Liga Mistrzów: Milan wstrząsnął Barceloną

Mediolańczycy głównie się bronili, ale częściej strzelali, częściej trafiali w bramkę i pokonali faworytów LM 2:0. To jedyna sensacja 1/8 finału.

Massimiliano Allegri obiecywał, że znajdzie sposób, by odebrać Katalończykom piłkę, i słowa nie dotrzymał. Goście byli przy niej przez 65 procent czasu. Ale nie oznacza to, że włoski trener nie przygotował zespołu na mecz z liderem ligi hiszpańskiej.

Skorzystał ze wzoru sprawdzonego w ostatnich latach przez Chelsea i Celtic przez większość meczu, gdy piłkarz Barcelony dopadał do piłki, miał przed sobą całą jedenastkę gospodarzy. Katalończycy wymieniali podania w środku boiska, ale pola karnego gospodarzy dotykali rzadko. Do przerwy oddali tylko dwa celne strzały, w drugiej połowie - ani jednego.

Allegri wymyślił też sposób na strzelenie gola Barcelonie. Na początku jego piłkarze zaskoczyli gości z rzutu rożnego. Po krótkim podaniu Kevin--Prince Boateng pomylił się o centymetry. Widać było, że zagranie wypracowano na treningach. Gola też Milan strzelił po stałym fragmencie. Riccardo Montolivo uderzył z 30 metrów, piłka odbiła się od rąk Cristiana Zapaty i spadła pod nogi Boatenga, który pokonał Victora Valdesa. Gol został strzelony prawidłowo, bo Zapata nie zagrał piłki ręką celowo.

Przy bramce Sulleya Muntariego nie było już stałego fragmentu gry. Po prostu katalońska defensywa popełniła serię błędów.

To największa różnica między Barceloną dzisiejszą a wczorajszą - prowadzoną przez Pepa Guardiolę. Dwa sezony temu traciła średnio 0,6 gola na mecz, teraz - 1,07. Teraz bramkarz Barcelony aż jedenaście razy puszczał przynajmniej dwa gole.

Drużyna Tito Vilanovy i Jordiego Roury to zespół wielki z piłką, ale bez niej już tylko bardzo dobry. W porównaniu z poprzednimi sezonami piłkarze z Camp Nou wykonują mniej wślizgów i zdecydowanie rzadziej odbierają piłkę (13 przechwytów na mecz w tym sezonie, w ubiegłym - 19). Rywalom łatwiej buduje się akcje, mają więcej szans na pokonanie Victora Valdesa. W krajowej lidze Barcelona pozwala na oddawanie średnio 9 strzałów w meczu. W poprzednich dwóch sezonach pozwalała na siedem. W środę Milan oddał osiem.

Barcelona po stracie pierwszego gola miała jeszcze pół godziny, ale nie wypracowała żadnej okazji na bramkę, którą można uznać za stuprocentową. Nic nie dało wprowadzenie Alexisa Sancheza i Javiera Mascherano. Katalończycy wydawali się ospali, zmęczeni biciem w mediolański mur. Leo Messi, który zazwyczaj widząc słabość kolegów, sam rozbraja przeciwnika, tym razem po cichu przechadzał się po boisku. Środowy wynik to efekt nie tylko niemal bezbłędnego występu Milanu, ale także słabiutkiej gry Barcelony.

Katalończycy nie są już faworytami dwumeczu. By awansować po 90 minutach, muszą wygrać na Camp Nou trzema golami. A Milan może przecież grać tak jak wczoraj.

Barcelona Vilanovy i Roury może się okazać zespołem bijącym rekordy w lidze, pewnym mistrzostwa kilka miesięcy przed końcem sezonu, ale zawodzącym w pucharowych szlagierach. Sezon zaczęła od porażki w Superpucharze Hiszpanii z Realem, we wtorek gra z "Królewskimi" rewanż półfinału krajowego pucharu (na Santiago Bernabeu było 1:1). Za trzy tygodnie może odpaść z LM już w 1/8 finału. Ostatni raz tak wcześnie Katalończycy skończyli te rozgrywki w 2007 r. Później zawsze dochodzili przynajmniej do półfinału.

Więcej o: