Polski organizator Supermeczu w sporze z Barceloną. Chodzi o milion złotych

Był Supermecz, jest superspór. Jak się dowiedział ?Sport.pl Ekstra?, Barcelona wciąż nie rozliczyła się z polskimi organizatorami towarzyskiego spotkania z Lechią w Gdańsku

Sporna kwota to ponad milion złotych. Na razie strony przerzucają się argumentami w mailach i rozmowach telefonicznych, dziś mają się spotkać na negocjacjach w Barcelonie. Jeśli do porozumienia nie dojdzie, sprawa może się skończyć nawet przed sądem.

Są rozbieżności

Spór Barcelony i firmy Polish Sport Promotion, organizatora lipcowego towarzyskiego meczu Lechia - Barcelona w Gdańsku, dotyczy rekompensaty za straty spowodowane przeniesieniem spotkania z 20 na 30 lipca. Na osiągnięcie porozumienia czekają m.in. ci, którzy po odwołaniu meczu w pierwszym terminie oddali bilety, a do dziś nie doczekali się zwrotu pieniędzy i tracą już cierpliwość. Kataloński klub nie zaprzecza, że między stronami są rozbieżności. "Jesteśmy w kontakcie z promotorem meczu, by sprecyzować wysokość rekompensaty za odwołanie spotkania z powodu poważnej choroby naszego ówczesnego trenera Tito Vilanovy. Chcemy zamknąć tę sprawę szybko" - napisała FC Barcelona w oficjalnym komunikacie przesłanym w odpowiedzi na pytanie "Sport.pl Ekstra".

Do meczu w pierwszym terminie nie doszło, bo w przeddzień spotkania trener Tito Vilanova ogłosił informację o kolejnym nawrocie choroby nowotworowej, który zmusił go do rezygnacji z prowadzenia drużyny. Barcelona odwołała przylot, była nawet początkowo gotowa w ogóle zrezygnować z rozgrywania spotkania, zwrócić pieniądze (za sprowadzenie Barcy z Leo Messim w składzie trzeba klubowi zapłacić ok. 1,5 mln euro) i pokryć koszty odwołania meczu. Ostatecznie stanęło na zmianie terminu, z konieczności - na środek tygodnia. Pierwszy mecz miał się odbyć w sobotę. Bilety zwróciło ok. 9 tys. kibiców, dla których nowy termin nie był dogodny.

 

Występ Neymara jako rekompensata?

Polska strona szacuje teraz swoje dodatkowe koszty (m.in. ubezpieczenie, catering, produkcja sygnału TV, ale przede wszystkim - właśnie zwrot pieniędzy za oddane bilety) na ponad pół miliona euro. Barcelona jest gotowa zapłacić tylko część. Daje do zrozumienia, że resztę powinien wziąć na siebie polski organizator, bo sytuacja była nadzwyczajna. Polska strona odpowiada, że ustalenia były inne. - Za przeniesienie meczu nie ponosimy żadnej winy i odpowiedzialności. Dzisiaj domagamy się nie pieniędzy dla nas, tylko dla ludzi, którzy kupili bilety, a nie mogli pojawić się w drugim terminie, oraz dla naszych podwykonawców, którzy mieli w związku ze zmianą terminu dodatkową pracę. My wykonaliśmy swoje zadania z nawiązką i gramy fair, mam nadzieję, że klub też zagra fair do końca - powiedział Tomasz Rachwał, prezes PSP.

Nieoficjalnie wiadomo, że Barcelona za rekompensatę chciałaby uznać też przyjazd Neymara, którego występ nie był zapisany w kontrakcie na pierwszy mecz. W przełożonym spotkaniu w Gdańsku kupiony latem Brazylijczyk zadebiutował w barwach Barcelony, choć według pierwszych planów jego debiut miał się odbyć z wielką pompą dopiero trzy dni później, w meczu na Camp Nou z Santosem, poprzednim klubem Neymara. Polska strona nie uważa tego za rekompensatę finansową, tylko symboliczne przeprosiny. Zwłaszcza że Barcelona nie podawała oficjalnie wiadomości o przyjeździe Brazylijczyka, nie było też jego nazwiska w oficjalnych zapowiedziach meczu.

Mecze towarzyskie to dziś potężny biznes, właściwie wszystko jest w nich wyliczone i obudowane odpowiednimi zapisami. Ceny za mecze Barcelony bez Messiego zaczynają się od 1,2 mln euro, mecz z Messim, ale w słabszym składzie, to 1,5 mln, z Messim oraz hiszpańskimi mistrzami świata i Europy - już 2 mln euro, a z Neymarem, jedną z gwiazd ostatniego okna transferowego, będzie jeszcze drożej. Zwykle wpisuje się też, ile minut ma zagrać gwiazda - np. że Messi ma grać co najmniej jedną połowę czy co najmniej 60 minut (akurat w przypadku polskiego meczu zapisy nie były tak szczegółowe). Niewywiązanie się z tego oznacza konieczność zwrotu części pieniędzy i Barcelonie już się to zdarzało, gdy np. Messi z powodu kontuzji nie mógł zagrać. Przeniesienia meczu w takich okolicznościach nikt jednak nie przewidział.

Strony są w klinczu - PSP nie chce zrezygnować z należnych pieniędzy, Barcelona nie chce zapłacić całości, ale też wolałaby nie zrażać do siebie kibiców, bo na polskim rynku bardzo jej zależy. Ciąg dalszy nastąpi.

Zobacz wideo