Widzew - Ruch 1:2. Ruch idzie na mistrza!

Kibice Widzewa i Ruchu od lat się przyjaźnią i tą samą drogą chcą chyba pójść piłkarze łódzkiej drużyny. Po przyjacielsku oddali bowiem chorzowianom trzy punkty, tak bardzo potrzebne im w walce o mistrzostwo

Spotkanie rozgrywane było na fatalnym boisku. Nie dość, że po zimie murawa bardziej przypomina łąkę, niż piłkarską murawę, to jeszcze przed meczem w Łodzi padał i śnieg, i grad, i deszcz, więc w kilku miejscach porobiły się bajora. Może dlatego od pierwszych minut gra toczyła się głównie na tej lepszej, zielonej połowie boiska, czyli na tej, na której bronił się Widzew. Bronił się słabo. Już w 6. min błąd popełnił zastępujący po lewej stronie defensywy Dudu (pauzował za kartki) Marcin Kaczmarek, Łukasz Janoszka podał do Macieja Jankowskiego, a ten z bliska pokonał Michała Pytkowskiego, który debiutował w ekstraklasie. Przy golu nie obyło się bez kontrowersji, bo nie brakuje opinii, że chwilę wcześniej był spalony. Zresztą niedługo potem była kolejna kontrowersyjna sytuacja, bo strzał Mehdiego Ben Dhifallaha ręką zablokował jeden z obrońców. Gwizdek sędziego jednak milczał.

Mecz prowadził Tomasz Garbowski, co niestety dobrze nie wróżyło. 33-letni arbiter z Kluczborka sędziował także w pierwszym spotkaniu Widzewa z Ruchem i wtedy popełnił dwa poważne błędy na niekorzyść łodzian, które kosztowały ich stratę dwóch goli. Przy al. Piłsudskiego byli bardzo zdziwieni , że Garbowski będzie sędzią rewanżu. - Mam nadzieję, że wyciągnie wnioski i to, co się stało wtedy, już się nie powtórzy - liczył przed meczem trener Widzewa Radosław Mroczkowski.

Sędziowanie to jednak jedno, gra piłkarzy - drugie. Niestety wiele dobrego nie można napisać zwłaszcza o postawie widzewiaków, którzy w pierwszej połowie zrobili może jedną składną akcję. Okazji bramkowych nie mieli wcale. Chorzowianie po szybkim zdobyciu gola też nie forsowali tempa, zadowoleni z prowadzenia kontrolowali sytuację. To był bardzo słaby mecz, na fatalnym boisku.

Prowadzenie jedną bramką jest bardzo niebezpieczne, bo pechowo można stracić wygraną, a na to chorzowianie walczący o mistrzostwo pozwolić sobie nie mogli. Dlatego od początku drugiej połowy ruszyli do ataku i już w 51. min sam na sam z Pytkowskim był Piech. Oko w oko z bramkarzem Widzewa napastnik Ruchu stanął po błędzie Jarosława Bieniuka. Na szczęście dla gospodarzy Pytkowski wygrał ten pojedynek. Nie udało mu się to niedługo potem, kiedy po dośrodkowaniu Gabora Straki, najlepszy napastnik Ruchu popisał się pięknym strzałem głową. Było 2:0 dla gości.

Trener Mroczkowski robił zmiany, na boisko weszli m.in. Czarnogórzec Veljko Batrović i Mariusz Rybicki i właśnie ten drugi w 88. min strzelił swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie. Dopiero wtedy widzewiacy odważniej ruszyli do ataku, ale było już za późno.

Po wygranej w Łodzi Ruch ma już tylko punkt straty do prowadzącej Legii. Widzew przegrał za to trzeci kolejny mecz, a przed nim derby z ŁKS i spotkanie z Legią Warszawa.