to ma ją większą? No nie. Jak ktoś jest niedożywiony, to ma mniejszą odporność, bo w organizmie są braki. Ale jak ktoś jest otyły to ma większą odporność? Życie tego nie potwierdza. Tej odporności towarzyszy takie życzeniowe myślenie. Liczby raczej pokazują, że ci co trenują zawodowo, częściej się zaziębiają. Coś kosztem czegoś. Wyczynowi sportowcy są podatni na infekcję bardziej niż inni. To czy ktoś zachoruje zależy jednak raczej od tego czy się ma od kogo zarazić i od stopnia ekspozycji na wirusa. Słaby i przemęczony nie zachoruje, jeśli nie będzie miał kto mu przekazać patogenu, czyli wracamy do tego o czym mówiliśmy na początku.

Podchodzi pan do tego spokojnie, naukowo, czy po prostu racjonalnie?

- Stres i życie w ciągłym lęku to coś bardzo złego. Na marginesie stres jest jednym z czynników, który obniża odporność, więc lepiej go unikać.