Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Mam nadzieję, że wszyscy umrzecie przez koronawirusa". Po burzy w Szwecji nikt już nie gra

Kilkanaście milionów postawione na sparingi amatorów. Ogólnoświatowa transmisja meczu szóstej ligi. Telefony z pogróżkami do zawodników i gasnące na hali światło. Do tego masowo odwoływane spotkania. Gdy z powodu koronawirusa niemal cały sport stanął, oczy obstawiających zwróciły się na tych, co w piłkę chcieli grać. Szwedzi długo w swym postanowieniu jednak nie wytrwali.

Wszystko zaczęło się w ostatni weekend marca. Towarzyski mecz na sobotę rano zaplanowała Burea IF. Rywalem było Medle SK. W normalnej rzeczywistości o tych dwóch klubach z szóstej ligi przeciętny kibic piłkarski w Europie prawdopodobnie nigdy by się nie dowiedział.

Tyle że rzeczywistość nie jest normalna. Sport na świecie stanął niemal kompletnie. W Europie gra się tylko na Białorusi. W Szwecji start wyższych lig przełożono - wydarzenia sportowego można organizować, ale tylko do 50 osób. Od początku chciały korzystać na tym mniejsze kluby, starając się normalnie przygotowywać do sezonu. Prawdopodobnie nie zdawały sobie sprawy, że zyskają światowy rozgłos i narobią sobie sporo kłopotów.

Zobacz wideo "Jeśli kluby mają długi, to znaczy, że przepłacają piłkarzy"

"Przy naszym poziomie to jakieś totalnie chore sumy"

Po 30 minutach meczu pomiędzy Bureą i Medle suma zakładów na sparing amatorów wynosiła około 100 tys. złotych. Okazało się, że do swej skąpej oferty przed 9:30 rano dorzuciło go kilka firm. Potem - według informacji z portali społecznościowych podawanych przez tamtejsze media - ktoś zdecydował się wnieść na ten mecz pojedynczy zakład wynoszący pięć tys. dolarów (około 20 tys. złotych).

- Przy naszym poziomie to jakieś totalnie chore sumy - przyznał później piłkarz Medle Johannes Envall. Dziennikarze "Expressen" dopytywali, czy zawodnicy podczas gry zdawali sobie sprawę, że sparing cieszył się taką popularnością.

- Przed meczem doszło do nas, że spotkanie pojawiło się w ofercie bukmacherów. Ktoś nawet zauważył, że kurs na nas spada. Dopiero po spotkaniu za sprawą Twittera zdaliśmy sobie jednak sprawę, jak szeroki był odbiór tego sparingu - komentował piłkarz. Jeszcze wtedy niespecjalnie zdawał sobie sprawę z zagrożeń nagłego zainteresowania grą na peryferiach futbolu. - Epidemia minie, rozpocznie się normalna piłka, a my uśmiechniemy się na myśl o naszych pięciu minutach sławy - żartował Envall.

Prawdopodobnie nie wiedział jeszcze, że kilka dni wcześniej z powodu zakładów bukmacherskich zdecydowano się odwołać w Szwecji sparing dwóch innych drużyn, a spore problemy czekały też innych.

"Witam, co pan sądzi o składzie Eskilstuny?"

Informacja o pierwszym odwołanym sparingu nie była zresztą w Szwecji szeroko komentowana. Telewizja SVT, która ją podała, nie poinformowała nawet, o który mecz chodziło. Zakomunikowano tylko, że miały zagrać drużyny z szóstej ligi i "istniało ryzyko ustawienia spotkania przez włączenie go do ofert zakładów bukmacherskich". Telewizja zamieściła w swoim materiale informacje o pięciokrotnym wzroście zainteresowania spotkaniami krajowych niższych lig przez klientów zakładów online oraz o monitorowaniu sytuacji przez służby, które się ustawianiem wydarzeń sportowych i zakładami zajmują.

Tyle że problem narastał. Kilka dni później przedstawiciele siódmoligowej Eskilstuny FC oraz ósmoligowej Nashulta GoIF poinformowali, że też musieli zrezygnować ze wspólnego sparingu. Okoliczności meczu stawały się uciążliwie.

- Przez cały dzień do naszych pracowników czy nawet piłkarzy dzwonili ludzie - opisywał prezes Eskilstuny, Bengin Ozeran, w rozmowie z Fotbollskanalen. - Kontaktowali się z nami za pomocą mediów społecznościowych. To były osoby z całego świata. Jedni pisali "mamy nadzieję, że przegracie", inny życzyli nam powodzenia. Ponad sto osób w ciągu godziny. Totalny chaos. To nie był zbyt wesoły dzień - relacjonował Ozeran.

- Odwołaliśmy sparing z obawy o bezpieczeństwo naszych graczy. Ci ludzie dodzwonili się nawet do trenera zespołu, z którym rywalizujemy w lidze i wypytywali, jak się spisujemy. Kontaktowali się z naszymi byłymi zawodnikami, by zapytać ich o naszą podstawową jedenastkę. To było chore - dodawał. Niektórzy z dzwoniących dla uwiarygodnienia podawali się za dziennikarzy, inni nie owijali w bawełnę. Chcieli zdobyć cenne informacje dotyczące formy obu ekip, by mecz obstawić po "wnikliwej" analizie.

Drużyny skontaktowały się ze Szwedzkim Związkiem Piłki Nożnej i wspólnie podjęto decyzję, by zrezygnować z meczu, na który kursy oferowała wówczas tylko jedna bukmacherska firma. Inna ekipa z Eskilstuny miała dużo gorzej.

"Mam nadzieję, że wszyscy umrzecie przez koronawirusa"

Chodzi o AC Primaverę, która występuje na szóstym poziomie rozgrywkowym. Jej akurat udało się rozegrać mecz z BK Sport (siódma liga). Choć nie będzie to miło zapamiętane spotkanie. Zupełnie nie dlatego, że Primavera przegrała 0:1. Głównie przez media społecznościowe do klubu zaczęły docierać wulgarne wiadomości i pogróżki, np.: "Pie*****ni ustawiacze, mam nadzieję, że wszyscy umrzecie na koronawirusa"

Po tym jak zespół przegrał kolejny mecz - tym razem z piątoligowcem - wiadomości było jeszcze więcej: "Jesteście śmieciami", "Zabijcie się" - brzmiały niektóre z nich.

- Rozumiałem, że chodziło o obstawianie tych meczów, ale myślałem, że to nie jest aż tak poważne - mówił prezes Primavery Daniel Karlsson w rozmowie z "Expressen". Jaką skalę osiągnęła na przełomie marca i kwietnia gra na szwedzkich amatorów, uzmysłowiły kolejne wydarzenia i liczby.

Jak przeanalizował państwowy kanał szwedzkiego radia (Sverige Radio), sparing pomiędzy Sandsbro AIK (7. liga) i Ingelstads IK (6. liga) był dostępny u 31 bukmacherów na świecie. Oszacowano, że w zakładach mogło na niego zostać postawionych ponad 10 milionów koron, czyli ponad cztery mln złotych. A szał na amatorów ze Szwecji dopiero się zaczynał.

Byttorps IF vs Sodra Ving. "Prawie jak LM"

Najwięksi bukmacherzy zaczęli rozpisywać się o małych szwedzkich klubach, analizować ich niedawne wyniki, zamieszczać dodatkowe informacje opisy miast i wiosek. Szwedzi, czytając te mini artykuły, zastanawiali się, czy aby na pewno chodzi o te drużyny, bo część informacji nieco mijała się z prawdą. W czasach koronawirusa dla bukmacherów znacznie ważniejsze niż Real Madryt i Juventus zrobiły się Byttorps IF oraz Sodra Ving. Zresztą na półtorej godziny przed tym sparingiem Betfair miał już w zakładach kupony na pół miliona koron (około 200 tys. złotych), bet365 oferował natomiast dla swych użytkowników transmisję ze sparingowego kopania na szóstoligowym poziomie.

Start meczu zaplanowano na 20:30. "No prawie jak Liga Mistrzów" - ktoś śmiał się w komentarzach. W ten sposób oczy z całego świata zwrócone były na miasto Boras, zresztą alternatywy nie było. Choć tego wieczoru odbywało się też jedno spotkanie na Białorusi. Eksperci z Footballprediction.com nie mieli wątpliwości: "Biorąc pod uwagę potencjał ataku Sodry czeka nas prawdziwy festiwal goli" - opisywali. Emocji dodawał fakt, że Byttorps na ławce rezerwowych miał tylko trzech zawodników, rywale pięciu.

Zainteresowanie się nakręcało, choć do pewnego momentu. Po ponad pół godzinie spotkania zakłady nagle zniknęły z oferty Bet365 i Betfair. Dlaczego? Nie wiadomo. Starcie jest bardzo emocjonujące. Z 1:1 po przerwie szybko robi się 1:2, w dodatku w polu karnym pada zawodnik gości. Sędzia nie gwiżdże. Gospodarze po jednej z kolejnych akcji za to remisują. Idą za ciosem, wychodzą na prowadzenie. Przy 3:2 kilkunastu fanów na trybunach krzyczy ze szczęścia, a na hali gaśnie światło, tylko na chwilę.

- Może powinniśmy byli anulować ten mecz? - zastanawiał się potem w rozmowie z "Expressen" Alexander Jonsson Ekstrom, trener zwycięskiego Byttorps IF. - Gdyby jakiemuś naszemu młodemu graczowi ktoś zaoferował nawet 50 tys. koron (20 tys. złotych) to byłyby dla niego olbrzymie pieniądze. A gdyby do tego ktoś jeszcze mu czymś groził. To wszystko mogłoby być okropne - komentował po czasie.

Według Dana Korhonena szefa regulatora tamtejszego rynku gier Svenska Spel sam mecz w Boras mógł wygenerować aż 37 milionów koron (15,5 mln złotych). Korhonen poinformował, że wydarzenie było dostępne aż u 93 firm bukmacherskich na świecie. Potem zasugerował, że według niepotwierdzonych informacji zawierać zakłady na nie można było nawet u 190 bukmacherów! 17 kwietnia w Szwecji miały wrócić rozgrywki w niższych ligach.

Piłka nożna miała wrócić, ale wycofano się z tego pomysłu

Sztokholmski Związek Piłki Nożnej po konsultacji z Ministerstwem Zdrowia oznajmił, że będą mogli grać piłkarze z dywizji 4-7 u mężczyzn. To szósty, siódmy, ósmy i dziewiąty poziom rozgrywkowy w kraju. W regionie miały też grać panie toczące boje w ligach od trzeciej do piątej. Dzień przed zapowiadanym terminem wycofano się jednak z tego pomysłu. Oficjalnie na prośbę ministerstwa zdrowia, które podtrzymało tylko zalecenia dla treningów dzieci. Amatorzy na walkę o punkty mają czekać co najmniej do 6 maja. Teraz w Szwecji nie gra zatem nikt. Problem zakładów bukmacherskich i możliwych manipulacji przy meczach został zatem odsunięty.

Przeczytaj też: