Bundesliga. Lewandowski zraził Dortmund

Polak zarzucił szefom Borussii Dortmund oszustwo, zasugerował, że po zablokowaniu transferu do Bayernu Monachium może brakować mu motywacji. I wywołał burzę w Niemczech

"Chcąc nie chcąc - momenty zwątpienia mogą się pojawić. Czego bym nie robił, jak ciężko nie pracował na treningach i jak nie starał się w trakcie meczu, podświadomie będzie we mnie tkwiło, że zostałem oszukany. Może to za mocne słowo... Powiedzmy - że rozczarowała mnie postawa niektórych osób w klubie" - powiedział kilka dni temu "Rzeczpospolitej" Lewandowski.

Od transferze 25-letniego napastnika, drugiego strzelca Bundesligi ostatniego sezonu, plotkowano od miesięcy. Interesowały się nim oba zespoły z Manchesteru i Real Madryt. Polak wybrał Bayern. Gdy Borussia zablokowała transfer do Monachium, piłkarz był wściekły - miał nawet grozić klubowi prawnikiem - ale latem spokorniał. Skąd zmiana? Dortmund tego nie potwierdza, ale podobno zarząd zaproponował Lewandowskiemu rekompensatę. W ostatnim roku kontraktu z Dortmundem miał zarabiać 4,5 mln euro. Dziś dostaje tylko 1,8 mln. Szef Borussii Hans-Joachim Watzke stwierdził kilka tygodni temu, że "wynagrodzenie Lewandowskiego nie jest współmierne do jego formy".

Czy Lewandowski obiecanej podwyżki nie otrzymał? Wprost o tym nie mówi. "Okazuje się, że słowa powiedziane mi prosto w oczy przez poważnych ludzi są nieprawdą" - stwierdził w "Rzeczpospolitej". Nie mówi, do kogo ma pretensje, ale w klubie nie mają wątpliwości. - Rozumiem, że to do mnie Robert ma żal - mówił kilka dni temu Watzke, kiedy Polak w podobnym tonie stwierdził w Niemczech, że dobrze czuje się w zespole, ale "ma nieco problemów z innymi ludźmi".

Gdy agenci Polaka twierdzili, że Watzke zgodził się na letni transfer, a później złamał obietnicę, szef Borussii odpowiadał, że żadnego porozumienia nie było - tak jak i oficjalnej oferty za Lewandowskiego z Bayernu.

Watzke na pytania "Gazety" nie odpowiedział. W niemieckich mediach stwierdził, że z Polakiem łączą go wyjątkowe relacje, a tego, co piszą zagraniczne gazety, od dawna nie komentuje.

Niemieckie media są słowami Lewandowskiego zszokowane. - Jak pracownik może bez konsekwencji oskarżyć swoich przełożonych o oszustwa? - mówi Jürgen Koers z "Ruhr Nachrichten".

"Bild" pisze, że Polak jest częścią "Null-Bock Generation". Tak niemieccy socjologowie nazywali młode pokolenie, które jest sfrustrowane i zobojętniałe. Brukowiec twierdzi, że słowa obrażonego na BVB Polaka to otwarta groźba, iż z premedytacją nie będzie się przykładał do meczów Borussii.

Afera wybuchła jednak tuż po wygranym przez Dortmund Superpucharze Niemiec, w którym Polak był jednym z najlepszych na boisku. Nie strzelił gola Bayernowi, ale napędzał ataki swojej drużyny. "Nie wyglądał na człowieka, który chciałby być w Monachium" - pisał "DerWesten".

- Przed miesiącem Watzke spotkał się z zarządem Bayernu, by ocieplić relacje między klubami. Wygląda na to, że przekonał monachijczyków, iż osłabianie Borussii będzie złe dla Bundesligi. To się nikomu nie opłaci. Wszyscy opowiadają, że za rok Robert trafi do Bayernu, ale wcale nie jestem tego pewny. Szczególnie jeśli Dortmund zawiesi go po tym wywiadzie - mówi "Gazecie" niemiecki dziennikarz piszący o Borussii. - Lewandowski zachowuje się głupio, niesamowicie zraził do siebie klub i kibiców. Powinien uczyć się od Kuby Błaszczykowskiego. On niedawno przedłużył kontrakt, choć pewnie w innych klubach mógłby zarabiać więcej. A co powiedział? Że pieniądze nie mogą być w życiu najważniejsze - dodaje.

Po wywiadzie Lewandowskiego jego agent powiedział, że jest już umówiony z kierownictwem Borussii na kolejne rozmowy. Nie wiadomo, czy będą dotyczyły wyższego wynagrodzenia, czy zmiany klubu.

Więcej o:
Copyright © Agora SA