Bundesliga. 434 dni Gundogana

434. Tyle dni dzieliło 10 sierpnia 2013 roku oraz 18 października 2014. To daty dwóch kolejnych występów Ilkaya Gundogana w Bundeslidze. Jego koszmar wreszcie się skończył, ale Borussia przegrała w sobotę z FC Koeln 1:2.

Zagłosuj na aplikację Sport.pl LIVE!

- Nie chciałem wychodzić z domu. Zastanawiałem się wyłącznie nad tym, kiedy znowu będę zdrowy. Nic mi nie sprawiało radości - opowiadał o najczarniejszych momentach swojego życia. 14 sierpnia zeszłego roku doznał kontuzji pleców podczas towarzyskiego spotkania Niemiec z Paragwajem. To miał być uraz jakich wiele, dwa tygodnie, góra miesiąc przerwy.

Potem pojawiały się jednak komplikacje. Gdy już powracał do treningów, ból ponownie dawał o sobie znać. Przytrafiło mu się zapalenie oskrzeli czy zapalenie nerwu kręgosłupa. Pomocy szukał wszędzie. Dziś nie umie nawet powiedzieć, ilu lekarzy odwiedził. Był na tyle zdesperowany, że odwiedził specjalistę z dziecięcego szpitala z Krymu. Poleciła mu go kuzynka grająca w reprezentacji Turcji w siatkówce. Ostatnia operacja - tym razem udana - miała miejsce w czerwcu.

- Dlaczego nie mogłem mieć normalnego zerwania więzadeł krzyżowych? - pytał dramatycznie w jednym z wywiadów. Bo wtedy pauzowałby pół roku, może trochę dłużej i przynajmniej wiedziałby, na czym stoi, kiedy wróci. A tak stracił ponad rok z życia. Momentami czuł się, jakby miał 90 lat, miał problemy z siadaniem czy wstawaniem. W dodatku nie został mistrzem świata, bo na mundial oczywiście nie pojechał. - W tak głupi sposób moje marzenie z dzieciństwa zostało zniszczone.

Powrócił w jednym z najlepszych momentów, bo Borussia Dortmund ma za sobą fatalny początek sezonu. Po ośmiu kolejkach zajmuje 14. miejsce. Jednak nawet z Gundoganem w składzie BVB przegrało 1-2 z FC Köln. Jego występ od pierwszej minuty - zszedł dopiero w 89. - był sporą niespodzianką. Czy Jürgen Klopp nie igra z jego zdrowiem? Czy nie powinien go wolniej wprowadzać do gry? W końcu ostatnio rozegrał jedynie kilka spotkań w zespole do lat 23, a teraz zagrał prawie cały mecz w Bundeslidze. To zupełnie inny poziom, inne tempo.

Najważniejsze jednak, że nie obawiał się powrotu na boisko. - Nie boję się. Walczę tak jak zawsze. Jeśli nie będę miał kolejnych problemów, jestem pewien, że mogę być lepszy niż przed kontuzją. Nie zapomniałem niczego - uspokajał kibiców BVB. Udowodnił to z Kolonią, zaliczając dobry występ - oczywiście biorąc pod uwagę fakt, że zagrał po raz pierwszy od ponad roku.

Dortmundczycy będą potrzebować jego kapitalnej formy z sezonu 2012/13 - gdy doszli do finału Ligi Mistrzów - jeśli chcą się odbić od dołu tabeli. W końcu po ciężkich początkach w Borussii, gdy zawodził i wydawało się, że jego transfer zostanie okrzyknięty klapą, wyrósł z czasem na lidera tej drużyny i godnie zastąpił Nuriego Sahina.

Najwięcej uwagi zwracano na gole Roberta Lewandowskiego oraz asysty Mario Götzego czy Marco Reusa, ale rola Gundogana była równie istotna. Tym bardziej, że tych dwóch pierwszych zawodników w Dortmundzie już nie ma, a Reus również dopiero co wrócił po kontuzji. Symbolicznym momentem był rzut karny w finale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. To właśnie on skutecznie go wykonał.

Borussia Dortmund chętnie powtórzyłaby taki sezon w Europie. Tym bardziej, że w Bundeslidze strata do Bayernu Monachium jest już prawdopodobnie zbyt wielka, by móc ją odrobić. Ale z Gundoganem w formie w Lidze Mistrzów mogliby ich pokonać.

40 gwiazd przyszłej generacji futbolu wg "The Guardian". Jest Polak!

Więcej o: