Ivica Iliew: Sześć miesięcy pucharów dla Wisły

- Przez ostatnie siedem lat Partizan dwa razy dostał się do Ligi Mistrzów. Jak się nie udawało, to zostawała Liga Europy. W taki sposób można zbudować wielki klub - uważa skrzydłowy mistrzów Polski

Andrzej Klemba: Był pan zaskoczony liczbą kibiców Wisły w Rydze. A jacy są fani Partizana Belgrad?

Ivica Iliew: To klub, w którym się wychowałem, i dla mnie kibice są naprawdę fantastyczni. Atmosfera, zwłaszcza podczas derbów z Crveną Zvezdą i w Lidze Mistrzów, jest wyjątkowa. Fani zawsze przygotowują coś nowego. Z tego, co wiem, w Wiśle jest podobnie. Już liczba kibiców, jaka pojechała do Rygi, dała mi dużo do myślenia [około tysiąca - przyp. red.]. Byłem tym zupełnie zaskoczony. Zresztą oglądałem także najlepsze momenty z poprzedniego sezonu i fani Wisły byli wspaniali. Kibice Partizana też jeżdżą na wyjazdowe spotkania w europejskich pucharach, ale nie więcej niż 300, może 400. Gdy gramy w Serbii, jeździ za nami 1-1,5 tys. sympatyków, w zależności od rywala. W Serbii polscy fani są dobrze znani, często się o nich mówi, choć nie tylko dobrze. Ale zawsze jeżdżą w dużej liczbie po całej Europie.

Kiedy byliście gospodarzami, stadion Partizana wypełniał się do ostatniego miejsca?

- Rzadko. Wydaje mi się, że w Krakowie będzie więcej kibiców. Jaką pojemność ma stadion?

Docelowo ponad 33 tys.

- To mniej więcej tyle samo co stadion Partizana. Na nasze mecze ligowe nie przychodziło wielu kibiców. Czasem było tylko 5-7 tys. Oczywiście na Crvenę Zvezdę czy Arsenal w Lidze Mistrzów był komplet. Dużo przychodzi też na Vojevodinę Novy Sad.

Marko Jovanović stwierdził, że stadion Wisły jest jednym z większych, na których grał.

- Mają podobną pojemność, ale obiekt Partizana jest większy. Wygląda zupełnie inaczej, bo nie ma zadaszenia, a dookoła boiska jest bieżnia. Teraz takich się nie buduje. Na stadionie Wisły trybuny są bliżej siebie i to sprawia, że jest dużo fajniejsze wrażenie. Mam nadzieję, że gdy kibice go wypełnią, będzie fantastycznie.

Przed meczem na stadionie Crveny Zvezdy, największego rywala Partizana, miał pan obawy?

- Może nie bałem się, ale bywało groźnie. Chyba w 2001 roku kibice Partizana wbiegli na murawę, a ja byłem na środku boiska. Trzeba było uciekać, bo chcieli bić się także z piłkarzami. Podczas derbów Belgradu zawsze są tysiące fanów obu klubów. Jest gorąco, ale starałem się wsłuchiwać tylko w doping sympatyków Partizana.

Czujecie się pewnie przed rewanżem ze Skonto?

- Tak, jesteśmy lepszym zespołem, co pokazaliśmy już w Rydze. Wywalczyliśmy dobry wynik w pierwszym meczu, ale chcemy pokazać kibicom, że forma rośnie. Zdajemy sobie sprawę, że nadal trzeba uczyć się grać ze sobą, bo przyszło wielu nowych zawodników.

Myślicie już o ewentualnych pojedynkach z Liteksem Łowecz?

- Oczywiście, że tak. To dobra drużyna, ale po sparingu w Holandii powinniśmy być optymistami. Mamy przecież wielu zawodników z doświadczeniem w europejskich pucharach.

Wisła to drużyna na fazę grupową Ligi Mistrzów?

- Na pewno rozpoczęło się budowanie zespołu w tym kierunku i już w tym sezonie jesteśmy w stanie zdziałać coś dobrego w europejskich pucharach. Bo przecież w Polsce Wisła przez ostatnie 15 lat udowodniła, że jest najlepsza. Mam nadzieję, że uda nam się zrobić coś ważnego dla kibiców, klubu i miasta. Tak jak w przypadku Partizana to powinna być norma, by Wisła przez sześć miesięcy występowała w europejskich pucharach. Może nie zawsze w Lidze Mistrzów, ale na pewno w Lidze Europy. Przez ostatnie siedem lat Partizan dwa razy dostał się do elity. A jak się nie udawało, to zostawała jeszcze Liga Europy. W taki sposób można zbudować wielki klub. Ale jeśli raz się wypadnie z pucharów, jest wielkie rozczarowanie.