Michael Ballack, ostatni wielki kapitan

Albo się go kochało, albo nienawidziło. Lubił opowiadać o bywaniu w teatrze, ale na boisku rządziły nim czasem najgorsze emocje. Długo się wydawało, że nie ma niemieckiej kadry bez Michaela Ballacka. Joachim Loew udowodnił co innego. Ale dziś Ballacka wspomina się z sentymentem.
Zobacz wideo

15 maja 2010 roku. Pierwsza połowa finałowego spotkania Pucharu Anglii pomiędzy Chelsea i Porstmouth. 22-letni wówczas Kevin Prince Boateng w 35. minucie gry brutalnie fauluje Michaela Ballacka, odpłacając mu się za sytuację sprzed kilkudziesięciu sekund, podczas której niemiecki pomocnik próbował uderzyć go w twarz. Zwijający się z bólu zawodnik od razu zdaje sobie sprawę, że kontuzja po wejściu Boatenga nie będzie lekka. Nie mógł jednak wiedzieć, że będzie z gatunku tych, które kończą kariery wielkich sportowców. – Mam tak spuchniętą kostkę, że badania zrobimy dopiero za dwa dni – mówi tuż po meczu, czekając na wyrok, który ostatecznie brzmiał: koniec sezonu i marzeń o wyjeździe na mistrzostwa świata do RPA.

Po potwierdzeniu poważnej kontuzji Ballacka, fani reprezentacji Niemiec nazwali Boatenga, który sfaulował Niemca, "wrogiem publicznym numer jeden". Doszło do tego, że powstały nawet specjalne grupy i stowarzyszenia, takie jak "82 miliony przeciwko Boatengowi", czy "Anti-Boateng Group", a prawnicy zawodnika Chelsea rozważali możliwość złożenia pozwu do sądu. - To nie było tylko brutalne wejście w nogi przeciwnika. Wszystko było zaplanowane, a działanie Boatenga umyślne. Potwierdził to nawet jego ojciec, który publicznie przyznał, że jego syn miał porachunki z Ballackiem – mówił wówczas Michael Becker, adwokat kapitana reprezentacji Niemiec. Ostatecznie obyło się jednak bez sądu.

Orkiestra bez dyrygenta

- Oczywiście jestem bardzo zły, że nie zagram w RPA, ale w futbolu takie sytuacje się zdarzają – mówił Ballack w pierwszych wywiadach po tym, jak okazało się, że ominie go mundial. Emanował spokojem, bo był pewien, że na następną wielką imprezę i tak pojedzie jako jeden z liderów drużyny Joachima Loewa. Selekcjoner „Die Manschaft” plany miał jednak zupełnie inne. W jego kadrze miejsce było tylko dla młodych, którzy w Republice Południowej Afryki zaprezentowali się świetnie, ulegając dopiero w półfinale, w którym przegrali z późniejszymi mistrzami świata Hiszpanami.

- Mamy orkiestrę, która potrafi improwizować. Ballack to dyrygent, którego obecnie w kadrze nie potrzeba - mówił wówczas szczerze Franz Beckenbauer. Tak samo myślał później Loew, który już po mundialu otwarcie powiedział Ballackowi, że nie widzi dla niego miejsca w drużynie. - Jego kariera w reprezentacji dobiegła końca. Zaproponowałem mu godne pożegnanie, bo to piłkarz, który na coś takiego zasłużył.

Ale z szansy na godne pożegnanie Ballack korzystać nie zamierzał, bo czuł się przez Loewa upokorzony. Trudno, by było inaczej, skoro pechowo stracił imprezę, na której miał być gwiazdą, a później nikt mu tego nie zamierzał wynagradzać, w pewien sposób dobijając go jeszcze odebraniem opaski kapitana. Nadzieja w pomocniku tliła się jednak jeszcze aż do Euro w Polsce i na Ukrainie. Niedługo przed powołaniami Loew nadzieję jednak ostatecznie zabił. - Po kilku rozmowach telefonicznych z Michaelem, teraz przed mistrzostwami Europy, nadeszła pora podjąć jasną decyzję – przyznał niemiecki selekcjoner, który nie krył się z tym, że zdecydowanie bardziej ceni m.in. Bastiana Schweinsteigera, Samiego Khedirę i Toniego Kroosa.

Niemcy kolejny raz z rzędu zagrali na dużym turnieju bez Ballacka, i kolejny raz wyszło im to całkiem nieźle. Ponownie ulegli jednak w półfinale, tym razem nie dając rady Włochom, wypuszczając zwycięstwo z rąk jeszcze w pierwszej połowie starcia, po dwóch golach Mario Balotellego. Niemiecka kadra z rąk wypuszczała wówczas zwycięstwo, a Ballack poukładane życie. Po dwóch latach przesiedzianych na ławce rezerwowych Bayeru Leverkusen, których dyrektor Rudi Voeller mówił wprost, że sprowadzenie doświadczonego pomocnika było pomyłką. Kilka miesięcy wcześniej do problemów sportowych doszły natomiast problemy prywatne. Najpierw Christian Lell oskarżył go o romans z jego dziewczyną, która urodziła dziecko (podobno należące do Ballacka). Później zawodnik rozstał się z żoną, która przeprowadziła się do Monachium wraz z trójką ich dzieci.

Ostatni wielki kapitan

Pomijając napięte stosunki z Loewem i problemy rodzinne należy jednak podkreślić, że Ballack to piłkarz wybitny. Jeden z najlepszych w historii niemieckiego futbolu. Dla „Die Mannschaft” rozegrał 98 spotkań z czego 49 z opaską kapitana. Strzelił 42 gole. Reprezentował barwy Chemnitzer (którego jest wychowankiem), FC Kaiserslautern i przede wszystkich Bayeru Leverkusen (155 spotkań, 42 gole), Bayernu Monachium (157 spotkań, 62 gole) i Chelsea (167 spotkań, 25 goli). Kiedy oficjalnie kończył karierę, kibice żegnali go z wielkim sentymentem. Nazywano go ostatnim wielkim kapitanem. W niemieckim futbolu długo obowiązywał mit takiego dominującego kapitana. Dopiero Joachim Loew uznał, że opaski nie musi nosić „Der Chef”, kapitanem może być też cichy lider w typie Lahma.

Ballack był piłkarzem jedynym w swoim rodzaju. Jednego dnia potrafił pozować na człowieka obytego w świecie, chodzącego regularnie do londyńskich teatrów, by następnego ostro zaatakować rywala, czy próbować uderzyć go w twarz. W swojej karierze miał jednak przede wszystkim ogromnego pecha, nie tylko do kontuzji, jak ta sprzed mundialu w 2010 roku, ale także do najważniejszych spotkań.

W 2002 roku z Bayerem Leverkusen przegrał finał Ligi Mistrzów, w którym lepszy okazał się Real Madryt. W tym samym roku, ale kilka tygodni później musiał uznać wyższość Brazylijczyków, którzy pokonali jego reprezentację w finale mistrzostw świata w Korei i Japonii. Na Euro 2004 był częścią klęski niemieckiej kadry, a dwa lata później musiał znieść porażkę w półfinale MŚ z Włochami. W dodatku przegrał finał Euro 2008 z Hiszpanią, a w klubowym futbolu zdążył także po raz kolejny być jedynie członkiem "tych drugich", kiedy w finale Ligi Mistrzów Chelsea przegrała z Manchesterem United.

Ballack połączył więc wszystko – kontrowersyjność, wielkość, wybitność, ale także zwykłą ludzką słabość. Nie zawsze budził sympatię. Ale jest wspominany z szacunkiem.

Więcej o: