Droga na mundial. Niedoszły prezydent, legenda MU i przyszły rewolucjonista, Eric Cantona

Eric Cantona dla fanów MU jest żywym pomnikiem, legendą klubu. Z reprezentacją takich sukcesów już nie odnosił, a wielu kibiców pamięta go raczej z wyczynów pozaboiskowych niż bramek dla kadry. Niewielu jednak wie, że Francuz to też niedoszły prezydent Francji, który będąc młodym piłkarzem, biegał do sklepu po papierosy dla Pawła Janasa

Udowodnij, że Z czuba się nie zna na piłce. Zostań naszym ekspertem ?

Kibice Manchesteru United wspominają go jako jednego z najlepszych piłkarzy w historii. Jako Francuza, którego Ferguson wyciągnął dosłownie spod ziemi, a on okazał się być uosobieniem tego, z czym kojarzona przez ostatnie dwie dekady była ekipa "Czerwonych Diabłów". Do dziś mało które nazwisko budzi taki szacunek u kibiców na Old Trafford, jak właśnie Erica Cantony. Jednak jeśli chodzi o reprezentacje - we Francji Cantona nie został zbawcą, a era największych sukcesów rozpoczęła się zaraz po jego odejściu.

Urodzony w 1966 roku w Marsylii Cantona był piłkarzem wyjątkowym. Większość kibiców Manchesteru United, w którym spędził pięć niesamowitych lat, nie ma wątpliwości. To Francuz jest największym odkryciem i dowodem na wyjątkowość Fergusona. Wyciągnięty za grosze z Leeds United napastnik choć nie spędził na Old Trafford nawet połowy tego czasu co Neville, Scholes, czy Giggs, to jest dziś legendą porównywalną nawet do wspomnianej trójki.

Co ciekawe jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii MU przykład w swoich pierwszych latach kariery brał z Pawła Janasa. Były selekcjoner reprezentacji Polski grał na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku we francuskim Auxerre. To tam Cantona dostał pierwszą poważną szansę. Bardzo ważną rolę w tamtym zespole pełnił właśnie Janas, który nie dawał jednak najlepszego przykładu poza boiskiem, gdyż palił papierosy. Zresztą, po ich zakup często wysyłał właśnie młodego Cantonę.

Dla Polaka była to jednak powoli końcówka kariery, a Francuz dopiero się rozwijał. Dobre występy i bardzo przyzwoita skuteczność zaowocowały transferem do jego rodzimej Marsylii. Tam długo jednak miejsca nie zagrzał. Błąkając się po wypożyczeniach przez trzy latach dla Olympique zagrał jedynie 40 spotkań. W 1991 roku przeniósł się do Nimes, zaraz potem do Leeds, a z Ellen Road szybko wyłowił go Ferguson.

Francuz przyjechał na Old Trafford w dobrym momencie. Po pierwszych, nieudanych dla Fergusona latach w klubie w końcu zaczęło wszystko układać się po jego myśli. Szkot kończył budowę ekipy, która miała na lata zdominować Premier League, a Cantona miał być jednym z podstawowych fundamentów. Choć w roli tego fundamentu wytrzymał aż pięć lat, to patrząc na okres, jaki w klubie z Manchesteru spędził Ferguson czy choćby Giggs, pobyt Cantony na Old Trafford nie wydaje się być aż tak imponujący czasowo. Jednak jeśli chodzi o wrażenia, jakich dostarczył kibicom, nie miał sobie równych.

Oprócz 64 bramek, które strzelił dla "Czerwonych Diabłów" kibice zapamiętali go też z wielu wypowiedzi i gestów, dzięki którym można było się z Francuzem identyfikować. Także nienawiść do kibiców innych zespołów nieraz wychodziła na jaw. Gdy jeden z fanów Crystal Palace postanowił wykrzyczeć schodzącemu za czerwoną kartkę Cantonie, co o nim myśli, ten zrewanżował się ciosem kung-fu. Jak po latach były piłkarz wspomina to wydarzenie? - Zdecydowanie powinienem kopnąć go mocniej - przekonuje.

Perypetie Cantony po tym, jak zakończył on karierę boiskową, są zresztą równie ciekawe. Jeszcze dwa lata temu chciał startować na prezydenta Francji i nawet zaczął zbierać w tej sprawie podpisy. Prędzej czy później musiał się jednak związać z futbolem. Co ciekawe zaczął od jego plażowej odmiany, gdy został selekcjonerem reprezentacji Francji w piłce nożnej plażowej.

Cztery lata temu, gdy o odejściu Alexa Fergusona nikt jeszcze nie myślał sam Cantona przyznał jednak, że pewnego dnia chciałby zająć miejsce na ławce trenerskiej MU - Nie wiem, jak wiele lat minie, zanim to się stanie, ale moje imię jest tu, na Old Trafford, niejako wpisane. Oczywiście nie mówię, że Ferguson odchodzi, liczę, że będzie ich prowadził jak najdłużej - mówił w maju 2009 roku Cantona. Ostatecznie Fergusona zastąpił David Moyes, a Francuz zajął się piłką nożną w wydaniu amerykańskim.

W 2011 roku został dyrektorem sportowym reaktywowanego New York Cosmos. A skoro w Anglii udało mu się być jednym z głównych architektów budowania potęgi, to czemu by nie powtórzyć tego za Oceanem? - Zrobię co w mojej mocy, żeby nadać temu klubowi należytą pozycję w USA, a w przyszłości także w piłce światowej - przekonywał niedawno Cantona. Zespół Francuza miał nawet okazję przyjechać na Old Trafford przy okazji meczu pożegnalnego Paula Scholesa. Znany ze skromności Anglik nie ukrywał, że ma świadomość, jak duże znaczenie dla kibiców ma wizyta przeciętnego klubu z USA. - Plan był taki, żeby przyjechał Eric i choć trochę odciągnął ode mnie uwagę. Mam nadzieję, że on dobrze wywiąże się ze swojego zadania - mówił Scholes, któremu w pożegnalnym meczu udało się nawet strzelić bramkę.

Wszyscy jednak wiedzą, że dla Cantony Nowy Jork to tylko przystanek. Film "Looking for Eric" w którym doskonale zagrał samego siebie pokazuje, jak wiele znaczy on dla fanów "Czerwonych Diabłów". Na Old Trafford wielu ludzi czeka na jego powrót, ale czy doczeka się chwili, w której będzie on gotowy, by przejąć rolę trenera? David Moyes pokazuje teraz jak ciężko wskoczyć w buty po Fergusonie - Jeśli będzie mi dane, chętnie zostanę kiedyś trenerem. Szkolenie United byłoby już największym honorem, coś niewiarygodnego. Jednak jeśli już ten moment nadejdzie nie chcę robić tego, co wszyscy. Chcę wnieść coś nowego, nową wizję piłki, zupełnie inną filozofię taktyczną. Coś, czego jeszcze nie było. Jestem artystą i jeśli dostanę szansę, zrewolucjonizuje futbol - przekonuje Cantona.

Więcej o: