Materiał powstał w ramach cyklu Misja Brazylia. Wyjazd dziennikarzy Sport.pl dzięki Visa
Mecz zaczął się długo przed meczem, gdy zaczęły dymić grille w bocznych uliczkach. Mecz skończył się długo po meczu, gdy opustoszały ostatnie stoliki w centrum. Pół miasta należało do koszulek w biało-czarne pasy: najpierw procesja na wzgórze, na którym jest stadion, z przystankami w barach i pokazem fajerwerków. Potem uroczysty powrót ze wzgórza, znów do barów i rusztów rozstawionych na dole. Przez kilka godzin był tylko futbol gdzie okiem sięgnąć. Nie w rozbawionym Rio - tylko w niby bardziej statecznym Belo Horizonte. Nie w weekend - w czwartkowy wieczór. Atletico Mineiro grało akurat mecz grupowy w Copa Libertadores. Rozgrywki bardzo ważne, Atletico broni w nich tytułu, ale awans miało zapewniony już wcześniej, rywal - Zamora z Wenezueli - wielkiego wrażenia nie robił. A mecz był jak o śmierć i życie.
Niby się właśnie tego po Brazylii spodziewaliśmy. A jednak to robi wrażenie. Tak można właściwie powiedzieć o wszystkim, co nas tu spotyka: niby jest zgodnie z oczekiwaniami, ale bardziej. Nie możesz oderwać oczu: od przyrody i od gigantycznej architektury, od bogactwa i od biedy. I od sportu, który nas tu sprowadził.
Brazylia będzie przez najbliższe lata najważniejszym miejscem dla sportu: już niedługo gospodarzem mundialu, za dwa lata igrzysk w Rio de Janeiro. A my przyjechaliśmy się przekonać, jak sportowa Brazylia wygląda jeszcze bez makijażu. Szukać różnych śladów futbolu. Żeby go pokazać, jak w tytule najważniejszej południowoamerykańskiej książki o piłce - i w słońcu i w cieniu.
Prujemy więc przez Brazylię po drogach i autostradach, samochodem, który z trudem dobija do setki, ale tu i tak rzadko jest okazja, by się rozpędzić bardziej. Prujemy od czasu do czasu samolotami, bo trudno inaczej, gdy do najbliższych sobie mundialowych miast jest po kilkaset kilometrów, a do najdalszych kilka tysięcy. Po torach nie prujemy, bo tu się po torach wozi surowce, nie ludzi. Stoimy w korkach Sao Paulo, gubimy się w Rio, zachwycamy widokami na otwartych przestrzeniach między miastami. Śpimy w hotelach świetnych i zwyczajnych, jak nie było innego wyjścia to i w hotelu na godziny, albo w samochodzie, jak teraz przy autostradzie w środku Minas Gerais. I czujemy się bezpiecznie.
Taka jest nasza przedmundialowa misja Brazylia. Chcemy was przez najbliższe dni zabrać i do południowej części kraju, bogatej, którą Brazylijczycy nazywają Szwajcarią, i do północnej, biednej, którą nazywają Indiami. Wzdłuż wybrzeża, ale i do Manaus po drugiej stronie Amazonki, gdzie w ogóle nie ma na co dzień wielkiego futbolu, ale akurat podczas mundialu będzie wspaniały, z meczem Anglia-Włochy na czele. Opisać w tekstach, pokazać na zdjęciach i filmach te miejsca, których nazwy kibic wymawia jak święte: Maracana, Botafogo, Santos, Flamengo, Corinthians, itd. Być tam gdzie Romario strzelał swoją tysięczną bramkę, tam gdzie zaczynał karierę Ronaldo, tam gdzie ciągle próbuje czarować Ronaldinho, gdzie się skończyła melodramatyczna historia Garrinchy, ale i tam, gdzie się od pół wieku strzyże Pele. Być i pod Mineirao w Belo Horizonte, jednym z ledwie dwóch stadionów tego mundialu otwartych na czas, i na rozgrzebanym Itaquerao w Sao Paulo, gdzie robotnicy pracują już bez przerwy od rana do nocy. Być na Ipanemie i w faweli. W supernowoczesnych, tonących w roślinności centrach treningowych, ale i w zapuszczonych klubikach z pofałdowanym boiskiem. Chcemy pokazać kraj zatłoczonych dróg i lotnisk, ale też kraj benzyny za pół darmo i bezpłatnego bezprzewodowego internetu na parkingach przydrożnych zajazdów. Kraj prywatnych odrzutowców i bezdomnych śpiących na kartonach, również pod fasadami stadionów. I to, jak ten kraj oddycha futbolem.
Wiele już kilometrów za nami, wiele jeszcze przed nami. Nie wiemy, czy Brazylia ze wszystkim zdąży. Nie wiemy czy będą pod czas mundialu uliczne protesty, czy nie, bo i Brazylijczycy nie wiedzą. Ale wiemy już, jaką ten mundial będzie radością dla tych, którzy tu przyjadą i będą odkrywać to co my. Jeśli codzienny futbol wciąga cię tutaj bez reszty, to co dopiero zrobi mundialowy futbol odświętny?