Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Gwiazdy Serie A w przerwie meczu zostały zapakowane do radiowozów. Gazeta pisała: "Milan skończony", ale nikt nie został skazany

Najpierw był czarny totek, a później czarna niedziela. Tak dwóch biznesmenów i kilkudziesięciu nieuczciwych piłkarzy zapisało wstydliwą kartę w historii włoskiego futbolu. Z totonero, czyli nielegalnymi zakładami bukmacherskimi, wiąże się jeden z największych korupcyjnych skandali w piłkarskim świecie.

"Tydzień z..." to nowy cykl na Sport.pl, w którym codziennie, przez siedem dni publikujemy artykuły dotykające wspólnego tematu. Od 6 do 12 kwietnia piszemy o największych oszustwach w historii sportu. 

Niedziela, 23 marca 1980 roku. Sędziowie kończą pierwsze połowy w równolegle rozgrywanych meczach Serie A. Zawodnicy schodzą do szatni, a na stadiony wjeżdżają policyjne wozy. Piłkarze Milanu - Ricky Albertosi i Giorgio Morini - zostają zatrzymani w szatni. Prezes Felice Colombo w siedzibie klubu. Kapitan Palermo Guido Magherini ogląda mecz z trybun i tam zostaje zakuty. W Rzymie piłkarzom Lazio - Bruno Giordano i Pino Wilsonowi - śledczy pozwalają jeszcze wziąć prysznic i dopiero zakładają kajdanki. Z trybun zgarniają obrońcę Lionello Manfredonię. Zatrzymany zostaje też Stefano Pellegrini z Avellino. Szokuje aresztowanie Paolo Rossiego, złotego chłopca włoskiej piłki. Łącznie z sześciu stadionów policja wywozi dziesięciu piłkarzy i prezesa. Wszystko relacjonuje telewizja RAI w sztandarowym programie "90 minut". Pozostałe stacje naprędce przeprowadzają wydania specjalne programów informacyjnych. Następnego dnia o aferze korupcyjnej piszą wszystkie dzienniki w kraju. Kibice nie dyskutują o niczym innym. Miłość do calcio jest na poważnym zakręcie. Bo jak oni wszyscy mogli tak perfidnie oszukiwać?

Restauracja przynosząca szczęście 

Namówili ich dwaj niepozorni biznesmeni z Rzymu. Massimo Cruciani handlował warzywami i owocami, był fanatykiem Romy. Alvaro Trinca robił u niego zakupy, bo prowadził restaurację La Lampara, w której chętnie stołowali się piłkarze Lazio. Zachęcał ich prezes, który uważał, że to przynosi szczęście, bo zawsze po kolacji u Trinki następnego dnia wygrywali. W grudniu 1979 roku, obaj panowie zaczęli pojawiać się na meczach w całym kraju. Daleko im było do zwykłych kibiców. Wśród piłkarzy mieli przyjaciół, niekiedy znajomych, czasem tylko znajomych znajomych. Spotykali się z nimi, rozmawiali. Zaczęli od Palermo, później odwiedzili Avellino i Bolonię. Obstawiali u nielegalnych bukmacherów.

A trzeba pamiętać, że Włosi kochają się zakładać. Między 1948 a 1998 rokiem wypełnili około 50 miliardów kuponów. Do lat 90. wszystkie gry hazardowe związane z piłką nożną obracały się wokół Totocalcio. Na kuponie obstawiało się trzynaście spotkań Serie A i Serie B. Kto dobrze przewidział wyniki - wygrywał. Ile? To zależało od liczby zwycięzców. Jeśli ktoś przewidział niespodzianki, zgarniał potężną kwotę i momentalnie stawał się celebrytą. Jak górnik z Sardynii, który jako pierwszy w historii wygrał milion lirów. Graczy uwierało jednak to, że nie można obstawiać pojedynczych meczów. Chcieli też zakładać się, kto strzeli gola albo jaki będzie wynik do przerwy. I tak pojawiały się nielegalne zakłady. Oferowały wszystko, czego brakowało w totocalcio. W dodatku nie pobierały podatku, więc wygrane były większe. Za totonero, czyli czarnym totkiem, stali mafiosi, głównie neapolitańskiej Camorry. Niespecjalnie kryli się z biznesem. Wiedzieli wszyscy dookoła, ale nikt z tym nic nie robił, więc z czasem otwierali swoje swoje punkty tuż obok legalnych bukmacherów, żeby grający nie musiał się nachodzić za kuponem. Zdarzało się nawet, że mieli swoje stoliczki w legalnych kolekturach. Już pod koniec lat 70. totonero stało się równoległym biznesem dla totocalcio. Mafia zarabiała na tym biznesie niemal tyle, co państwo. A w obu przypadkach mowa o kosmicznych kwotach. 

Dobrze ustawiony remis to 0:0

Prezes Lazio, nie miał racji, że restauracja Trinki przynosi szczęście. To właśnie tam narodził się pomysł oskubania mafii z pieniędzy. Nie do końca wiadomo, kto wyszedł z propozycją - sami piłkarze czy Trinca i Cruciani. Pomysł był prosty: zawodnicy otrzymywali od dwóch biznesmenów pieniądze za ustawienie meczu, a oni pędzili do nielegalnych bukmacherów i obstawiali za wysokie sumy. Próbowali w ten sposób wpłynąć na wyniki co najmniej ośmiu meczów w dwunastu kolejkach sezonu 1979/1980. 

Zaczęli od falstartu, bo do ustawionego sparingu między Palermo a Lazio w ogóle nie doszło. Piłkarze ze stolicy spóźnili się na samolot. Mało tego, nie powiodła się też druga próba. Zakład dotyczył spotkania Taranto - Palermo. Miał być remis, tymczasem przekupieni goście wygrali. Trinca i Cruciani dali im 10 milionów lirów (15 tys. dolarów), więc nie czekali z reklamacją i dopadli ich jeszcze na lotnisku. W ramach przeprosin zawodnik, z którym dogadywali wynik meczu, zaoferował im swoją premię, którą dostał od klubu za zwycięstwo w meczu. Obiecał im zrehabilitować się za tę wpadkę w kolejnym ustawionym meczu. Na tym przykładzie doskonale widać, co motywowało piłkarzy do ustawiania meczów: jeśli wygrywali - dostawali premię z klubu, jeśli tracili punkty - płacili im Trinca i Cruciani. Były piłkarz, Carlo Petrini, który ustawiał mecze Bologni, powiedział, że owszem, pieniądze były bardzo atrakcyjne, ale ekscytujące było też to poczucie władzy i wpływu na wszystko, co dzieje się na boisku. Zawodnicy mieli czuć, że są ponad prawem. Ma być remis? Będzie remis. Sprawiedliwie. 

Zobacz wideo

Za trzecim razem biznesmenom z Rzymu wreszcie wszystko wypaliło. Wynik meczu Avellino - Perugia ustawił znajomy Crucianiego jeszcze z czasów, gdy grał w Romie. Później przeniósł się do Avellino i pozwolił Crucianiemu i Trince odkuć się za dwie pierwsze wpadki. Po tym meczu byli 10 milionów lirów na plusie. Wieści o przekrętach zaczęły się rozchodzić, niektórzy bukmacherzy przestali przyjmować od nich zakłady, ale karawana jechała dalej. Panowie ustawiali nawet po dwa mecze naraz, podpisywali czeki własnymi nazwiskami, nie kryli się zupełnie. Przejechali się jednak na zaufanych przyjaciołach z Lazio. Mieli z nimi dogadać wynik meczu z Milanem, ale jeden z piłkarzy - Maurizio Montesi - nie zgodził się na ustawkę, obstawiony wynik nie wszedł, przez co biznesmeni stracili ponad 200 milionów lirów. - Czuliśmy się oszukani, zrobieni na szaro. Od tamtej pory nie negocjowaliśmy już z piłkarzami Lazio - mówił później Cruciani. Grali na kredyt. Pożyczali od mafii pieniądze, opłacali piłkarzy, obstawiali gigantyczne sumy z nadzieją, że tym razem zawodnicy będą lojalni i pozwolą im się odkuć z nawiązką.

Ostatnim ustawionym przez nich meczem był ten Bologni z Avellino w lutym 1980. Obaj byli już w podbramkowej sytuacji. Musieli w końcu wygrać, więc Cruciani osobiście wybrał się na stadion, by przed meczem przypomnieć piłkarzom, że jeśli nie skończą meczu umówionym wynikiem, będzie w ruinie. Do przerwy wszystko się zgadzało, w drugiej połowie obie drużyny utrzymały wynik, bezsensownie podając sobie piłkę. Minuty mijały. Do końca pozostawał już tylko kwadrans, z boiska wciąż wiało nudą. Ale wtedy gola dla Bologni strzelił napastnik Giuseppe Savoldi. Carlo Petrini, odpowiadający za ustawkę, zwyzywał go od idioty. Zgarnął za ten mecz 30 milionów lirów i podzielił kwotę między sześciu kolegów z zespołu, ale na jego nieszczęście żaden nie był obrońcą. Sam próbował strzelić samobója i jakoś doprowadzić do umówionego remisu, ale nie starczyło czasu.

Widniejący na kuponie Crucianiego remis w innym meczu - Juventusu z Bologną - w tej sytuacji nie miał już żadnego znaczenia. Ale samo spotkanie jest bardzo ciekawe, bo Cruciani z jakiegoś powodu nie wspominał o nim w swoich zeznaniach, gdy zaczął sypać na policji. Za to Pertini, piłkarz Bologni, bardzo szczegółowo opisał je w swojej książce:

"To był 13 stycznia 1980 roku, dwa miesiące przed serią aresztowań w całym kraju. Na długo przed meczem dyrektor sportowy zwołał całą drużynę w szatni i przekazał, że kluby są dogadane na remis. Nikt nie dopytywał. Gdy dyrektor wyszedł z szatni, trener Marino Perani zasugerował nawet, by obstawić wynik w nielegalnych zakładach. Porozumienie co do wyniku zostało potwierdzone w tunelu, tuż przed wyjściem na boisko" - cytuje Pertiniego John Foot w książce "Calcio. Historia włoskiego futbolu", wydanej w Polsce przez SQN.

Petrini opisał, że dogadany remis to w normalnych okolicznościach 0:0, ale czasami trzeba reagować w czasie meczu, bo np. piłka wpadnie do bramki w wyniku nieoczekiwanego błędu. Piłkarz pisze nawet, jak tego unikał: "Starałem się nie oddawać strzałów z bliska, a kiedy się zdarzało, że znalazłem się w niebezpiecznej strefie, cofałem się albo próbowałem niewykonalnych sztuczek technicznych, by dzięki temu nikt niczego nie podejrzewał." 

We wspominanym przez niego spotkaniu Juve z Bologną przez godzinę wszystko układało się perfekcyjnie - na 0:0. Aż nagle bramkarz Bologni przepuścił prosty strzał napastnika Juventusu. Panika, bo pieniądze już podzielone. Goście tak długo nie potrafili doprowadzić do remisu, że zaczęli podejrzewać piłkarzy Juventusu o sprawiedliwą grę. Na szczęście sytuację samobójczym trafieniem po rzucie rożnym uratował Sergio Biro. Petrini uważa, że Juventus zapłacił Crucianiemu, by nie wspominał o tym meczu w zeznaniach i z afery totonero wyszedł bez szwanku.

Natomiast po nietrafionym wyniku w meczu Bologni z Avellino, Cruciani i Trinca wisieli bukmacherom 950 milionów lirów, czyli ponad milion dolarów! Byli skończeni. Mieli potężne długi u ludzi, którzy o swoje potrafią się upomnieć. Zaczęli dostawać pogróżki. Później panowie z Camorry straszyli również ich rodziny, Crucianiemu spalili ciężarówkę, którą przewoził owoce. Rozpędzali się.

Win-win. Piłkarze obstawiali porażki swojej drużyny i albo dostawali premię od klubu za zwycięstwo, albo pieniądze od bukmachera

W mediach plotki o ustawianiu meczów krążyły już kilka tygodni przed "czarną niedzielą". Zaczęło się od wywiadu z piłkarzem Lazio - Maurizio Montesim. Tym, który nie zgodził się na ustawienie meczu z Milanem, przez co Cruciani i Trinca stracili ponad 200 milionów lirów. Montesi był czarną owcą. Jako jedyny w drużynie miał lewicowe poglądy, buntował się i chciał grać fair. W rozmowie z Oliviero Behą zapewniał, że korupcja jest powszechna, a system meczów został "opanowany".  Były to stwierdzenia odważne i bez precedensu. Rozpętały burzę w środowisku. Włoska Federacja Piłkarska wszczęła pierwsze w historii korupcyjne śledztwo. Doświadczony sędzia Corrado De Biase pojawił się w Rzymie, by porozmawiać z zawodnikami Lazio, ale wszyscy się wyparli. Przekonywali, że brzydzą się korupcją, nigdy nie grali u nielegalnych bukmacherów i w łapę też nie wzięli. Montesi dołączył do chóru, by ratować swoją karierę, która po udzieleniu wywiadu wisiała na cienkim włosku, bo kto się wyłamał "był traktowany jak skruszony gangster, który sypie na policji" - jak porównywał Petrini. De Biase nie wierzył piłkarzom. Zauważył chociażby, że Montesi nie zagrał w podejrzanym meczu Milanu z Lazio, bo podczas rozgrzewki nabawił się kontuzji. Sędziemu brakowało jednak dowodów.

Kolejnego ważnego wywiadu udzielił bramkarz Milanu - Ricky Albertosi. Weteran, numer jeden włoskiej bramki, bez ogródek przyznał, że uwielbia się zakładać i w przeszłości zdarzyło mu się obstawiać wyniki swojej drużyny. Gdy De Biase wziął go na przesłuchanie, bronił się, że miał na myśli zakłady z rodziną i przyjaciółmi. Takie dla zabawy. O rację. Broń Boże, nie pieniądze. Sędzia nie wierzył, ale - znów - nie miał dowodów.

Ponownie pomogli mu dziennikarze. Jeden z bukmacherów anonimowo wyspowiadał się redakcji "L’Europeo", że niektórzy piłkarze regularnie obstawiają porażki własnej drużyny. De Biasemu wciąż brakowało nazwisk, zespołów, dowodów.

Oszuści zostali oszukani

Trinca i Cruciani wiedzieli jednak, że jest po "biznesie", potężna afera za moment wybuchnie i mogą jedynie próbować uratować siebie. Zatrudnili adwokata Goffredo Giorgiego, opowiedzieli mu całą historię, a ten starał się ich bronić: artykułami w prasie szantażował piłkarzy, chcąc doprowadzić do zwrotu pieniędzy, które dostali za ustawione mecze. Szczegółowo opisywał cały system ustawiania meczów, ale nie podawał nazwisk. Przestraszeni piłkarze wiedzieli o kogo chodzi, dzwonili do Trinki i Crucianiego, a ci nagrywali wszystkie rozmowy. Ostrzegali zawodników, że jeśli nie zwrócą im pieniędzy, artykuł zostanie wzbogacony o nazwiska. Mecenas Giorgi, który swoją drogą nie miał najmniejszego pojęcia o futbolu, spotkał się nawet z Artemio Franchim, prezesem włoskiej federacji, by on jakoś wpłynął na zawodników, przez których jego klienci stracili miliony lirów. Znów szantażował - jeśli nie doprowadzi do zwrotu pieniędzy, Trinca i Cruciani pójdą na policję i wysypią wszystkich. Prezes obiecał pomóc.

Pieniądze jednak się nie pojawiały. Mafia stawała się coraz bardziej niecierpliwa. Spalenie ciężarówki wystarczająco przeraziło Crucianiego. Pierwszego marca razem z Trinką zgłosili się do sądu i opowiedzieli całą historię. Czuli się oszukani i na jakiejś podstawie uznali, że sąd też stwierdzi, że to oni w tej historii są ofiarami podstępnych piłkarzy, którzy umawiali się na remis, a wygrywali. O tym, że sami oszukiwali nielegalnych bukmacherów i próbowali dorobić się na korupcji, najwyraźniej zapomnieli. Ale sąd pamiętał i za ofiary tego skandalu uznał kibiców, osoby biorące udział w legalnych zakładach, dziennikarzy i pozostałe drużyny.

Po złożeniu zeznań biznesmeni wrócili na kilka dni do Rzymu. 7 marca aresztowany został Trinca, a Cruciani nie wytrzymywał psychicznie i sam zgłosił się na policję pięć dni później. Zaczęli sypać. Z najdrobniejszymi szczegółami. Cruciani był tak precyzyjny, że doczekał się ksywy "Zegarek". Zeznania szybko wyciekły do prasy i telewizji. Piłkarze cały czas dzwonili do biznesmenów, tłumacząc się w coraz bardziej absurdalny sposób. Policjanci podsłuchiwali oczywiście wszystkie te rozmowy i planowali spektakularną, synchroniczną akcję na sześciu włoskich stadionach. 

Trinca i Cruciani nigdy nie zostali ukarani

Tej niedzieli policja zatrzymała dziesięciu piłkarzy i prezesa Milanu. Wszystkich równocześnie, by nie mieli szansy ustalić wspólnej wersji wydarzeń. Solidarność między nimi nie trwała długo. Od razu zaczęli zrzucać wszystko na kolegów, byle wybielić siebie. I tak: Morini utrzymywał, że owszem, dostał pieniądze od Crucianiego, ale był tylko listonoszem, który podał je dalej. Colombo, prezes Milanu, zeznał, że to bramkarz Albertosi zaproponował mu ustawienie meczu z Lazio, ale on się nie zgodził. Albertosi miał wziąć pieniądze, ale przekazał je Moriniemu. Błędne koło. Zeznania oczywiście nikogo nie przekonały. "La Gazzetta dello Sport" pisała na pierwszej stronie: "Milan skończony! Colombo i Cacciatori zeznają".

Życie w areszcie nie było łatwe - piłkarze mieli dostawać pogróżki od osadzonych kibiców, ale już po jedenastu dniach zaczęli wychodzić z aresztu za kaucją. Przed bramą czekały na nich setki kamer, dziennikarzy i gapiów. Niewygodne pytania, buczenie, gwizdy - ich nowa rzeczywistość.

Proces ruszył miesiąc po serii zatrzymań. Prokurator generalny w Rzymie oskarżył o oszustwo aż 38 osób: 33 piłkarzy, trzech działaczy oraz Trinkę i Crucianiego. Nikt jednak za oszustwo nie odpowiedział. W ówczesnym kodeksie karnym nie było bowiem zapisów o ustawianiu meczów, więc nie można było mówić o przestępstwie. W kodeksie nie było też żadnego paragrafu dotyczącego oszustwa sportowego. Prawnicy zmienili to dopiero w 1986 roku. Nikt Konsekwencje zostały jednak wyciągnięte dopiero przez sąd sportowy. Sędzia De Biase ukarał za różne przestępstwa dwudziestu piłkarzy, dwóch prezesów i siedem klubów. Najpoważniej oberwały Lazio i Milan, które zostały zdegradowane z Serie A i prezes Colombo, zawieszony do końca życia. Większość piłkarzy zdyskwalifikowano na kilka lat, co w niektórych przypadkach oznaczało koniec kariery. Na cztery miesiące zawieszono też Maurizio Montesiego, który nie chciał maczać palców w ustawionych meczach, ale o wszystkim wiedział i milczał. Wrócił na boisko, ale spotkał się z nienawiścią innych piłkarzy i po kolejnej kontuzji, mając zaledwie 26 lat, skończył karierę.

Trinca i Cruciani nigdy nie zostali ukarani. Sąd sportowy nie mógł tego zrobić, a w normalnym sądzie nie znaleziono na nich paragrafu. Pierwszy z biznesmenów dożył 57 lat - zmarł w 1992 roku. Drugi wciąż żyje we Włoszech, ma 72 lata. Po zakończeniu procesów Włosi mieli się oczyścić. Wszyscy zgadzali się, że z tej lekcji trzeba wyciągnąć nauczkę i nigdy więcej nie pozwolić na tak ohydne oszustwa. Tyle było gadania. Kolejne afery korupcyjne wybuchały jeszcze w 1986 roku, kilka mniejszych w latach 90., a kulminacją był skandal Calciopoli z 2006 roku.

Artykuł powstał w oparciu o książkę Johna Foota "Calcio. Historia włoskiego futbolu".

Ukarane kluby:

  • A.C. Milan - degradacja do Serie B
  • S.S. Lazio - degradacja do Serie B
  • U.S. Avellino - minus 5 punktów kary w kolejnym sezonie Serie A
  • Bologna FC - minus 5 punktów kary w kolejnym sezonie Serie A
  • Perugia Calcio - minus 5 punktów kary w kolejnym sezonie Serie A
  • U.S. Palermo - minus 5 punktów kary w kolejnym sezonie Serie B
  • A.S. Taranto - minus 5 punktów kary w kolejnym sezonie Serie B 

Ukarani prezesi klubów: 

  • Felice Colombo (prezes Milanu) - dożywotnia dyskwalifikacja
  • Tommaso Fabretti (prezes Bolonii) - 1 rok dyskwalifikacji

Ukarani piłkarze: 

  • Claudio Pellegrini (US Avellino) - 6 lat dyskwalifikacji
  • Massimo Cacciatori (S.S. Lazio) - 5 lat dyskwalifikacji
  • Enrico Albertosi (A.C. Milan) - 4 lata dyskwalifikacji
  • Bruno Giordano (S.S. Lazio) - 3.5 roku dyskwalifikacji
  • Lionello Manfredonia (S.S. Lazio) - 3.5 roku dyskwalifikacji
  • Carlo Petrini (Bologna FC) - 3.5 roku dyskwalifikacji
  • Guido Magherini (U.S. Palermo) - 3.5 roku dyskwalifikacji
  • Giuseppe Savoldi (Bologna FC) - 3.5 roku dyskwalifikacji
  • Lionello Massimelli (U.S. Palermo) - 3 lata dyskwalifikacji
  • Luciano Zecchini (Perugia Calcio) - 3 lata dyskwalifikacji
  • Giuseppe Wilson (S.S. Lazio) - 3 lata dyskwalifikacji
  • Paolo Rossi (Perugia Calcio) - 2 lata dyskwalifikacji
  • Franco Cordova (U.S. Avellino) - 1 rok i 2 miesiące dyskwalifikacji
  • Carlo Merlo (US Lecce) - 1 rok dyskwalifikacji
  • Giorgio Morini (A.C. Milan) - 1 rok dyskwalifikacji
  • Stefano Chiodi (A.C. Milan) - 6 miesięcy dyskwalifikacji
  • Maurizio Montesi (S.S. Lazio) - 4 miesiące dyskwalifikacji
  • Franco Colomba (Bologna FC) - 3 miesiące dyskwalifikacji
  • Oscar Damiani (SSC Napoli) - 3 miesiące dyskwalifikacji