Kluby Championship gotowe na wojnę z Premier League. Stawką setki milionów funtów

Kluby Championship są gotowe na wojnę z Premier League, jeśli ta zdecyduje o zakończeniu sezonu bez spadkowiczów. Gra toczy się o blisko 200 milionów funtów dla jednego klubu, czyli o pieniądze, jakich nie ma w żadnej innej lidze w Europie.

To już pewne. Z powodu pandemii koronawirusa Euro 2020 zostało przełożone na lato przyszłego roku. UEFA podjęła jedyną słuszną decyzję, dając przy okazji klubom z całego kontynentu szansę na dokończenie zawieszonych rozgrywek ligowych. Co, jeśli tych jednak nie uda się dokończyć latem, mimo przesunięcia turnieju?

Zobacz wideo Ile klubów awansuje do ekstraklasy? PZPN wyjaśnia sprawę.

PZPN zdecydował, że w Polsce uznana zostanie tabela z ostatniej rozegranej kolejki. Nad podobnym rozwiązaniem zastanawiają się w Portugalii. Dyskusja na ten temat trwa też w Anglii, jednak tam szykuje się w związku z tym prawdziwa wojna. Tę gotowe są wypowiedzieć kluby Championship, jeśli Premier League zdecyduje o braku spadków i awansów w obecnych rozgrywkach. W żadnej z lig temat ten nie jest aż tak istotny, bo nigdzie też nie wiążą się z nim równie olbrzymie pieniądze.

Kluby Championship gotowe na wojnę z Premier League

- Premier League ma nadzieję, że trzytygodniowa przerwa pozwoli rozwiązać problem. Według mnie to jednak tylko marzenia. Piłka nożna w Anglii weszła w najgorszy moment od 75 lat. Wszystko wskazuje na to, że lig nie da się dokończyć. Co, jeśli tak się stanie? Jedyną rozsądną i słuszną decyzją byłoby uznanie sezonu za nieważny - napisała w rubryce w "The Sun" wiceprezes West Hamu United, Karren Brady.

- Jeżeli okaże się, że nie będziemy w stanie dokończyć sezonu, to w Premier League nie powinno być w tym roku spadków. To najbardziej rozsądna opcja i istnieje wobec niej pewna jednomyślność. Tytuł mistrzowski powinien zostać przyznany Liverpoolowi, a dyskusje powinny dotyczyć jedynie miejsc w europejskich pucharach. Czy należałoby przyznać je na podstawie obecnej tabeli, czy poprzedniego sezonu - wtórował Brady dyrektor sportowy Aston Villi, Jesus Garcia Pitarch.

Pomysłowi braku spadków i awansów mocno sprzeciwiły się kluby Championship, które, jak informuje "The Times", są gotowe iść na wojnę z Premier League. Leeds United, West Bromwich Albion, Fulham, Brentford, Nottingham Forest i Preston North End, czyli sześć czołowych klubów Championship w obecnym sezonie, odbyło w poniedziałek nadzwyczajne spotkanie. Kolejne, z udziałem wszystkich klubów ligi, zaplanowano na wtorek.

Kluby Championship chcą bezwzględnie dokończyć obecny sezon, nawet jeśli miałoby to wpłynąć na opóźnienie kolejnego. Chcą też utrzymania trzech awansów, które wywalczą dwie pierwsze drużyny z tabeli oraz zwycięzca play-offów między zespołami z miejsc 3-6.

Nikt nie chce słyszeć o innych rozwiązaniach. A te wciąż padają. Paul Barber, dyrektor wykonawczy Brighton & Hove Albion, zaproponował, by z Premier League nie spadł nikt, a w przyszłym sezonie w lidze zagrało nie 20, a 22 drużyny. Dwa dodatkowe miejsca miałyby zostać przyznane dwóm pierwszym zespołom obecnych rozgrywek Championship. Peter Ridsdale, doradca walczącego o play-offy Preston North End, nazwał tę propozycję "największym nonsensem, o jakim słyszał."

Według informacji "Timesa", jeśli Premier League podejmie decyzję inną niż stanowisko klubów Championship, te skierują sprawę do sądów, co może jeszcze bardziej opóźnić start kolejnego sezonu. - Na razie jest czas na wywieranie na nich odpowiedniej presji - portal cytuje prezesa jednego z największych klubów Championship.

Wydaje się, że na najwyższym poziomie zdają sobie sprawę z zagrożenia. - Mamy co najmniej sześć klubów, które będą biły się o utrzymanie. Mamy też około 12 drużyn, czyli połowę Championship, które zrobią wszystko, by awansować. W takiej sytuacji, przy formacie naszych rozgrywek, nie możemy po prostu uznać sezonu za nieważny - powiedziała jedna z osób zarządzających Premier League na łamach "The Athletic."

Walka o setki milionów funtów

Walka toczy się o wielkie pieniądze. Pozostanie w Premier League, warte jest dla klubów co najmniej 170 milionów funtów. To kwota, na którą składają się pieniądze z praw telewizyjnych oraz nagrody za osiągnięcia sportowe. Jak wygląda to przy spadku?

Chociaż kluby, które zlatują do Championship, przez trzy lata otrzymują tzw. poduszki finansowe (42 miliony funtów w pierwszym, 34 miliony w drugim i 16,6 miliona w trzecim roku), to przepaść ekonomiczna między ligami jest ogromna. Leeds United, które prowadzi obecnie w lidze, może liczyć na zarobek około 7 milionów funtów z praw telewizyjnych. Dla porównania Huddersfield, które w poprzednim sezonie zleciało do Championship, za sezon w Premier League otrzymało z tego tytułu niemal 100 milionów funtów.

Kolosalna różnica finansowa między ligami stanowi o funkcjonowaniu klubów. Ci, którym po spadku z Premier League nie uda się od razu wywalczyć awansu, stają się średniakami, najczęściej z problemami finansowymi. Tak jest w przypadku Stoke, które po spadku w 2018 roku, zakotwiczyło w środku tabeli Championship. Tak jest też w przypadku Sunderlandu, Portsmouth czy Boltonu, które jeszcze niedawno grały w Premier League, a dziś mają potężne problemy finansowe w League One (trzeci poziom rozgrywkowy).

To dlatego kluby, które spadają z najwyższego poziomu, bardzo często inwestują ogromne pieniądze we wzmocnienia i natychmiastowy powrót. To dlatego beniaminkowie Premier League po awansach wydają ogromne kwoty na transfery (minionego lata Aston Villa wydała aż 144,5 miliona funtów!). To dlatego też Championship nie chce słyszeć o utracie jednego miejsca premiowanego awansem. Finał play-offów ligi nazywany jest meczem o największe pieniądze na świecie. O ile różnice między finalistami Ligi Mistrzów wynoszą około 6 milionów funtów, o tyle różnica między klubami grającymi mecz o awans do Premier League to około 170 milionów. Jeden bierze wszystko, drugi zostaje z niczym.

O wpływie pieniędzy z Premier League na mniejsze kluby najlepiej świadczy przykład Bournemouth z sezonu 2017/18. W tamtych rozgrywkach 89 procent dochodów (119 milionów funtów) klubu pochodziło od telewizji. Aż 102 miliony funtów z tej kwoty przeznaczone było na płace dla zawodników oraz sztabu szkoleniowego. - Ewentualny spadek byłby dla Bournemouth trzęsieniem ziemi. Boję się nawet myśleć, jakie miałoby to skutki. Żadne "poduszki finansowe" nie byłyby w stanie tego zrekompensować. Pięć lat w Premier League mogłoby okazać się mordercze - mówi informator "The Athletic".

Koronawirus zabije mniejsze kluby w Anglii?

- Różnica między Premier League i Championship jest ogromna. Kluby często ryzykują wiele, inwestując pieniądze tylko po to, by awansować. Wielkie pieniądze zachęcają ich do takich samych zachowań jak u osób uzależnionych od hazardu. W żadnym innym kraju nie ma takich pieniędzy i rozwarstwienia. Ale tak jest też w przypadku League One i League Two, gdzie różnice też są spore - powiedział wykładowca z uniwersytetu w Liverpoolu, Kieran Maguire.

Dla klubów z trzeciego i czwartego poziomu rozgrywkowego w Anglii obecna sytuacja może nawet oznaczać koniec istnienia. I nie chodzi tu już o ewentualne spadki czy awanse, ale po prostu odwołanie meczów, które stanowią o ich funkcjonowaniu.

Mark Catlin, dyrektor wykonawczy Portsmouth, powiedział w zeszłym tygodniu, że utrata pieniędzy z odwołanych dni meczowych, może mieć katastroficzny wpływ na kluby z League One i League Two. Catlin podkreślał jak ważne dla nich będzie dokończenie sezonu i jednocześnie apelował, by z trudnych czasów wyciągnąć wnioski z funkcjonowania angielskich klubów. Te w większości albo ledwo wychodzą na zero, albo żyją na dużych kredytach, co w przypadku gorszego roku sportowego może okazać się początkiem ich końca.

Więcej o: