Puchar Króla. Wołowski o Barcelonie i Atletiku: Zbieżność przypadkowa?

W swoim pierwszym finale Barcelona Luisa Enrique zmierzy się z Athletic Bilbao, a stawką będzie Puchar Króla. Dokładnie tak samo zaczynała sześć lat temu legendarna drużyna ?sześciu trofeów? prowadzona przez Pepa Guardiolę.

Dariusz WołowskiDariusz Wołowski Fot. Sport.pl Wszelkie podobieństwa są przypadkowe? Jak w filmie, gdzie reżyser zdaje się bazować na faktach, by na koniec przekonywać nas, iż odniesień do rzeczywistości celowo się wyrzekł. 13 maja 2009 roku na Estadio Mestalla w Walencji drużyna Pepa Guardioli pokonała Atletic Bilbao 4:1 po golach Yaya Toure, Messiego, Bojana Krkica i Xaviego. Przed końcem roku zdobyła kolejne pięć trofeów.

Ponieważ wciąż wyczuwalna jest skłonność do traktowania obecnej drużyny Barcy jako kontynuacji tej sprzed sześciu sezonów, warto przypomnieć skład z pamiętnego finału: Pinto, Alves, Pique, Puyol, Yaya Toure, Keita, Xavi, Busquets, Eto'o, Messi, Bojan. A więc więcej zmian niż punktów wspólnych, choć z tamtego zespołu poza Alvesem, Pique, Xavim, Busquetsem i Messim pozostali jeszcze Iniesta oraz Pedro. By uzmysłowić sobie, ile czasu upłynęło, można wspomnieć, że na 7 minut na boisku pojawił się Białorusin Aleksander Hleb sprowadzany na Camp Nou z Arsenalu jako najlepszy drybler ligi angielskiej.

Enrique jest mniejszym romantykiem

Drużyna z Victorem Valdesem w bramce i Erikiem Abidalem w defensywie podbiła świat sześć lat temu. Nie ma już sensu rozwodzić się nad tym, na ile zmieniła myślenie o futbolu, ciekawe jest raczej to, ile z tamtej mocy przetrwało w Katalonii do dzisiaj. Drużyna Enrique, której znakiem firmowym stało się ofensywne trio - Messi, Neymar, Suarez, nie jest tak dominująca i pryncypialna. Celem Pepa Guardioli było zmonopolizowanie posiadania piłki, jego były kumpel z boiska jest mniejszym romantykiem. Pragmatyczny Enrique uczy zespół gry z kontry, ekonomicznej gospodaruje siłami. Przez ostatnie lata Barcelona zeszła na ziemię, zdając sobie sprawę, że nawet Messi jest tylko śmiertelnikiem. Rok 2009 wydaje się niemożliwy do powtórzenia, wszelkie porównania zostawmy na boku.

Victor Gonzalo jest człowiekiem, który może opowiedzieć o Luisie Enrique bardzo dużo. Zafascynowany biegami długodystansowymi trener Barcy zatrudnił go, by przełamać barierę trzech godzin w maratonie. Gonzalo był zdumiony, dlaczego znany i bogaty klient wciąż ma ochotę masakrować się fizycznie, ale doszedł do wniosku, że ten typ bez tego żyć nie może. Dziś uważa, że wysublimowana potrzeba przeżywania silnych bodźców pomaga Enrique w pracy z piłkarzami posiadającymi wielkie ego. Właśnie odbudowuje je Luis Suarez zapominający o strzeleckich kłopotach sprzed kilku tygodni. W ostatnich trzech spotkaniach Urugwajczyk trafił do siatki cztery razy.

Póki co szkoleniowiec Katalończyków wie, że wciąż jest bardzo daleko od celu, imponujący jest jednak już sam fakt, że jako pierwszy wyrzeka się sposobu gry zdefiniowanego przez Guardiolę. Nie podkreśla tego, nie polemizuje z Pepem otwarcie, ale uznaje za właściwe wiele dróg do osiągnięcia celu. Włącznie z grą z kontrataku i ustawieniem defensywy na własnej połowie.

Athletic po raz 37.

Puchar Króla to najstarsze rozgrywki w Hiszpanii. Sukces turnieju uświetniającego koronację Alfonasa XIII sprawił, że od 1903 roku wprowadzono rywalizację o trofeum monarchy. Jego losy upamiętniają epoki, przez jakie przeszło państwo. Do 1932 roku nosiło nazwę króla, potem przez trzy lata prezydenta republiki, wojna domowa i czasy dyktatury przyniosły ze sobą zmianę na Puchar Generalissimusa. W edycji 1976-77 wróciła nazwa Puchar Króla, co Hiszpania przyjęła jako powrót do normalności.

Pierwszym triumfatorem rozgrywek było Athletico Bilbao, Barcelona wygrała je dopiero w 1910 roku. Baskowie zwyciężyli ostatnią edycję Pucharu Króla w 1932 roku i zaraz potem pierwszą prezydencką. W Pucharze Generalissimusa wcześniej triumfowali Katalończycy i Baskowie niż Real Madryt uważany za klub wybrany i wspierany przez generała Franco.

Dla Barcy i Athletic będzie to 37. finał rozgrywek, Katalończycy zdobyli Puchar 26 razy, Baskowie 23. Athletic, będące kiedyś pierwszym gigantem piłki hiszpańskiej, dziś jest drużyną z drugiego pułapu płatniczego. Trzy lata temu zespół z Kraju Basków miał swój europejski wzlot, gdy wyeliminował z Ligi Europy Manchester United. Fernando Llorente, Ander Herrera, Javi Martinez i Iker Muniain dali lekcję futbolu jednej z najlepszych drużyn tamtych czasów. United Alexa Fergusona znalazł się w dołku, ale zaledwie 10 miesięcy wcześniej rywalizował z Barceloną o Puchar Europy w finale na Wembley. Dziś z tamtej czwórki Basków został w klubie tylko ten ostatni, może najbardziej utalentowany, w którym Raul Gonzalez widział przyszłą gwiazdę nr 1 piłki hiszpańskiej. Muniain coraz częściej jest jednak tylko cieniem genialnego dwudziestolatka.

Dla porządku można przypomnieć ostatni finał Pucharu Króla między Baskami i Katalończykami, w pamiętnym 2012 roku - wygrywając 3:0, Barca uniknęła sezonu bez trofeum. Guardiola żegnał się wtedy z klubem przed wyprawą do Monachium przez USA. Jego nauczyciel i mentor Marcelo Bielsa nieopatrznie pozostał w Kraju Basków jeszcze na kolejny sezon, który był dla niego i klubu gehenną.

Josep Maria Bartomeu chciałby zagrać finał 2015 na Santiago Bernabeu. Prezes Barcelony mówi o wielkim stadionie, wykluczając z oczywistych względów organizację meczu na Camp Nou. Real Madryt tym pomysłem zachwycony nie będzie, być może więc Baskowie i Katalończycy znów będą musieli spotkać się na Mestalla. Tyle że tam właśnie odbył się poprzedni finał Real - Barcelona 2:1 rozstrzygnięty przedłużonym sprintem przez Garetha Bale'a. Ostatni mecz finałowy Pucharu Króla poza Barceloną, Madrytem i Walencją rozegrano w 2003 roku w Elche, gdzie Mallorka pokonała 3:0 Recreativo Huelva.

Dyskutuj z autorem na jego blogu "W polu karnym"

RBAR104: FC Barcelona - koszulka Nike

w okazje.info

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.