Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Na MŚ zagrali już wszyscy potencjalni przeciwnicy reprezentacji Polski w 1/8 i 1/4 finału. Nikt nie olśnił. Godlewski dla Football Live #23

- Anglicy mieli pokazać się z zupełnie innej strony, Belgowie
wygrali, ale nikt nie olśnił. Polscy kibice mogą snuć nadzieje na
naprawdę wysoki lot Orłów Nawałki w Rosji - mówi Football Live
Adam Godlewski, publicysta dziennika "Sport".

Na mundialu w Rosji zagrali już wszyscy potencjalni przeciwnicy reprezentacji Polski w 1/8 i 1/4 finału. Mimo że Belgowie wygrali z Panamą aż 3:0, nikt nie olśnił. Dopóki więc biało-czerwoni nie wybiegną na murawę – oczywiście przynajmniej do tego momentu –
polscy kibice mogą snuć nadzieje na naprawdę wysoki lot Orłów Nawałki w Rosji. O ile oczywiście będą w takiej formie, jakiej się spodziewamy, czyli jeszcze lepszej niż podczas Euro 2016 we Francji. Pierwsza weryfikacja – już dziś, jeszcze przed wieczorem.

Anglicy mieli pokazać się z zupełnie innej strony niż dwa lata temu we Francji, tymczasem – mimo gigantycznych pieniędzy generowanych przez Premier League – po meczu z Tunezją trudno oceniać, że zrobili jakikolwiek postęp pod kierunkiem Garetha
Southgate’a. Dalej grają topornie i nienowocześnie, częściej na tak zwaną aferę niż w sposób wyuczony budując akcje. Mają tak naprawdę jednego zawodnika klasy światowej, który wczoraj uratował im skóry – Harry’ego Kane’a. Napastnik Tottenhamu zapewnił wygraną Brytyjczykom przy naprawdę niewielkim wsparciu partnerów. Na Tunezją, a i to w ostatniej chwili, to wystarczyło. Na Belgię – z pewnością będzie za mało.

Belgowie mają więcej artystów, więc trzeba stawiać tezę, że w pierwszej połowie starcia z Panamczykami przegrali ze stresem. Kiedy już nerwy udało się nieco opanować, Eden Hazard, Dries Mertens, Kevin De Bruyne i Romelu Lukaku zrobili swoje. To w
komplecie fantastycznie wyszkoleni piłkarze, flesz ich umiejętności wystarczył do pokonania Panamy w sposób bezdyskusyjny, choć cały zespół Roberto Martineza nie przypominał jeszcze dobrze naoliwionego automatu. To jeszcze nie były te Czerwone Diabły, na których eksplozję od mistrzostw Europy czekają eksperci. Potencjał
mają ogromny, ale aby zagrać na jego miarę muszą się rozpędzić jeszcze mocniej niż we wczorajszym spotkaniu.

Gdyby sugerować się tylko inauguracyjnymi występami, to i tak na trudniejszą przeprawę biało-czerwoni musieliby szykować się w 1/8 niż w kolejnej fazie turnieju; potem byłoby już bowiem z górki. Patrząc bowiem na zupełny brak formy Niemców – w ich ekipę wkradła się wielka panika i w izolacji od świata szukają przyczyn tego, że nikt właściwie nie odpalił w spotkaniu z Meksykiem – i apatię w działaniach destrukcyjnych Brazylijczyków, to nie są zespoły, a tak wydawało się przed startem turnieju w Rosji, będące poza zasięgiem biało-czerwonych.

Pomarzyć – oczywiście dobra rzecz. Przestrzegam jednak przed wyciąganiem zbyt daleko idących wniosków po pierwszych występach kogokolwiek, również naszej drużyny. Łukasz Piszczek mówił mi w Arłamowie, że trzeba być przygotowanym na różne scenariusze w spotkaniu z Senegalem. Bo nawet ewentualna porażka nie przekreśla jeszcze szans biało-czerwonych na wyjście z grupy, a mecze w dwóch następnych seriach są punktowane identycznie jak w pierwszej – do zgarnięcia są po trzy punkty. Zatem kibicujmy dziś sercem, ale potem – niezależnie od wyniku – nie wyłączajmy rozsądku. Mecze kontrolne zasygnalizowały wyższą formę naszej
drużyny niż biało-czerwoni zdołali wypracować w analogicznym momencie przygotowań przed Euro 2016. A na ile to wystarczy – po prostu się przekonamy – twierdzi Godlewski, publicysta dziennika "Sport".