"Der Spiegel" ujawnia kulisy niedoszłego transferu Lewandowskiego do Bayernu

Niemiecki "Der Spiegel" dotarł do maili wymienianych między reprezentującymi Roberta Lewandowskiego menedżerami Cezarym Kucharskim i Maikiem Barthelem, szefami Borussii Dortmund, a prawnikiem obecnym przy negocjacjach. Wynika z nich, że szefowie dortmundzkiego klubu zgodzili się na transfer Polaka do Bayernu, ale potem odwołali swoją zgodę. W Niemczech znów wszystkie media rozpisują się o polskim napastniku.

KONKURS! Wygraj koszulkę Interu z autografem albo szalik Borussii

Dziennikarze gazety "Der Spiegel", w wydaniu z tego tygodnia, przekrojowo opisali całą historię niedoszłego transferu. Dotarli do nieznanych wcześniej faktów z nim związanych. M.in. do maila prawnika Toma Eilersa, który uczestniczył w marcowym spotkaniu agentów Lewandowskiego z dyrektorami niemieckiego klubu Hansem-Joachimem Watzke i Michaelem Zorc'iem.

"To nieludzkie, co robicie"

Wynika z niej, że menedżerowie Lewandowskiego otrzymali ustne zapewnienie szefów Borussii, że zgodzą się na odejście piłkarza do Bayernu, gdy tylko monachijczycy potwierdzą kwotę - 25 mln euro. Eilers poprosił ich o pisemne potwierdzenie tej zgody.

"Rozmawiałem z Zorc'iem i potwierdził ustalenia między stronami z wtorku, odnośnie kwoty 25 mln euro i prowizji dla menedżerów. Jasno potwierdził, że są gotowi pozwolić odejść Lewandowskiemu latem, jeśli do 15 maja zostanie podpisana stosowna umowa, ale nie chce mi tego potwierdzić na piśmie" - napisał Eilers w mailu do Kucharskiego i Barthela.

Kilka dni później okazało się, że w tym samym kierunku, korzystając z klauzuli odstępnego [a więc Borussia nie mogła zablokować transferu - przyp. red.], przeniesie się pomocnik Mario Goetze. Szefowie dortmundzkiego klubu mieli się wtedy wycofać z danego słowa. Lewandowski publicznie zarzucił im złamanie ustaleń. Barthel poszedł dalej, nazywając ich "duetem kłamców". Kucharski w mailu do szefów Borussii, ujawnionym przez "Der Spiegel", pisze: "To nieludzkie, co robicie z Robertem. Chce odejść, sercem i myślami jest już w innym klubie".

"Być może zachowałbym się podobnie"

Borussia ostatecznie nie pozwoliła odejść polskiemu napastnikowi. Zdecydowała, że zatrzyma go do końca kontraktu. Szefowie klubu jednoznacznie zaprzeczali, że kiedykolwiek zgodzili się na transfer, argumentując choćby brakiem pisemnego potwierdzenia. Z drugiej strony Watzke w artykule "Spiegla" nie wprost przyznaje, że być może w rozmowie z menedżerami ich słowa zostały źle zrozumiane, co część niemieckich mediów uznała za przyznanie, że dali Lewandowskiemu ustną zgodę na transfer.

Kilka tygodni temu piłkarz dostał podwyżkę (zarabia obecnie ok. 5 mln euro za sezon). Watzke przyznał wtedy, że to powinno zamknąć całą sprawę. W Niemczech uznano, że to zakończenie wojny między klubem a piłkarzem, który w tym sezonie wciąż będzie przecież grał dla Borusii. Lewandowski w jednym z wywiadów, przyznał pojednawczo, że trochę rozumie szefów. - Być może na ich miejscu zachowałbym się podobnie, gdybym nagle zorientował się że tracę "dziesiątkę" [Goetzego - przyp. red.] i jednocześnie "dziewiątkę", czyli mnie - mówił.

"Musztarda po obiedzie"

Niemiecka bulwarówka "Bild" poprosiła o komentarz do publikacji "Spiegla" Michaela Zorca. - Dla mnie to kolejna jednostronnie negatywna i tendencyjna relacja, w dodatku mamy do czynienia z niedyskrecją menedżerów. Uważam to za niepoważne, w dodatku cała sprawa to już "musztarda po obiedzie" [dosłownie "kalter Kaffee" - red.] - powiedział dyrektor Borussii.

Od stycznia, czyli pół roku przed jego końcem, Polak może już bez przeszkód negocjować z innym klubem. Po niedawnym meczu Pucharu Niemiec przeciw TSV Monachium, na konkretne pytanie, czy 2 stycznia będzie mógł powiedzieć, że zagra w Bayernie, miał potwierdzić, choć w środę w rozmowie z "Bildem" tłumaczył, że został źle zrozumiany. - Chciałem tylko powiedzieć, że do stycznia nie zamierzam podpisać żadnej umowy.

Więcej o: