Barcelona bierze "Kanibala"

Odsiadujący czteromiesięczną dyskwalifikację za ugryzienie rywala Urugwajczyk Luis Suárez podpisał pięcioletni kontrakt z Barceloną. W ataku katalońskiego klubu ma stworzyć trio marzeń z Leo Messim i Neymarem.

O możliwym transferze 27-letniego Urugwajczyka z Liverpoolu do Barcelony spekulowano od wielu miesięcy. Kataloński klub interesował się Suárezem, ale Anglicy nie bardzo chcieli go oddać. W poprzednim sezonie nie mieli w składzie lepszego piłkarza - urugwajski napastnik został wybrany na najlepszego gracza Premier League, zdobył 31 bramek w 33 meczach, głównie dzięki niemu "The Reds" niemal do końca sezonu liczyli się w walce o mistrzostwo Anglii.

Negocjacje w sprawie transferu nabrały przyśpieszenia dopiero kilkanaście dni temu, gdy Suárez wywołał kolejny skandal, gryząc w trakcie grupowego meczu MŚ z Włochami Giorgia Chielliniego. To już trzeci w karierze Suáreza przypadek, gdy w ataku furii pogryzł na boisku przeciwnika, mniejszych przewinień krewkiego piłkarza nikt nie zliczy.

"Liverpool powinien się wstydzić i pozbyć Suáreza" - grzmiały brytyjskie media, najostrzej krytykujące człowieka, który w Ajaksie Amsterdam zyskał przydomek "Kanibala". Nie wiadomo, czy medialne naciski miały znaczenie, ale Liverpool w końcu doszedł do wniosku, że bez Suáreza jakoś sobie poradzi.

Kwota transferu nie jest znana, ale media w Hiszpanii i Anglii spekulują, że może chodzić nawet o 75 mln funtów. Suárez wciąż odsiaduje czteromiesięczne zawieszenie, co oznacza, że nie zagra w pierwszych kolejkach Primera Division, a także w trzech kolejkach Ligi Mistrzów.

"Dziękujemy Luisowi za to, co zrobił dla naszego klubu, zwłaszcza w poprzednim sezonie, gdy awansowaliśmy do Ligi Mistrzów" - napisał w oświadczeniu Liverpool. Osobiście i serdecznie dziękował mu także trener Brendan Rodgers.

Prezentacja Suáreza w Barcelonie odbędzie się w środę, ale nie na stadionie Camp Nou, tylko w salce konferencyjnej w budynku obok. To również skutek uboczny dyskwalifikacji - Suárez nie tylko nie może bowiem grać w piłkę, ale też przebywać na stadionach.

W Barcelonie będzie grał z numerem "9" odziedziczonym po Chilijczyku Alexisie Sánchezie, który dzień wcześniej został przez kataloński klub sprzedany do Arsenalu za 28 mln funtów.

Urugwajczyk, żegnając się z kibicami "The Reds", prosił o wyrozumiałość. - Mam nadzieję, że zrozumiecie, dlaczego podjąłem taką decyzję. Klub robił wszystko, żeby mnie zatrzymać. Jednak gra w Hiszpanii, gdzie żyje rodzina żony, od zawsze była moim marzeniem. To chyba odpowiedni moment na transfer - podkreślił Urugwajczyk.