Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

Gary Neville. Telewizyjny ekspert idealny

Legenda MU, asystent trenera reprezentacji Anglii, swój największy talent objawił w studiu telewizyjnym. Budzi zachwyt Keiry Knightley i niepokój Gary'ego Linekera: o Garym Neville'u, telewizyjnym ekspercie idealnym, pisze Michał Okoński, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i autor bloga "Futbol jest okrutny".

Materiał powstał w ramach projektu Continental - Droga na Mundial, w którym prezentujemy finalistów mistrzostw świata 2014. Trwa Tydzień Angielski.

Trudno doprawdy być telewizyjnym ekspertem w czasach, kiedy każdy zna się na piłce nożnej. A przynajmniej kiedy każdy może się znać. "Kibice są dużo bardziej wyedukowani niż dawniej" - mówi Gary Neville. Więcej widzą, więcej czytają, mają łatwiejszy dostęp do statystyk. Na ich uznanie trzeba ciężko zapracować - ale zdobycie go nie jest niemożliwe, czego sam Neville jest najlepszym przykładem.

Czerwony Nev

Jest jednym z najbardziej utytułowanych i zasłużonych angielskich piłkarzy: zdobył osiem tytułów mistrza kraju i trzy puchary Anglii, zwyciężał w Lidze Mistrzów, Pucharze Interkontynentalnym i Klubowych Mistrzostwach Świata, przez lata był kapitanem Manchesteru United, z którym związał się na całą 20-letnią karierę. W reprezentacji kraju zagrał 85 razy - także na Euro i mundialu.

A przecież za tymi osiągnięciami nigdy nie szła prawdziwa sympatia fanów. Poza Manchesterem uchodził za aroganta i prowokatora - głównie, choć nie tylko, z powodu pewnego incydentu ze stycznia 2006 roku, kiedy w ostatniej minucie meczu z Liverpoolem na Old Trafford, po strzeleniu przez Rio Ferdinanda zwycięskiej bramki, przebiegł całą długość boiska, by celebrować ją akurat przed sektorem, w którym zasiadali kibice gości. Wywołał gigantyczną awanturę, po której - w związku z pomeczowymi zajściami z udziałem fanów MU i Liverpoolu - dochodzenie prowadziła nawet policja (ostatecznie skończyło się na karze finansowej ze strony Football Association i nie całkiem zbornych tłumaczeniach samego piłkarza, że od piłkarzy nie można oczekiwać, by zachowywali się jak roboty).

Czerwone i żółte kartki kolekcjonował jak jego poprzednik na posadzie kapitana MU Roy Keane. I jak Keane miał zawsze niewyparzony język - w autobiografii nazwał swoje zaangażowania w grę dla drużyny narodowej "gigantyczną stratą czasu". Swoje przywiązanie do Czerwonych Diabłów manifestował w sposób wręcz fanatyczny - w związku z czym nazywano go "Red Nev".

Pomysł, by uczynić go ekspertem telewizyjnym, wydawał się więc chwytem z gatunku tych, po które sięgają także polskie stacje: nieważna jest kompetencja, ważna jest rozpoznawalność, zwłaszcza wśród tzw. hardkorowych kibiców. Przez wszystkie telewizje świata przewinęły się w ostatnich latach dziesiątki byłych gwiazd futbolu, kompletnie nieprzygotowanych do komentowania konkretnego meczu, niemających nic do powiedzenia na temat występujących w nim piłkarzy, za to obficie karmiących nas komunałami oraz niekoniecznie śmiesznymi anegdotami z czasu własnej futbolowej kariery. W dodatku Gary Neville przychodził - wraz z Jamiem Carragherem, równie jak on budzącym niechęć poza środowiskiem kibiców własnego klubu - do telewizji Sky Sports. Telewizji, o której obliczu stanowili przez lata Andy Gray i Richard Keys (dwa mamuty, wyrzucone ostatecznie za seksistowskie żarty z sędzi liniowej Sian Massey), później zaś będący ich przeciwieństwem, przystojny i znakomicie ubrany, ale nieco plastikowy i ostrożnie dobierający słowa Jamie Redknapp.

Z soboty na poniedziałek

Obawiano się mnóstwa rzeczy: tego, jak będzie wypadał na wizji, tego, czy potrafi wznieść się ponad klubowe podziały (temat dyskutowany ostatnio w Anglii po tym, jak Jose Mourinho zaczął zaglądać w metryki poszczególnych ekspertów, zarzucając im stronniczość i skarżąc się na to, że żaden w przeszłości nie grał w Chelsea) i czy w razie potrzeby będzie potrafił skrytykować dawnych kolegów. Okazał się rewelacją, budzącą jednomyślny podziw w środowisku mediów elektronicznych i pisanych, wśród dziennikarzy tabloidów i zajmujących się taktyką hipsterów. Fenomen programów z jego udziałem jest taki, że publicznie zachwycała się nimi słynna aktorka Keira Knightley, Royal Television Society przyznała mu już - po zaledwie dwóch latach pracy w tym fachu - tytuł najlepszego sportowego eksperta, a ze zmian, które od niedawna obserwujemy we flagowym dotąd angielskim programie o futbolu - nadawanym przez BBC w sobotnie i niedzielne wieczory Match of the Day - wynika, że konkurencja poczuła się zagrożona.

Rzecz w tym, że coraz więcej widzów zainteresowanych poważną rozmową o Premier League odpuszcza sobie weekendowe produkcje BBC, z coraz bardziej zużytymi twarzami Alana Hansena, Alana Shearera i odsuwanego stopniowo na boczny tor Marka Lawrensona, na rzecz poniedziałkowych wieczorów w Sky Sports. Gospodarz Match of the Day Gary Lineker tłumaczy się wprawdzie różnicami wynikającymi z kontraktu, jaki ogranicza jego stację (prawo do kilkuminutowych skrótów, konieczność pokazania wszystkich bramek i niewiele czasu na poważną analizę), ale Neville z Carragherem w Monday Night Football też nie na wszystkie tematy się rozgadują, a to, co mówią, zawsze brzmi świeżo.

Pracowity jak na boisku

Owszem: pierwsza różnica polega na tym, że w Monday Night Football Gary Neville potrafi przez kilka minut - tyle mają do dyspozycji goście Match of the Day na rozmowę o całym spotkaniu - analizować jedną akcję. Różnica druga i tak naprawdę rozstrzygająca polega jednak na gruntownym przygotowaniu. Porównując jakieś niuanse w ustawieniu Chelsea, Neville z Carragherem zestawią rolę poszczególnych piłkarzy u Jose Mourinho z tym, jak ci sami zawodnicy zachowywali się u Rafy Beniteza, Roberto di Matteo i Andre Villasa-Boasa, a nawet jak Mourinho ustawiał podobną formację w Realu Madryt. Jeden z wychwalających go pod niebiosa autorów, prowadzący cenionego bloga o taktyce "Zonal Marking" Michael Cox, przypomniał w tekście o Neville'u jego kilkunastominutową analizę nurkowania: łatwo sobie wyobrazić, ile czasu wymagało jej przygotowanie.

"Jak podczas piłkarskiej kariery, Neville bazuje raczej na ciężkiej pracy i intensywnym przygotowaniom niż na naturalnym talencie" - podsumowywał Cox, wychwalając także nonkonformizm eksperta Sky Sports. Kiedy w pierwszych miesiącach pracy Andre Villasa-Boasa w Chelsea większość komentatorów zachwycała się jeszcze ustawieniem wysokiej linii obrony i podczas jednego z meczów obwiniała Ashleya Cole'a za jej złamanie - Neville upierał się, że Cole jako jedyny ustawił się dobrze, a akcję zawaliła pozostała trójka. Kilka miesięcy później Villas-Boas stanął wobec wyboru: przywiązanie do wysokiej linii albo utrata pracy...

Szczery Gary

Czasem nie wytrzymuje w studio za stołem: wstaje, imituje ruch do piłki, gestykuluje. Ma za sobą kursy trenerskie UEFA i pracuje w sztabie szkoleniowym reprezentacji Anglii, ale mówiąc o taktycznych niuansach nie nadużywa nowomowy: obywa się bez takich słów jak wertykalność, ofensywna tercja czy kontrpressing. Wiele ze spontanicznych porównań, którymi posłużył się podczas swoich programów, zostało w zbiorowej pamięci - jak choćby nazwanie Davida Luiza figurką zawodnika, kontrolowaną na PlayStation przez jakiegoś siedzącego na trybunach dziesięciolatka. "Jest szczery, jakby zapominał, że mówi do wielomilionowej widowni" - wyraził się ktoś z autorów jego powstających jeden za drugim portretów. Ale w swojej szczerości pozostaje racjonalny - mocną opinię gruntownie uzasadni.

Pozostaje również bezstronny. Jeżeli Ryan Giggs, prywatnie będący jednym z jego najlepszych przyjaciół, złamał kiedyś ustawienie muru w meczu z Liverpoolem, musiał się w poniedziałkowy wieczór nieźle nasłuchać. To mimo wszystko rzadkość: Jamie Redknapp nigdy by tego nie zrobił np. Frankowi Lampardowi.

Oczywiście Neville i Carragher mają niebywałe zaplecze sprzętowe: wielki multimedialny stół pozwalający na pokazanie każdej akcji, wycięcie i przesunięcie w dowolne miejsce sylwetki piłkarza, przyspieszenie i zwolnienie, dorysowanie strzałek, zaznaczenie wolnej przestrzeni - wszystko za pomocą jednego, przypominającego ołówek touchpada. Tyle że również: niewiele gorsze możliwości techniczne mają pewnie inne telewizje i niewiele z tego wynika.

Patrz i ucz się

Historia tego medialnego sukcesu jest więc budująca. Okazuje się, że nie musisz mieć telewizyjnej urody i radiowego głosu (na wczesnym etapie medialnej kariery Neville'a przebojem YouTube'a był incydent po golu Torresa dla Chelsea, dającym tej drużynie awans do finału Ligi Mistrzów: głos eksperta załamał się tak komicznie, że moment ów nazywano później "golgazmem" . Wystarczy, że odrabiasz lekcje, podążasz za rozwojem futbolu, nie zamykasz się na podwórku własnego klubu czy kraju (Neville mówi, że poza telewizyjnym zaangażowaniem ogląda na żywo 75 meczów rocznie, wiele poza Wyspami) i masz świadomość, że własne piłkarskie doświadczenie sprzed lat nie jest wszystkim. Nade wszystko jednak, że masz czas, żeby się wypowiedzieć: nie jesteś sprowadzony do kilkudziesięciosekundowego przerywnika między wielominutowymi pasmami reklamowymi.

Z historii sukcesu Gary'ego Neville'a także polskie stacje mogłyby chyba wyciągnąć wnioski.

Pokaż, jak kibicujesz Anglikom [KONKURS]

Udowodni, że Z czuba się nie zna na piłce. Zostań naszym ekspertem ?

Więcej o: