Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

Primera Division. Barcelona potrzebuje swojego Diego Costy

Jeśli wierzyć katalońskiej prasie, wystarczyło dziesięć tygodni pracy Gerardo Martino w Barcelonie, by poprosił zarząd klubu o napastnika. Chociaż jego zespół nie cierpi na brak skuteczności, to bezbramkowy remis z Atletico potwierdził, jak Argentyńczykowi potrzebny jest zawodnik klasy Diego Costy - pisze specjalnie dla Sport.pl Michał Zachodny, bloger, współpracownik m.in. Goal.com, scout i analityk InStat Football.

Michał ZachodnyMichał Zachodny Fot. Jacek Dymkowski

Przed spotkaniem Diego Simeone chwalił Gerardo Martino za to, że udało mu się urozmaicić styl Barcelony o inne rozwiązania. Jednak ze względu na charakterystykę piłkarzy i brak wspomnianego transferu nowy szkoleniowiec Barcelony nie mógł skorzystać z tej najbardziej oczywistej opcji ofensywnej - gry na prawdziwego napastnika. Czy to Messi, czy Fabregas - każdy z tej pozycji raczej ucieka, jak już to szukając szans wejściami w drugie tempo z głębi pola. W sobotni wieczór również było widać, że rola napastnika raczej Fabregasa ogranicza, niż pozwala mu wykorzystać pełnię swoich umiejętności. Hiszpan większość ze strzelonych w tym sezonie goli zdobył grając w środku pomocy.

Zresztą po to Pep Guardiola kiedyś zatrudniał Zlatana Ibrahimovicia, po to również sprowadza do swojego Bayernu Roberta Lewandowskiego - dostrzegając potrzebę posiadania napastnika. Po latach, w których "tiki taka" dominowała, rozszarpując krótkimi podaniami defensywne rygle rywali, teraz - wraz z przeminięciem szczytowych momentów w karierach kluczowych piłkarzy - potrzeba większej uniwersalności. Najczęściej gwarantem tego jest skuteczny, samolubny i agresywnie grający napastnik, do którego kierowanych jest większość podań. Krótko mówiąc - ktoś taki jak Diego Costa.

Nadużyciem byłoby stwierdzenie, że Atletico gra wyłącznie na Costę, nawet jeśli sugerowałby to jego dorobek strzelecki - zdobył on 40 proc. wszystkich goli Atletico. Jednak przy anonimowości Davida Villi (niewiele mniej kontaktów z piłką miał Neymar, który grał trzy razy krócej) to on jest głównym adresatem podań kolegów w ofensywie. Przeglądając jego gole z tego sezonu, można dostrzec, że były one efektem wielu różnych akcji i asyst: dośrodkowań, długich piłek, krótkich prostopadłych zagrań czy nawet jego indywidualnych rajdów. Niekoniecznie określając Costę mianem napastnika kompletnego, jego uniwersalność narzuca się sama, a podkreśla ją chyba najważniejsza z cech dla tej pozycji - nieustający ciąg na bramkę rywala.

- Jeśli już zagrasz mu piłkę, nie licz na podanie zwrotne - pisał Michael Cox dla "FourFourTwo" przed sobotnim meczem. Faktycznie, Diego Costa jest samolubnym piłkarzem, który mając piłkęm rezygnuje z pierwszej, drugiej i nawet trzeciej najlepszej opcji podania, by wdać się w indywidualny pojedynek. Nie ma przypadku w tym, że pod względem straconych piłek jest w samej czołówce Primera Division - tylko on i Sergio Garcia oddawali rywalom futbolówkę ponad... 110 razy. Zresztą napastnik Atletico, każdorazowo podejmujący fizyczną walkę z obrońcami, jest drugim najczęściej faulowanym zawodnikiem z czołowych lig Europy. Ze strony Diego Simeone czy jego kolegów nie ma żadnych pretensji po kolejnych stratach, bo wszyscy wiedzą, ile jego walka przynosi im korzyści.

Wszakże najbardziej wyróżnia go skuteczność - w lidze ma jednego gola mniej od Cristiano Ronaldo, ale do osiągnięcia tego wyniku potrzebował dwa razy mniej strzałów niż Portugalczyk (tylko 57!). Oczywiście hiszpański napastnik nie był gwiazdą sobotniego spotkania, nawet jeśli jego wejście w mecz było przekonywujące - już w pierwszych pięciu minutach zaliczył dwa dryblingi oraz zdążył zagrozić Valdesowi. Jednak dla Atletico po raz kolejny najważniejsza była sama jego obecność w przodzie, umiejętność przyjęcia długiego podania, indywidualnego wyprowadzenia kontry czy wreszcie stworzenia zagrożenia.

Stąd znacznie szerszy i ciekawszy kontekst dla występu Diego Costy dała Barcelona, której ofensywa po raz kolejny w tym sezonie rozbiła się o skuteczną obronę Atletico. Chociaż od początku października był to dopiero trzeci mecz, w którym Katalończycy nie potrafili strzelić gola, to dobra organizacja obrony i pozamykane przestrzenie nie pozwoliły mistrzom kraju na prostopadłe podania czy nawet szybkie rozegranie piłki na skraju szesnastki. Ze 192 podań Barcelony wymienionych w strefie ataku tylko dwa były skierowane w pole karne Atletico.

Nie ma przypadku w tym, że w tych meczach, które Barcelona kończyła bez strzelonej bramki, najgorszą jej statystyką były dośrodkowania. W 270 minut z Athletikiem, Osasuną i drużyną Simeone udało im się uzbierać ledwie jedną celną wrzutkę więcej niż w sobotę miało przecież defensywnie grające Atletico. W pamiętnym dwumeczu o Superpuchar, pomimo ostatecznego zwycięstwa Barcelony, to jej rywale mieli więcej strzalów, wczoraj mając tyle samo uderzeń celnych (po 2).

Gerardo Martino w pierwszej połowie sezonu pokazał, że jest skłonny do zmian - jego Barcelona nawet oddawała rywalom dominację w posiadaniu piłki, a gdy piłkarze używali bardziej bezpośrednich środków, pojawiały się zarzuty o zabijaniu stylu wypracowanego przez Guardiolę. Jednak ten zapowiadany przez Argentyńczyka proces wciąż jest hamowany przez braki kadrowe (konkretnie: brak napastnika) niepozwalające na doszlifowanie taktycznej uniwersalności, która staje się wiodącym trendem w światowym futbolu.

Na razie na bok należy odłożyć dyskusje o ewentualnym ustawieniu Barcelony czy zmieszczeniu całego ofensywnego i indywidualnego arsenału, jakim dysponuje Martino. Jak pokazał choćby mecz z Realem, argentyński szkoleniowiec nie boi się sprowadzać np. Messiego do roli mniej wiodącej. Biorąc pod uwagę, jak dominującą postacią dla swojego zespołu potrafi być Diego Costa i jaki problem miała z Atletico Barcelona, transferowe życzenia Gerardo Martino są tym bardziej usprawiedliwione.

Więcej o: