Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zawiódł cały zespół. Najbardziej przegrał ten, po którym najwięcej się spodziewaliśmy - Lewandowski. Godlewski dla Football Live #24

Na razie byliśmy świadkami jedynie słodkiego buziaka Roberta Lewandowskiego z żoną. Na spektakularne akcje na boisku wciąż czekamy, ale czy się w Rosji doczekamy? - zastanawia się w rozmowie z Football Live Adam Godlewski, publicysta dziennika "Sport"

Emocje po meczu z Senegalem już opadły, ale szok – pozostał. Gol Grzegorza Krychowiaka nie otarł łez po fatalnym występie, w którym biało-czerwoni byli w stanie oddać jedynie cztery celne strzały na bramkę przeciwnika. Zawiódł cały zespół, ale najbardziej przegrał ten, po którym najwięcej się spodziewaliśmy – Robert Lewandowski.

Kapitan reprezentacji Polski chodzi – używając pięściarskiego slangu – w zupełnie innej wadze niż pozostali kadrowicze Adama Nawałki, i to przede wszystkim dla Roberta rosyjskim mundial miał być walką o miejsce w historii. To znaczy o jeszcze wyższe miejsce w historii, z racji strzeleckich rekordów i osiągnięć zapisał się już przecież na trwałe w annałach polskiego futbolu. Tyle że ta uwaga nie dotyczy największych turniejów, bo w finałach Euro, w których dotąd występował spisywał się słabo. Debiutancki mundial miał być zatem wisienką na torcie, która rozstrzygnie nurtującą kibiców wątpliwość – kto lepszym piłkarzem był: Lewandowski czy może jednak Zbigniew Boniek. I po udanych spotkaniach towarzyskich z Chile i Litwą wydawało się, że RL9 wreszcie będzie w stanie przełamać turniejową niemoc. Niestety, w meczu z Senegalem zagrał jak zwykle na poważnych imprezach, to znaczy nijako i nieskutecznie. Przeprowadził właściwie tylko jedną godną odnotowania akcję, na początku drugiej połowy, kiedy wypracował sobie rzut wolny i uderzył precyzyjnie nad murem, niekonwencjonalnie, w swoim stylu. Zbyt lekko jednak, żeby zaskoczyć senegalskiego golkipera.

Pewnie, to partnerzy – być może także przez dobór złej taktyki przez selekcjonera – nie dostarczali Robertowi piłek, dlatego – zwłaszcza w pierwszej części spotkania – częściej można było Lewego zobaczyć operującego na pozycji numer osiem, a nawet głębiej, niż na szpicy; gdzie i tak zresztą notował pusty przebieg. Napastnik żyje z podań, a kiedy kapitan biało-czerwonych ich nie dostaje, sfrustrowany cofa się szukając gry. Do tego zdążył przyzwyczaić kibiców, tyle że podczas selekcjonerskich kadencji Franciszka Smudy i Waldemara Fornalika, a nie Adama Nawałki. Przy Nawałce miał na mistrzostwach świata strzelać niczym z armaty i najmocniej przyczynić się do rozegrania czwartego, a najlepiej piątego meczu w turnieju przez biało-czerwonych. Bo taki wynik w znacznie trwalszy sposób udokumentowałby siłę obecnej generacji niż wysoki ranking FIFA, który obecnemu selekcjonerowi – zapewne przy pomocy władz PZPN – udało się przechytrzyć. Na razie jednak byliśmy świadkami jedynie słodkiego buziaka Roberta z żoną, którym pożywiły się – na chwilę – plotkarskie portale. Na spektakularne akcje na boisku wciąż czekamy, ale czy się w Rosji doczekamy – pewności w tym momencie nie ma. A nawet nadzieje są o wiele mniejsze, niż przed rozpoczęciem mundialu – uważa Godlewski, publicysta dziennika „Sport”.