Primera Division. Barcelona pozbawiona głowy

"Nowa liga" - ogłasza madrycki dziennik "Marca" po pierwszej porażce Barcelony w Primera Division z Athletikiem w Bilbao 0:1. Trener Gerardo Martino nie chce słyszeć o kryzysie swojej drużyny.

Hektolitry atramentu zużyli hiszpańscy dziennikarze brawurowo opisujący szybkość, z jaką Neymar zaadaptował się w Barcelonie. Gol w Gran Derbi pod koniec października miał być dowodem, że brazylijski geniusz w mgnieniu oka pojął specyficzne zasady gry zespołu z Katalonii. Poważniejszy test miał jednak nadejść z chwilą kontuzji Leo Messiego. Neymar biega, walczy, co chwilę pada kopnięty lub popchnięty, ale nie rozstrzyga meczów tak jak Argentyńczyk. Wypełnia rolę skrzydłowego, w lidera formacji ofensywnych nie próbuje się nawet wcielić. Być może patrzylibyśmy na jego grę w Bilbao inaczej, gdyby na początku drugiej połowy sędzia wyrzucił z boiska Iturraspe po faulu na Brazylijczyku. Ale pokazał tylko żółtą kartkę.

Trudno upierać się, że Baskowie zaskoczyli Barcelonę znużoną nieprzerwaną serią zwycięstw. W środę Katalończycy zaliczyli wpadkę w Amsterdamie w Lidze Mistrzów, schodząc z boiska pokonani po raz pierwszy w sezonie. Trener Martino tłumaczył, że to nie grzech przegrać jedno z 21 spotkań, licząc, iż od kolejnej porażki zespół dzielą kolejne cztery miesiące. Dzieliły jednak zaledwie cztery dni.

Samokrytyka piłkarzy, wspólna burzliwa narada nad sposobami poprawy dała skutek o tyle, że w pierwszej części starcia w Bilbao Barcelona grała żwawo, z ochotą. Nie zdobyła jednak prowadzenia i z każdą chwilą gasła coraz bardziej. Baskowie pokonali Katalończyków ich własną bronią, nie cofali się pod swoją bramkę, ale stosowali wysoki pressing. W jednej z takich akcji Andres Iniesta stracił piłkę, obrońcy nie zdążyli się zaasekurować i Iker Muniain zdobył zwycięską bramkę. Najbardziej znaczące było może to, że zespół Martino okazał się niezdolny do reakcji.

Przez ostatnie 20 minut gra toczyła się niemal wyłącznie na połowie Barcy, Baskowie powinni byli zdobyć drugą bramkę. Zrezygnowany Martino zdjął z boiska Xaviego i Iniestę, czyli emblematycznych piłkarzy, którzy kiedyś w trudnych sytuacjach ratowali drużynę razem z Messim. "Ewidentne jest, że coś nie działa" - podsumował mecz felietonista barcelońskiego "Sportu".

Na nowym San Mames wygrał zespół lepszy. Katalońskie media rozpisują się o "czarnej dziurze po Messim", której nie ma kim wypełnić. Piłkarze Barcy skarżą się na sędziego, trener Martino apeluje, by ignorować medialne larum, bo "dziennikarze oceniają nie grę, ale wynik". Prawda jest jednak taka, że postawa lidera w Bilbao zasługiwała na punkt wyłącznie do przerwy.

"El Pais" pisze, że Athletic pozbawił Barcelonę głowy, dokonując zbrodni perfekcyjnie wyreżyserowanej. Baskowie nie poszli na łatwiznę, starając się przeczekać szturm gości, ale podjęli walkę, wymęczyli rywala i zadali decydujący cios w zaplanowanym przez siebie momencie.

Barca przegrała dwa kolejne mecze pierwszy raz od dziewięciu miesięcy. Wtedy pokonał ją Real Madryt: raz w Pucharze Króla na Camp Nou 3:1 i kilka dni później w lidze na Santiago Bernabeu 2:1. Neymar z Martino przybyli do Katalonii, by to się nie powtarzało, widać jednak, że misja należy do wyjątkowo trudnych. Kataloński kolos utrzymuje się w rywalizacji o najwyższe cele, ale po jego grze trudno wnioskować, by nowemu szkoleniowcowi udało się zwalczyć niepokojące tendencje. Barca wciąż popada w dekadencję.

Drużyna z Camp Nou zachowała pozycję na szczycie Primera Division, zrównując się punktami z rewelacyjnym Atletikiem Madryt i wciąż wyprzedzając Real o trzy punkty. Ostatnio lepiej grają jednak rywale, w Barsie poza Sergio Busquetsem nikt nie jest w szczycie formy. Skoro dla Katalończyków porażka w Amsterdamie nie okazała się wystarczającym alarmem, mogą już za chwilę oglądać plecy krajowych konkurentów. W ostatnich pięciu latach, kiedy zdobyli aż cztery tytuły, niemal zupełnie się od tego odzwyczaili.

Więcej o: