Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Koronawirus skompromitował Premier League. Wizerunek zburzony w jednej chwili

Władze Premier League jak orkiestra na Titanicu: chociaż futbol tonął, chciały grać do samego końca. Żadne to jednak bohaterstwo, a zwykła pazerność i tchórzostwo. Wszelkie instrumenty z rąk wytrąciło im dopiero zakażenie Mikela Artety, trenera Arsenalu.

Jeszcze w czwartek o 22:30 władze angielskiej ligi wydały oświadczenie, że w weekend mecze odbędą się planowo. Żadnego zamykania stadionów, odwoływania meczów, przejmowania się odseparowanym od reszty zespołu Benjaminem Mendym w Manchesterze City i trzema piłkarzami z objawami koronawirusa w Leicester. Bo same podejrzenia to za mało. Show must go on. Władze zareagowały dopiero godzinę później, po tym jak Arsenal oficjalnie poinformował o zakażeniu Mikela Artety. Błyskawicznie zwołano nadzwyczajne spotkanie na piątek rano. Po nim zaplanowane mecze zostały odwołane.

Zobacz wideo Koronawirus paraliżuje świat sportu. Zobacz wideo:

Chory łańcuszek

Serie A została zawieszona już kilka dni temu, La Liga w czwartek, podobnie jak dziesiątki słabszych europejskich lig, Ligue 1 w piątek rano. Kwarantannie poddani są piłkarze Chelsea, Evertonu, Realu Madryt, Juventusu, Interu, Sampdorii i Hannoveru 96. Wiemy też, że koronawirusem zarazili się już zawodnicy Manchesteru City (Benjamin Mendy) i Leicester (Brendan Rodgers mówi o trzech przypadkach), ale prawdopodobnie nie mieli kontaktu ze swoimi kolegami i zostali odseparowani od zespołów. Wobec tego wszystkiego i globalnej pandemii ogłoszonej przez Światową Organizację Zdrowia, komunikat Premier League o kontynuowaniu gry był absurdalny. Nieludzki. By grać i zarabiać pieniądze, władze ligi zlekceważyły nawet zalecenie premiera o zawieszeniu imprez masowych. Pozwoliły klubom grać przed kibicami, dopóki rząd, zamiast zalecać i sugerować, twardo nie rozkaże ich wyproszenia.

Dopiero potwierdzone zarażenie Mikela Artety wymusiło zmianę podejścia. Przypuszcza się, że trener Arsenalu zaraził się pod koniec lutego od Evangelosa Marinakisa, właściciela Olympiakosu Pireus, podczas spotkania w Lidze Europy. Grek wtedy jeszcze nie wiedział, że jest chory, ale już zarażał innych. Gdy zarażenie koronawirusem zostało u niego potwierdzone, zawodnicy i członkowie sztabu szkoleniowego Arsenalu zostali poddani częściowej kwarantannie. Ale wcześniej zdążyli jeszcze zagrać z Portsmouth i West Hamem United. Arteta podawał rękę trenerom obu zespołów, sędziom, zbijał piątki ze swoimi zawodnikami i przeciwnikami. Wyobrażamy sobie jeszcze, ile autografów rozdał przez ostatnie kilkanaście dni, do ilu zdjęć zapozował, z iloma osobami się spotkał, i tym trudniej nam zrozumieć, dlaczego władze Premier League chciały narażać kolejne osoby.

Naprawdę potrzebny był tak namacalny przykład? Przecież skoro w sobotę Arteta witał się z Davidem Moyesem, to on również może być zarażony. A władze chciały, by jak gdyby nigdy nic, w niedzielę Moyes spotkał się z Nuno Espirito Santo, trenerem Wolverhampton, który jeszcze w czwartek sam grał z Olympiakosem na tym samym stadionie, na którym prawdopodobnie zaraził się Arteta. Jego klub apelował do UEFA o odwołanie tego spotkania, ale europejska federacja przypomniała tylko jakie kary przewiduje, jeśli zespół nie stawi się na meczu. Za Wolverhamptonem w walce z Uefą wstawiła się sama Premier League. Problemem nie jest więc niedostrzeganie przez nią zagrożenia czy nietraktowanie go do końca serio. Po prostu, nie o jej kasę wtedy chodziło.

"Angielski futbol został poniżony"

Premier League od dawna żyje w bańce, ale zakładanie, że koronawirus się do niej nie wedrze, było naiwne i nieodpowiedzialne. Skoro w nocy z czwartku na piątek, Chelsea poinformowała o zarażeniu Calluma Hudsona-Odoia, znaczy to, że zaraz pojawią się kolejni chorzy piłkarze. Dalsze granie i bez tej wiadomości było pozbawione sensu, ale może władze po prostu potrzebowały pierwszego chorego piłkarza i trenera, by podjęciu decyzji o zawieszeniu rozgrywek towarzyszyła mniejsza presja? By lobby sponsorów nieco osłabło? Nie widzę innego wytłumaczenia dla tak długiego czekania. Wyszło jednak smutno i groteskowo. Budowany długimi miesiącami wizerunek postępowej ligi, czułej na rasizm, pamiętającej o poległych żołnierzach i osobach słabszych, będącej blisko piłkarzy w niej grających, otaczającej ich opieką, po tym pierwszym czwartkowym komunikacie o kontynuowaniu gry, legł w gruzach. - Angielski futbol został poniżony przytomnymi działaniami innych lig: od La Liga po NBA, żeby zakończyć grę bez względu na koszty, bo sprawy ludzkie są ważniejsze - oceniał "Times". - Władzom zabrakło przywództwa w reakcji na wybuch pandemii - podaje "Sportsmail” powołując się na źródła z klubów Premier League. - Kiedy władze klubów zadawały pytania przed nadchodzącymi meczami, napotkały "ścianę ciszy".

Dopiero w piątek władze Premier League, wezwane do odpowiedzi i przyparte do muru przez zarażenie Artety i Hudsona-Odoia, podjęły decyzję o zawieszeniu rozgrywek. Lepiej późno niż wcale. Ale niesmak i tak pozostał.