Manchester United - "Czerwone diabły" na pomarańczowo

To był moment, w którym mogło się wydawać, że Alex Ferguson nie odszedł. Ostatnia minuta, dośrodkowanie ze skrzydła, główka, któryś z przeciwników odbija piłkę przed siebie, w gąszczu dopada do niej van Persie i strzela gola, który... nie, nie daje Manchesterowi United zwycięstwa. Gol Holendra pozwala tylko uratować punkt. Szał radości napastnika, który w ekstazie zdejmuje koszulkę, za co po chwili ogląda żółtą kartkę, pokazuje, że nie jesteśmy w czasach Fergusona. Wtedy remisów na własnym boisku nikt nie celebrował.

Oczywiście remis 1:1 na Old Trafford z niepokonaną w tym sezonie Chelsea nie jest powodem do wstydu. MU zagrał najlepszy mecz za czasów Louisa van Gaala, i to mimo plagi kontuzji: w niedzielę nie mogli zagrać napastnik Falcao, obrońcy Evans i Jones oraz pomocnik Herrera; Carrick dopiero wznowił treningi, a Rooney pauzował za czerwoną kartkę. Thibaut Courtois obronił kilka groźnych strzałów van Persiego, a Marouane Fellaini na długie minuty wyłączył z gry jednego z architektów tegorocznych sukcesów Chelsea, Cesca Fabregasa.

Problemem MU pozostaje organizacja defensywy: widać to było zarówno w indywidualnych błędach (po faulach Rojo na Terrym i Smallinga na Ivanoviciu sędzia mógł podyktować karne dla Chelsea), jak i w tym, że rosłego Drogbę przy rogu pilnował niewysoki Rafael. Jeszcze przed spotkaniem van Gaal mówił, że to nie będzie wielki taktyczny bój, bo rywale grają dokładnie tak, jak on chciałby, żeby grał Manchester. Chodziło mu zapewne o znalezienie równowagi między obroną a atakiem - o nauczenie gry defensywnej całego zespołu. W Chelsea pressing rozpoczyna zwykle napastnik, a wzorem walki o odbiór piłki może być Oscar, przez którego Juan Mata trafił na ławkę, a potem został sprzedany do MU.

Van Gaal przed rozpoczęciem sezonu apelował, żeby poczekać trzy miesiące, podczas których zapozna piłkarzy ze swoją "filozofią", i potem oceniać jego pracę. Od przedsezonowego tournée minął więcej niż kwartał, w Premier League MU rozegrał dziewięć spotkań, okno transferowe skończyło się niemal dwa miesiące temu. Rzut oka na tabelę wskazuje, że postęp jest niewielki: po dziewięciu kolejkach MU pod wodzą Davida Moyesa zajmował tę samą ósmą pozycję, miał o punkt więcej, i to mimo iż poprzedni trener zdołał sprowadzić do klubu jedynie Fellainiego, a van Gaal wydał ponad 150 mln funtów na Di Mar~ę, Shawa, Blinda, Rojo, Herrerę i wypożyczonego na razie Falcao. Zwycięstwa w trakcie przedsezonowego tournée (m.in. z Realem i Liverpoolem) nie przełożyły się na sukcesy ligowe: MU zaczął od porażki ze Swansea, potem remisował z Sunderlandem i Burnley, a w międzyczasie odpadł z Pucharu Ligi po porażce z trzecioligowym MK Dons. Na wyjazdowe zwycięstwo pod nowym trenerem nadal czekamy: najbliżej było w Leicester, gdzie piłkarze van Gaala prowadzili już 3:1, ale potem dali sobie strzelić cztery gole w pół godziny. Z Evertonem i West Hamem udało się wygrać na Old Trafford w dużej mierze dzięki świetnemu bramkarzowi Davidowi de Gei, a w meczu z londyńczykami także dzięki decyzji liniowego, który anulował prawidłowo zdobytą bramkę Nolana.

Przez cały ten czas van Gaal próbował kolejnych piłkarzy (od początku sezonu już 30, w historii Premier League żadna z drużyn nie użyła tak wielu w tak krótkim czasie) i kolejnych koncepcji taktycznych. Zaczął od gry trójką obrońców, która przyniosła sukces jego Holandii na mundialu, ale po czterech kolejkach przeszedł na ustawienie z czwórką z tyłu i drugą linią ułożoną w diament (co teoretycznie pozwala wystawić w ataku duet Falcao - van Persie, za nimi Rooneya, nieco niżej Di Mar~ę i Herrerę, a przed linią obrony Blinda); w dwóch ostatnich meczach - wyjazdowym z WBA i u siebie z Chelsea - zmianę niekorzystnego rezultatu przyniosło znane z czasów Alexa Fergusona 4-4-2.

Czy wszystko to oznacza, że eksperyment ze zmianą trenera okazał się nieudany? Oczywiście nie. Choć szalone inwestycje zdają się zobowiązywać do błyskawicznej poprawy i choć inni trenerzy (Ronald Koeman w Southampton, Sam Allardyce w West Hamie) wkomponowali nowych zawodników do drużyny szybciej niż van Gaal, warto zauważyć, że także w poprzednich klubach początek jego pracy nie wyglądał imponująco. W Ajaksie, Barcelonie, Alkmaar czy Bayernie piłkarze przez parę miesięcy przyzwyczajali się do metod Holendra, ale kiedy wszystko znajdowało się już na swoim miejscu, przychodziły zwycięstwa, puchary i tytuły. I tak za każdym razem okazywał się szybszy niż Ferguson, który pierwsze trofeum w Anglii zdobył w czwartym roku pracy.

Zapewne nie wszyscy piłkarze MU przetrwają pomarańczową rewolucję. Z klubu odeszli już m.in. Nani, Welbeck i Kagawa, niewykluczone, że w pierwszym składzie zacznie brakować miejsca dla eleganckiego, ale zwalniającego grę Maty. Największym problemem pozostaje obrona, która domaga się wzmocnienia jakimś doświadczonym organizatorem typu Nemanji Vidicia. Napędzane przez świetnego Di Mar~ę i goniącego klubowe rekordy kapitana Wayne'a Rooneya, "Czerwone Diabły" niedługo się odbiją. Kryzys Liverpoolu, plaga kontuzji Arsenalu i kolejne porażki Manchesteru City (w odróżnieniu od nich MU nie gra w tym roku w europejskich pucharach i może więcej czasu pracować na boisku treningowym) powodują, że rywale pozostają na wyciągnięcie ręki. Tylko Chelsea w tym sezonie nikt nie dogoni.

Zobacz wideo

Piękne, nowoczesne stadiony w Polsce nie tylko na Euro [ZDJĘCIA]

Więcej o: