Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zamiast hejtować, postarajmy się uczciwie popatrzeć na drogę, którą przeszedł Brzęczek. Godlewski dla Football LIVE #7

-Jerzy Brzęczek spisał się na tyle dobrze w roli szkoleniowca rewelacyjnej Wisły Płock, że zapracował na znalezienie się na liście życzeń najpierw Lecha Poznań, a później mistrzowskiej Legii. Na sukcesy w roli szkoleniowca ma jeszcze czas - mówi Football LIVE Adam Godlewski, publicysta dziennika "Sport".

Najgorętszym nazwiskiem na trenerskiej karuzeli w Polsce jest od zakończenia sezonu to należącego do Jerzego Brzęczka. Trener Wisły Płock spisał się na tyle dobrze w roli szkoleniowca rewelacyjnej w poprzednich rozgrywkach Wisły Płock, że zapracował na znalezienie się na liście życzeń najpierw Lecha Poznań, a później mistrzowskiej Legii. Nafciarze wydali już oświadczenie, z którego wynika, że będą bronić niedawno przedłużonego kontraktu srebrnego medalisty olimpijskiego igrzysk w Barcelonie w 1992 roku niczym niepodległości, tymczasem stołeczni kibice zaczęli mocno… hejtować Brzęczka. Że nie ma na koncie trenerskich sukcesów, i ogólnie kiepski bilans, a nawet – że trudno dopatrzeć się walorów, które usprawiedliwiałyby zainteresowanie się Dariusza Mioduskiego właśnie szkoleniowcem Wisły.

Osobiście, jestem zwolennikiem dłuższej niż tylko tymczasowa kadencji Deana Klafuricia przy Łazienkowskiej, Chorwat doskonale poradził sobie bowiem w roli strażaka, i choć stylem gry Legii nikogo nie powalił na kolana, zaimponował bilansem. Siedem wygranych i remis w ośmiu meczach nie mogły przecież wziąć się z przypadku, a zaprocentowały dubletem. Co jednak nie zmienia faktu, że doświadczenie ma wciąż mniejsze od Brzęczka, którego wszyscy powinniśmy doceniać i promować, nie zaś dołować. O tym, że Jurek był kapitanem srebrnych olimpijczyków i grał w seniorskiej reprezentacji Polski nikomu nie trzeba przypominać. Już jednak o tym, że jako 19-latek dostał w Olimpii Poznań kapitańską opaskę od trenera Huberta Kostki pamięta niewiele osób. Młokos miał bowiem taką charyzmę, że szanowali go nawet ponad trzydziestoletni ligowi wyjadacze. We wspomnianej kadrze olimpijskiej był postacią numer dwa, zaraz po Januszu Wójciku, rządził na boisku, ale też w szatni. I to w sposób nieznoszący sprzeciwu. Podobnie było później na przykład w GKS Katowice, choć do klubu wszechwładnego wówczas Mariana Magnata Dziurowicza wpadł tylko na chwilę, i był jednym z najmłodszych zawodników. Konkluzja nie może być zatem inna niż taka, że ma naturalne – a nawet wrodzone – predyspozycje przywódcze. Na tyle duże, że nawet z szatnią Legii poradziłby sobie w sposób lekki, łatwy i przyjemny.

  Jako trener – jest natomiast bardziej wytworem szkoły austriackiej niż polskiej, tam kończył podstawowe kursy, tam podpatrywał – i robił notatki – style pracy i warsztat Kurta Jary czy Dietmara Constantiniego. A przede wszystkim – Joachima Loewa, który z tak wielkim powodzeniem prowadzi od lat reprezentację Niemiec. Owszem, Brzęczek przyznaje się, że bardzo dużo zaczerpnął od Kostki, a także Andrzeja Strejlaua, ale przecież obaj ci nasi szkoleniowcy dorobku wstydzić się także nie muszą. Zatem zamiast hejtować, postarajmy się uczciwie popatrzeć na drogę, którą przeszedł Brzęczek i na jego piłkarską filozofię. A na sukcesy w roli szkoleniowca ma jeszcze czas, skoro bowiem nie doszedł  jeszcze do 50-tki jest – jak twierdzi Mioduski – jeszcze młodym trenerem. Zwłaszcza że naprawdę długo zawodowo grał w piłkę i późno zaczął nowy etap w życiu – podsumował Godlewski, publicysta dziennika „Sport”.

  


Skomentuj:
Zamiast hejtować, postarajmy się uczciwie popatrzeć na drogę, którą przeszedł Brzęczek. Godlewski dla Football LIVE #7
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX